[...]
NT obsadził swego bohatera Torlina w niewdzięcznej roli. Bo od początku kazał mu popełniać wszystkie możliwe błędy w planowaniu i przeprowadzeniu wycieczki. Dlatego trudno nam pozytywnie wczuć się i zrozumieć poczynania bohatera…
Termin. Nawet niedoświadczonym wiadomo, że sierpniowa niedziela to najgorszy dzień na Morskie Oko, Szpiglasową, Zawrat. Po sobotnich (9.8 ) ulewach, świeżo ‘napłynięci’ do Zakopanego urlopowicze i weekendowicze ruszają w góry ze zwielokrotnioną determinacją… (czasem też – zaślepioną determinacją). I nawet, jeśli przez wszystkie poprzednie pogodne dni ‘robiliśmy’ wyłącznie Cubryny, MSW, Mnichy przez Płytę i podobne – w dzień pański Morskie i Zawrat sobie po prostu darujemy. Zwłaszcza, gdy – bazując parę dni pod Tatrami – mamy możliwości manewru.
Trasa. Odwrotna do komfortowej Od wielu lat ‘myślący turyści’ postulują podczas wspinaczki na Zawrat (i po): zrobić ten szlak jednokierunkowym! Jak choćby słowacka Czerwona Ławka – wejście tylko od Małej Zimnej Wody (skąd trudniej, ale zdecydowana większość turystów wysokogórskich uważa, iż łatwiej, bezpieczniej (i przyjemniej!) pokonuje się trudności w wejściu).
W danym przypadku absolutnie wszystko przemawiało za kierunkiem Zawrat – Szpiglasowa – Morskie Oko. Do Kuźnic można dojść dowolnie wcześnie (nawet przed świtem); potem busy odjeżdżają znacznie częściej, niż do Palenicy; podróż trwa może 10’ (do Palenicy bywa, że ponad 40’ – w weekend, z korkami i jazdą przez Poronin i Bukowinę).
Startujemy więc na najtrudniejszą, Zawratową część wędrówki tak wcześnie, jak się da… Zrzucanych kamieni się nie obawiamy. Łańcuchy są puste lub prawie (a jest różnica pomiędzy wczesnym, ‘jakościowym’ turystą i popołudniowym urlopowiczem). Tak było w super-pogodny poniedziałek 28.7, gdy, po porannym doskoku z samego Krakowa, osiągnęłam Zawrat o 10:20 z jedną tylko mijanką w części ubezpieczonej (‘kompetentny’ i kulturalny pan idący z góry).
Inne plusy tego kierunku: coraz piękniejsze widoki na całe Tatry Wysokie przed oczami a nie za plecami (plus słońce, jeśli ktoś lubi); gospodarowanie czasem wedle uznania: zajście do Schroniska w Piątce, bądź prosto na Szpiglasową Przełęcz z opcją Wierchu lub nawet Liptowskich Murów aż do Wrót Chałubińskiego (Zawracik spina Zawrat i wycieczkę piękną nazewniczą klamrą).
Możemy nadgonić czas (poświęcony na fotkowanie, kąpiele słoneczne, lekturę czy kontemplację natury): i z Zawratu i ze Szpiglasowej w dół sprowadzą nas wygodne ‘ceprostrady’. I wreszcie ostatnie 9 km do Palenicy – wszystko jedno, w jakiej kondycji dojdziemy, boć biegniemy w dół głównie asfaltem (busy kursują z Palenicy do późna i dłużej)… A pod górkę potrafią się te kilometry dać we znaki, zwłaszcza, gdy ktoś weźmie za szybkie tempo a wyruszy późno, gdy legendarne białczańskie słoneczko zacznie przypiekać (jak to chyba zrobił bohater T). Potem przychodzi nieuchronnie zmęczenie i związana z nim irytacja – na najtrudniejszej części, gdzie potrzebne rezerwy fizyczne i mentalne. Podejścia na Zawrat od Piątki nie odczuje średnio sprawny turysta – tak jest łagodne i urozmaicone. A naszemu bohaterowi dało się we znaki… Bo źle gospodarował siłami na samym początku (niezbyt wymagającej wycieczki). Lepiej iść do Morskiego 1h30’, ale mieć rezerwy. Zwłaszcza, gdy się zachowuje na deser to, co najatrakcyjniejsze. (Nb, ja też potrafię dojść w 1h20’… prosto z autobusu z krk… ale nie zawsze wykorzystuję tę ‘umiejętność’).
Zatem – trzy podstawowe błędy Torlina: termin, trasa, tempo.
Przejdźmy do kolejnych… [...]
18 sierpień 2008 o 7:03 am
P.S. Strasznie dużo tu ostatnio okołogórskiej tematyki… choć zawsze mam nadzieję, że ilustruje ona zagadnienia szersze… albo – co najmniej – inspiruje do przemyśleń, analogii, ekstrapolacji (lub – zawężeń).
W każdym razie przepraszam Tych, którzy mogą się poczuć znużeni. Mnie sprawa wydała się super-ważna i symptomatyczna…
Nb, zauważą Państwo nową stronkę Spis (górskich) treści 07-08 – z wszystkimi linkami, także do fotek…
Sporo tego… I nie mogę jeszcze obiecać na 100% poprawy…
18 sierpień 2008 o 8:17 am
Każdy miał kiedyś taki moment w górskiej “karierze”, gdy go okropnie irytowali, wprost wkurzali, niekompetentni ludzie na szlaku… ten cały tłum.
I Ty chyba też taki miałaś, co?…
Może nawet więcej, niż jeden?
Ale to fakt, nerwy puszczają szybciej w zmęczeniu, albo w obawie (że przepaść, że może buty nie te, że czas goni).
To są zwyczajne dzieje.
18 sierpień 2008 o 8:33 am
Ok, Tom, jasne, że każdy albo prawie. Tym bardziej, że wysokie góry przyciągają wrażliwców, oryginałów, samotników, artystów. A obok nich idzie bardziej ‘przeciętny’ człowiek…
Ale jest różnica pomiędzy doświadczaniem (i opanowywaniem) chwilowej lub dłuższej frustracji a rozładowywaniem jej w niebezpiecznym
stylu…
Btw, o tłumie nizinnym popełniłam jedną z pierwszych notek w tym blogu:
Odi profanum vulgus et arceo?…
18 sierpień 2008 o 9:43 am
Strasznie dużo tych T… O górach nawet nie wspomnę…
18 sierpień 2008 o 9:47 am
basia pisze: “W każdym razie przepraszam Tych, którzy mogą się poczuć znużeni.”
Nie ma co przepraszać. Jutro będzie lepiej.
18 sierpień 2008 o 9:48 am
Myślisz o Tomie?…
– tak, ma parutygodniowy urlop…
18 sierpień 2008 o 9:51 am
To poprzednie było oczywiście do fomy…
A co do jutra, TesTequ… hmm, napracowałam się nad tą ostatnią strono-notką (i pokrewnymi) cały wczorajszy wieczór… może ją zostawić dwa-trzy dni by lepiej zapadła w pamięć?…
18 sierpień 2008 o 10:32 am
Co ja takiego napisałam, że mój komentarz się nie ukazał???
18 sierpień 2008 o 10:42 am
Witam serdecznie raz jeszcze, Nelu!
Komentarz jest tam, gdzie został pomieszczony – pod stroną Wysokogórskie dedykacje…
(dziś pewne rozdwojenie
– przepraszam za te utrudnienia organizacyjne
)
18 sierpień 2008 o 2:53 pm
Istotne utrudnienia. Można się wręcz pokusić o uznanie ich za terror psychiczny, bazujący na wprowadzeniu czytalnika w stan niepokoju, niepewności…
18 sierpień 2008 o 3:28 pm
…eeetam – przesada z tymi niepokojami i niepewnościami; takie pięęękne słońce za oknem… i…
18 sierpień 2008 o 3:37 pm
Nie oceniajcie innych podług siebie… – jak mawiał pustelnik z Zaolzia
18 sierpień 2008 o 3:38 pm
Jest coś na rzeczy…
18 sierpień 2008 o 4:51 pm
Faktycznie, tekst się odnalazł. A już byłam spłoszona, bo mi się pierwszy raz przydarzyło, że swego wpisu nie odnalazłam. Utrudnienia nie takie trudne. Bywało gorzej … i chwalili.
18 sierpień 2008 o 9:24 pm
basia mówi: “(dziś pewne rozdwojenie – przepraszam za te utrudnienia organizacyjne)”
Może to jest wina wina -
Basia dwoić się zaczyna.
Tak, jakby jej było mało!
Zaraz sieć wypełni całą.
Aż serwery guglowate
Nawet poganiane batem
Nie nadążą indeksować
Myśli zaklinanych w słowa.
18 sierpień 2008 o 10:02 pm
Jak ja nie lubie Tatr i Podhala…
21 sierpień 2008 o 4:51 pm
@Nela: Bardzo się cieszę, że się wszystko odnalazło
Takie wpisowo-stronkowe myki zdarzają się w tym blogu po raz drugi… Może nie ostatni…
@TesTeq: Czuję tu jakiś przytyk, proszę Szanownego Pana
Ale wierszyk bardzo ładny…
A wino, owszem, było w poniedziałkowy wieczór… Ale nie tyle, by dało się odczuć we wtorkowy ranek (choć ta stylistyka komentarza pod wtorkowym wpisem
– wszystko oczywiście zwalimy na wredny zrywający się internet, pośpiech przed wyjściem i ogólnie wczesną porę
)
@Jacobsky: mam dla Pana dwie odpowiedzi:
a) Nie wiesz, co tracisz/deprecjonujesz…
b) To bardzo dobrze, bo dostatecznie wiele osób lubi – i korkuje miasto i region pod koniec lata, na początku jesieni, w długie weekendy, święta, gdy skacze Małysz, gdy Mazowsze ma ferie, itd., itp.
22 sierpień 2008 o 2:28 am
Basia,
no co ja zrobię, że nie lubię…
Lubię Karkonosze, Beskidy (szczególnie Sądecki), lubię Bieszczady. Ale Tatry i góralszczyzna… uhhh.
Przy tym dodam, że bywałem w Tatrach i w kilku miejscowościach tego regionu, ż koszmarkiem zwanym Zakopane na czele, a więc mam jakie takie podstawy dla wyrażanych przez siebie opinii.
Pozdrowienia.
22 sierpień 2008 o 7:23 am
Ale zauważ… ja na razie skutecznie i doskonale omijam góralszczyznę i Zakopane.
).
Dworzec – bus – skały – powrót.
Jedyny tekst gwarowy, jaki usłyszałam tego lata, wypowiedział młody długowłosy przewodnik na Przełęczy Karb. Poza tym – wszystko yntelektualysty i inne takie. Plus sporo studentów, trzydziestolatów z dobrymi zawodami (jeśli się rozgadać). Tego typu ludziom chce się tam wlec (sapać, dyszeć i dmuchać
Koszmarek zwany Zakopanem wygląda z okien busa czy autokaru coraz atrakcyjniej. (I na pewno nie bardziej koszmarkowato, niż Garmisch czy jakieś francuskie lub tyrolskie ‘kurorty’). Nawet powoli zaczynam mieć wielką-potężniejącą ochotę na jedną czy drugą promenadę po Krupówkach w blasku jesiennego słoneczka… Czasem trzeba troszkę wyluzować, wtopić się w tłum, zrozumieć prostego człowieka…