…nie tylko tatrzańskich perci
- A wiesz ciociu, pierwszy raz mogłem się powyśmiewać z mamy, tak się bała tych wszystkich perci…
- Nieprawda, wcale się nie bałam! Tylko dlatego, że byłam z wami… gdybym była sama…
- Nieprawda, bałaś się i to bardzo… nawet nad brzeg przepaści nie chciałaś podejść… a ja się niczego nie bałem, ani spojrzeć w dół, ani niczego… po prostu niczego!
[po kwadransie]
- Ale te percie to są jednak trochę groźne… niedużo, ale jednak trochę…
W drodze powrotnej do Krakowa. Dziewięcioletni chłopiec, wracając z mamą i młodszym bratem z wycieczki, relacjonuje ją cioci (która dołączyła w Zakopanem i obdarowała dzieci książeczkami GOT (Górskich Odznak Turystycznych).
***
To wszystko dzieje się w głowie – myślisz podczas (jak to ujął Krygowski) ‘wspinaczki po tęczy’. Gdy coraz wyraźniej widzisz przepaście, mimo, iż lat i doświadczenia przybywa a wzrok powinien – teoretycznie – zacząć łagodzić kontury i kontrasty.
Trudno – to siedzi w mojej głowie – zrezygnowana, cofasz się sprzed ostatniego ‘problemowego’ progu przed szczytem… bo masz na dole dwoje niepełnoletnich dzieci.
Nie, przecież tak czy owak nie zatrzymam ich w inkubatorze, zresztą mnie w ich wieku też zabierano na Zawrat, Kozi, Trzy Korony… Ale jakże inaczej pracuje wyobraźnia, gdy widzisz go, jak pnie się przed tobą do góry… i co będzie, jeśli się poślizgnie, źle chwyci, albo hak łańcucha będzie poluzowany.
To wszystko tylko moja głowa, ale z dziećmi na ten twój piękny Zakrzówek bym nie poszedł.
Przecież tak czy owak muszę się trzymać własnego pasa, that’s it i cześć pieśni! – więc czemu troszkę nieswojo w mojej głowie, gdy wiozę rodzinę z włoskich wakacji przez Europa Brücke?…
4 sierpień 2008 o 7:16 am
Odwaga jest czymś innym niż brawura. Bycie odważnym to podejmowanie ryzyka mimo strachu, ale w w słusznej sprawie. Podejmowanie ryzyka dla popisu to głupota.
Zawsze, gdy ktoś czuje się odpowiedzialny za drugą osobę może być odważny, ale nigdy nie powinien ryzykować dla poklasku gawiedzi.
4 sierpień 2008 o 7:24 am
Prezes naszego chóru (w swych ‘młodszych’ czasach – organizator kilku wypraw wysokogórskich, m.in. do Hindukuszu) mawia o odwadze i rozwadze…
4 sierpień 2008 o 7:56 am
Historię wysłuchałem w Chimerze
Więc pytanie mam inne: skąd ta zmiana w drugiej części, gdy narrator staje się rodzaju męskiego i zwraca do kobiety w drugiej osobie?
4 sierpień 2008 o 8:02 am
Druga część – odgrodzona od pierwszej gwiazdkami – jest rodzajem collage’u postaw, stylów myślenia, może ‘dorastania’ (inni powiedzą, że regresu)…
z ostatnich dni, których podmioty to zarówno mężczyźni, jak i kobiety (a słuchaczem… albo ~niemym rozmówcą, jest narratorka wpisu)
Wszystko to są tzw. ‘autentyczne cytaty’
4 sierpień 2008 o 8:28 am
Btw, a tu ciekawostka: trochę straszycielski opis Orlej Perci.
Znalazłam kilka dni temu, podczas poszukiwania w sieci dobrych fotek najtrudniejszych fragmentów szlaku (których, z braku czasu sama nie zdjęłam)… i już się zaczęłam zastanawiać, czy się nieco nie przestraszyć po fakcie
4 sierpień 2008 o 8:38 am
To się dzieje stopniowo. Trudno to zauważyć. Pewnego dnia zostawiasz swój zardzewiały samochód. Chcesz pewnego, z klimatyzacją, na gwarancji. Żenisz się, masz rodzinę, kupujesz dom…
Dzieci idą do szkoły. Edukacja kosztuje. Bezpieczeństwo. Masz wielkie długi, by je spłacić, musisz robić karierę. Dlatego robisz to co oni.
I pewnego dnia,|ku swojemu zaskoczeniu… głosujesz na konserwatystów.
[Edukatorzy]
4 sierpień 2008 o 8:45 am
…jeśli głosowanie na konserwatystów byłoby jeszcze czymś nagannym w jakimś środowisku (zachodnim)…
4 sierpień 2008 o 9:11 am
Ale tak sobie myślę, że w wymiarze społecznym to jest całkiem dobre. A przynajmniej bywa. (Nie, nie czuję się konserwatystą, ale przecież to nie jest takie złe.) Trzeba uczyć się nie tylko ostrożności, ale i odpowiedzialności za innych.
4 sierpień 2008 o 11:22 am
Ale czy to nie jest przypadkiem jakiś kolejny stereotyp… że niby ludzie o inklinacjach konserwatywnych mieliby być bardziej odpowiedzialni (za siebie, podopiecznych, innych), niż progresiści…
… i czy te dwa pojęcia cokolwiek znaczą w oderwaniu od sytuacji danego kraju, regionu, czasu?…
…i czy w ogóle jeszcze coś znaczą?…
4 sierpień 2008 o 12:11 pm
Jakie pojęcia? Bo ja widzę trzy?
Ale domyślam się, że chodzi o opozycję: konserwatyzm-progresizm (czy może ładniej byłoby mówić o ‘postępowości’?).
Moim zdaniem ta opozycja wyraża pewne biegunowe postawy, które muszą się pojawiać, skoro ludzkość jest zróżnicowana (a musi być zróżnicowana, by mogli przetrwać najelepiej przystosowani w różnych sytuacjach — pan Darwin się bardzo ładnie kłania i uchyla melonika). Jest to więc przeciwstawienie w jakiejś mierze uniwersalne, choć — jak z wielu przykładami naturalnego zróżnicowania — najwięcej jest średniaków, a przykłady skrajne są nieliczne.
Jeśli tu jakiś problem istnieje, to nałożenie się tych słów (u nas chyba jedynie konserwatyzmu, bo o postępie zwykle się nie mówi (z wyjątkami, jak zawsze) — to pojęcie pojawia się nawet dość często, ale nie wprost) na sens polityczny. A to oznacza, że konserwatyzm ma w tej chwili przynajmniej dwa znaczenia — raz, to rzeczywiście ostrożność, by nie powiedzieć niechęć wobec nowości i zmian; a drugie, to przywiązanie do partii określających się jako konserwatywne. Dwa znaczenia oznaczają, że mogą zajść wszystkie cztery możliwe kombinacje (a i to przy wyłączeniu ‘środka’, czyli pominięciu średniaków, trochę konserwatywnych, trochę postępowych, jakich jest większość).
Co do stereotypu — konserwatyzm oznacza ostrożność, ostrożność jednak nie zawsze jest najbardziej racjonalną i najlepiej wyrażającą odpowiedzialność postawą. W gruncie rzeczy skrajności i konserwatywna i progresywna są nieracjonalne i z odpowiedzialnością mają niewiele wspólnego.
Ale, co to ja takiego napisałem, by sprowokować takie pytanie?
(No dobrze, wiem, ale uprasza się o zwrócenie uwagi, że słowo ‘konserwatyści’ w znaczeniu politycznym użył już foma; zresztą wskazując pośrednio na pewną ewolucję postaw — łatwiej chcieć zmian, gdy ma się niewiele do stracenia; bardziej dba się o status quo, gdy do stracenia ma się dużo.)
* * *
No i sobie poteoretyzowałem… A zawsze wydawało mi się, że wolę twardo stąpać po ziemi, niż teoretyzować. No, ale jak się nie ma głowy do wymyślenia odpowiedniego wierszyka, to trzeba… Ciężka jest dola komentatora.
4 sierpień 2008 o 12:17 pm
Kto się boi? Zdaje się, że każdy – przy dużym udziale mediów. Dość ciekawie wypowiada się o tym człowiek, o którego bym o to raczej nie podejrzewał:
http://www.youtube.com/watch?v=90xJVOUuV-I (3:11 – 3:42)
4 sierpień 2008 o 7:00 pm
@PAK: Etykietki polityczne się wyczerpały w świecie a tym bardziej w Polsce (zakłamania i zaszłości historyczne). Więc lepiej oceniać przykładowe postawy – np decyzje ekonomiczne (singli i obarczonych rodzinami), bufory finansowe śródroczne i wakacyjne, dbałość o zdrowie własne, i podopiecznych (fizyczne i całościowe) dobro publiczne, (czynienie dla, łożenie na)…
Chodzenia nad górską przepaścią jest tu dość banalną metaforą… Ale trafia…
Przy takiej okazji się też kojarzą rozróżnienia Baumana (security vs safety)…
A co do wierszyków – może niektórzy chcieliby absolutnie wszystkie talenty… Inni znów nie mieliby zdolności/cierpliwości do konstrukcji modelu samolotu…
@Quake: Ja tu widzę sprzężenie zwrotne… i media w dużej mierze odpowiadające na zapotrzebowanie gnuśnej, stadnej, żądnej sensacji gawiedzi. Musimy przyjąć, że ludzie są wolni… Chyba nie ma innego wyjścia
A pana z filmu faktycznie trudno byłoby podejrzewać o takie opinie…
4 sierpień 2008 o 8:59 pm
Sprzężenie zwrotne? Zapewne tak, do tego tanga również trzeba dwojga: mediów i widzów.
4 sierpień 2008 o 9:07 pm
Znaczy – inaczej popadniemy w taki defetystyczny pesymizm, że gorszy był chyba tylko podczas rozbiorów, gdy sobie lud prosty* do wierzenia podawał, że Żyd, arendarz karczmy, ich ‘rozpija’… w różnych ciemnych celach (sobie… albo i swej nacji korzystnych).
Ludzie są wolni… są w stanie poznać te mechanizmy i się przed nimi bronić… I przerwać błędne koło (niemożności… uzależnienia).
___
*w Galicji, w Królestwie… ciekawe, czy w zaborze pruskim też?…
4 sierpień 2008 o 9:30 pm
Ludzie są wolni – tak, zgadzam się. Ale sposób korzystania z tej wolności to już zupełnie inna bajka. Bajka, która często sprowadza się do szybkiego oddania tej wolności “w dobre ręce” – w imię świętego spokoju…
p.s. Odnośnie rozpijania… Wedle mojej pamięci sprawa wyglądała tak: najwcześniej propinacja została zniesiona właśnie w zaborze pruskim. Dopiero dużo później w pozostałych zaborach…
4 sierpień 2008 o 9:34 pm
… ucieczka od wolności…
Tak mi się coś po głowie kołatało z tą propinacją…
5 sierpień 2008 o 7:23 am
Quake, Basiu:
(No prawie…)
Kradniecie mi jutrzejszy wpis
5 sierpień 2008 o 9:26 am
Ach, ten ruch myśli!
Ach te ucieczki myśli!
Ach, te kradzieże myśli!
5 sierpień 2008 o 9:29 am
Zasadnicza wątpliwość jest następująca: czy można ukraść rzeczy przyszłe, tj. jeszcze nieistniejące?
5 sierpień 2008 o 9:37 am
Spójrzmy na sprawę inaczej. Jeśli można ukraść, to znaczy, że istnieje.
10 sierpień 2008 o 6:30 pm
@Quake: ‘Zasadnicza wątpliwość jest następująca: czy można ukraść rzeczy przyszłe, tj. jeszcze nieistniejące?’
- …Przychodzi mi do głowy spokój ducha, harmonia wewnętrzna, perspektywy na przyszłość, zdrowy (a minimum – zerowy) bilans finansów rodzinnych…
@foma: właśnie!…
10 sierpień 2008 o 9:14 pm
To jest niestety sofistyka w wydaniu czystym
10 sierpień 2008 o 9:19 pm
…zawsze mi imponowali sofiści…
w porywach – nawet sofizmaty…