Nie byłam w miniony weekend* ani w Tatrach, ani w pagórach… ani nawet w pagóreczkowatej Arkadii… – a znów urozmaicona rzeźba terenu stanie się odskocznią do wpisu.
Za sprawą PAKa, który przedwczoraj napisał był… w wyraźnym poirytowaniu: ‘Basiu:Ech… chcesz ciągle uwznioślać, kształtować morale, osobowość, czy to górami, czy Staffem, czy Leśmianem’.
Zadumałam się, czy i czy ciągle… Supeł nieporozumień trzeba spróbować rozpętlić… (bo jeśli inni mieliby podobne wrażenia?…)
Staram się, by w blogu (i nie tylko) uzyskiwać coraz lepszą proporcję: ‘przeżyte’ do ‘przeczytane’ (czy pozyskane wskutek innego zapośredniczenia). Mówił o tym choćby wpis ‘Niepowtarzalne’.
Uwznioślanie. Góry? Same, bez ludzi w nich (i zachwyconych nimi) są tylko kupą kamieni (por.: ‘Wielkość gór’). Człowiek w górach?… owszem, może i jakaś niesamowita rzeczywistość ‘zwischen’ się wytworzy… czasem. Tyle, że skłonności do umetafizyczniania i mistycyzowania to ja miałam ostatnio przed maturą. Z tego się wyrasta a pozostaje realizm: wylanego potu (zwłaszcza gdy plecak waży pod 25kg), a i pochłoniętej literatury tatrzańskiej, alpinistycznej, himalajskiej, pokazującej i romantykę procesu zdobywania niedostępności i przenoszenie tam wielu schematów żywcem z nizinnego wyścigu szczurów.
Względność zauroczeń naturą i stylem, w jakim się spędza wolny czas, nigdy nie podlegała dla mnie dyskusji. I chyba potrafię dość precyzyjnie wyodrębnić składowe (synchroniczne i diachroniczne) pozwalające na trwałość górskiej fascynacji… Każdej innej pasji tego typu…
Bonusem dla zaawansowanych (którym niestraszne: wczesna pobudka, ekstrema pogodowe, zmęczenie, odciski, bolące kolana, własne zwątpienia i irytacje) są zawsze opisy zauroczenia górskiego jako pułapki. Jak każda aktywność czasu wolnego (np. blogowanie albo fascynacja dziedzictwem kultury, doświadczanym ‘na żywo’), góry mogą ‘pomóc’ (człowiekowi nimi owładniętemu) zbudować charakter, pielęgnować zdrowie fizyczne i psychiczne, znaleźć wiele twórczych podniet, itd. Ale gdy poświęca się im za wiele uwagi (zwłaszcza w ‘niewłaściwych’, albo kluczowych okresach życia) – istnieje niebezpieczeństwo rozproszenia energii, zaślepienia, ucieczki, kompensacji… – słowem, dezintegracji osobowości. O pewnej specyficznej pułapce nadambitnych miałam zamiar dać krótki wpis dziś. Trudno, poczeka.
Sama ostatnio miałam okazję pochodzić po Tatrach (8 dni w trzech wyskokach) 5 lat temu. Potem kilka godzin w ‘Piątce’, w 2006… służbowo, z zagranicznym gościem firmy – i teraz dwa (plus cztery w pagórach). Raczej nie dość, by zacząć odczuwać niepokój.
Czy ‘ciągle chcę kształtować morale’?… Hmmm… beznadziejna sprawa, zwłaszcza z nieprzekonanymi dorosłymi. Można konia doprowadzić do wodopoju, ale nikt nie zmusi go przecież do picia… Opowiadam o moim stylu życia i moich radościach. A najważniejszymi – oprócz więzi międzyludzkich i pracy – są natura i kultura wysoka. Na szczęście liberalne podejście chroni mnie doskonale (by nie rzec – w sposób absolutny) przed narzucaniem komukolwiek czegokolwiek. Góry – ostoja wolności – chronią w dwójnasób. Choć są uwodzicielskie. Tak, jak niektóre opowieści o nich.
I w ten sposób uwzniośliłam je perfekcyjnie. I po Tischnerowsku. Czekam na druzgocącą krytykę.
__
*Za to pochodziliśmy z moimi kolejnymi gośćmi sporo. W niedzielę także wertepowo: tak dokładnego przeczesania ulubionych zakątków Lasu Wolskiego nie pamiętam… Tatry były widoczne ze Słonecznej Promenady Sikornika. Wyraźnie, całe pasmo, co odebrałam jako wielkie oszustwo weather people, aż do momentu, gdy nad wschodnią częścią słowackich T. Wysokich pojawiła się ściana deszczu… tak gdzieś do Lodowego; Gierlach, Mięgusze i wszystko na zachód od nich było do czwartej trzydzieści czyste…
21 lipiec 2008 o 7:02 am
Druzgocąca krytyka TesTeqa:
Góry nie mogą służyć do umoralniania, ponieważ ani nie trzymają poziomu, ani pionu.
Mam nadzieję, że w ramach przedsięwzięć związanych z Euro 2012 polskie góry zostaną wyrównane ku uciesze wygrubasionej gawiedzi. I ładnie pomalowane, bo obecne szaroburości są po prostu smutne. Niech każdy szczyt ma barwy narodowe jednej z reprezenacji startujących w Euro!
21 lipiec 2008 o 7:06 am
…jaka szkoda, że na Euro nie zagra reprezentacja Brazylii!…
21 lipiec 2008 o 7:34 am
Ani Arabia Saudyjska…
Co do krytyki — czy ja chcę kogokolwiek druzgotać? Może tylko sprostuję — nie byłem zirytowany, raczej zrezygnowany. Zrezygnowany pewną nieprzystawalnością wizji. Co poniekąd sprawdza się w tym sprzeżęniu zwrotnym
21 lipiec 2008 o 7:49 am
W jakim sprzężeniu zwrotnym? Jakiej wizji?… Jaśniej, pliiiis
Przecież góry są tylko pars pro toto pasji i aktywności, zmagania się z samym sobą, bycia z innymi… Piszę o nich bo to znam, lubię, czuję…
To samo poezja – zupełnie inaczej wygląda w miękkiej kanapie, ale jeśli nie nuży (i skupia!) także w kolejce do banku… albo na klifach Ścieżki Atlantyckiej – oznacza to, że pomaga iść przez życie, upiększa je, coś wnosi w rozumienie, harmonię, łagodzenie obyczajów…
Nie wiem, jak mam jaśniej wyłożyć moją filozofię życia i wykorzystywania czasu… :bezradność:
P.S. ‘Druzgotanie’ jest żartobliwe. Zbyt pewna jestem argumentów ‘za’…
21 lipiec 2008 o 8:15 am
P.S. Pośród wszystkich odmian podejścia ‘góry jako wielka metafora życia’ (a już szczególnie – życia współczesnego człowieka aktywnego i ambitnego) jest sprawdzalność w doświadczeniu. Empiria.
Albo jesteś w stanie wejść… a potem zejść… pozostać pokornym i czujnym (=mądrym!) wobec grozy (niekoniecznie majestatu), wymagań, zmienności warunków klimatycznych, twego wciąż niewystarczającego doświadczenia, mniejszego doświadczenia i odporności innych… poradzić sobie z ‘dyskomfortem’ świadomości, że inni mają na koncie lepsze podboje, większe umiejętności, z zaślepieniem wizją kolejnego szczytu…
Albo nie…
I pozytywny i negatywny wynik tego ’sprawdzania się’ może bardzo pomóc na nizinach…
***
(A przecież jest jeszcze podstawowa i elementarna kwestia sportu, wyżycia się, tak niezbędnego młodym (metryką, biologią, duchem), pracującym bez większego ‘fizycznego obciążenia’… stąd ‘od zawsze’ w góry chodziło tylu intelektualistów).
21 lipiec 2008 o 8:29 am
Bo widzisz, ja piszę swoją reakcję na to, co piszesz, z kolei piszesz w reakcji na moją reakcję, na reakcję, (na reakcję, )*. I za każdym razem mniej się rozumiemy. Chyba.
—
*) ‘W okresie’, czyli zapis matematyczny. Powtarza się ad infinitum.
21 lipiec 2008 o 9:03 am
Ale ja zupełnie nie rozumiem, co chcesz wyrazić, PAKu… Zupełnie
Czy masz mi za złe moją pasję? Czy że o niej piszę? Czy że na jej podstawie konstruuję (nieoryginalne) metafory… (Ale uprawnione, bo potwierdzone własnym doświadczeniem, wzruszeniami… – które dojrzewają przez ćwierć wieku, sublimują się. A tak mało jest w życiu zjawisk naprawdę oryginalnych).
Chyba najlepiej zejść do przykładów a nie wypowiadać się ogólnie.
Albo napisać, co dla Ciebie jest takim napędem do budowania zdrowia, charakteru, radości…
Może się też okazać, że jedni potrzebują tego (wyżycia się, ‘budowania’, ulepszania, zmiany otoczenia – bodaj na dzień-dwa) w znacznie mniejszej dawce, niż inni…
Ja po prostu wiem, że jeśli się nie zahartuję latem i jesienią – to w zimie zapadnę na grypę (ale antybiotyków nie łykałam od 1994… nie licząc szpitalnego Londynu… )
Więc góry (rower, rolki, narty, itd.) spełniają wieeele potrzeb mojego organizmu. Także potrzeb towarzyskich i wspólnotowych. Kontemplacyjnych. Estetycznych i artystycznych. Poznawczych (botanika, geologia, meteorologia, topografia). I tak dalej.
To może inspirować. Może też irytować. Wiem.
Ale nie skłaniać do rezygnacji. Raczej do polemiki. Czy dania kontrapunktu (jeśli nie ‘to’ – to może coś innego; co; dlaczego; czy praktyczne w danych warunkach – np zamieszkania w tej a nie innej części kraju; i tak dalej).
21 lipiec 2008 o 9:29 am
W kolejce do banku…
To uwznioślona, charakterna i obyta z nowymi techniologiami basia nie korzysta z bankowości internetowej?
21 lipiec 2008 o 9:35 am
Oczywiście, że na codzień korzystam przede wszystkim z bankowości internetowej. Ale czasem bywają sytuacje nietypowe… I te się pamięta ze względu na mitręgę (i kilka rodzajów ‘prac’ i ‘rozrywek’, jakie się ma przygotowane na taką okoliczność)
Zresztą bank był znowu pars pro toto – za pocztę, okienko kasowe, supermarket, urząd skarbowy, inne liczne urzędy…
21 lipiec 2008 o 9:37 am
… a za ‘uwzniośloną’ i ‘charakterną’ to ja się jeszcze zemszczę… nie wiem, jak, ale na pewno efektownie, efektywnie i nowo-technologicznie
21 lipiec 2008 o 9:44 am
Primo:
Nie chodzi o ‘irytację’. Chodzi o odmienność. Może napisałem coś ‘mocniejszego’ niż chciałem, mając trochę depresyjny nastrój. Uprasza się by wziąć na to poprawkę
Secundo:
Nawet w ‘odmienności’ nie chodzi o pasje i o dzielenie się nimi. To zupełnie naturalne, nawet jeśli moja potrzeba zmęczenia się górami jest o wiele mniejsza niż Twoja; a po rower sięgałem dawniej niż Ty po antybiotyki.
Chodzi o odmienność w poszukiwaniu nadbudowy, tej teorii, tego przekonania, że ‘napęd do do budowania zdrowia, charakteru, radości…’ jest konieczny. Dla mnie to nie jest konieczność, to jest rzecz dobrowolna. Nie przyszłoby mi do głowy by kogoś pytać, jaki on ma ‘napęd’, bo właśnie w tej dowolności uważam, że może go mieć, lub nie mieć — to kwestia osobistego wyboru, a nie powszechna reguła.
Jeśli takowe się ma i chce się nimi podzielić — fajnie, dzielenie się pasjami i ‘napędami’ to fantastyczna rzecz. Ale u Ciebie wciąż przewiajała się jak refren ‘budowa charakteru’ (bo słów o zdrowiu czy radości nie traktowałem jako czegoś odmiennego, co by mnie zadziwiło), stawiając poprzeczkę prywatnym pasjom gdzieś wyżej — i zastanawiałem się jak to rozumieć. W swoich próbach zrozumienia mogłem napisać coś nie tak, ale teraz już chyba rozumiem.
21 lipiec 2008 o 9:47 am
Dla jednych góry są wielką metaforą życia, a dla innych doły.
W kolejce do banku
Stało raz dwóch punków.
Basia się zeźliła
I ich przegoniła.
21 lipiec 2008 o 9:58 am
Mścić się za przywołanie własnych słów i przemyśleń?
A mścij się Kasztelanko, mścij. Bacz jedno, aby to nie była taka mała zwycięska wojenka…
21 lipiec 2008 o 10:08 am
Przeczytałem. Krytyki nie będzie
21 lipiec 2008 o 10:11 am
Pan Radca wyciągnął naukę z jednostkowego zastosowania doktryny odstraszania…
21 lipiec 2008 o 10:15 am
@PAK: Tak, teraz rozumiem znacznie więcej!
’stawiając poprzeczkę prywatnym pasjom gdzieś wyżej’ – ano to doszliśmy. Co może być ‘wyżej’ od (chęci/realizacji) stawania się człowiekiem: dzielnym, harmonijnym, rozumnym, oceniającym siebie realistycznie, z dystansem, próbującym rozumieć tempo i dążenia innych, szukającym, jak im w tym pomóc, doceniającym piękno celu ale i drogi, styl przejścia, szanującym i kultywującym zdrowie i starającym się inwestować w nie na przyszłość, rozumiejącym i szanującym przyrodę?…
Toż to nie tylko personalizm (chrześcijański)… każdy możliwy antropocentryzm. I – co znacznie ważniejsze – zdrowy rozsądek pochwalający i popierający każde narzędzie, które pozwala człowiekowi na większą dozę samorealizacji – a w konsekwencji – szczęścia.
Po wyprawie słowackiej 1992 (na Gierlach weszłam z oboma kolanami a bandażach), gdy mi przyszło przez bite 3 tygodnie tłumaczyć w środku prze-upalnego lata na strychu pachnącym roztapiającą się masą papowo-bitumiczną (35C wewnątrz) – perswadowałam sobie: weszłaś na Gierlach z bolącymi kolanami… i też w upał – dasz radę wszystkiemu!
To było expressis verbis. Bo większość tej ‘konstrukcji charakteru’ tkwi w podświadomości.
A mówimy cały czas tylko o ludziach dorosłych i świadomych.Zupełnie nie natrącając o podopiecznych, którym rodzice czy inni opiekunowie też muszą zaproponować ‘coś’… atrakcyjnego, samodyscyplinującego… jako inwestycję na przyszłe radzenie sobie w świecie rozwierającym się nożycowo: marketing hedonizmów wszelakich z jednej versus coraz bardziej wyśrubowane wymagania specjalizacji, efektywności, odporności – z drugiej strony…
Może zresztą najprościej sprawę skonkluduje ‘work hard, play hard’. Duże napięcia/natężenia w pracy wymagają też proporcjonalnego wyżycia się?… A reszta to pamięć, nawyki, dziedzictwo genów, bagaż rodzinno-towarzysko-osobisty?… I tak dalej.
@TesTeq: Punk to moja młodość. Znaczy – nigdy nie byłam w tej subkulturze (ani żadnej innej), ale byłam za to na koncercie Lady Punk!
To jak mogłabym ich przegonić?…
@foma: Sławianie, my lubim wojenki… A już osobliwie – z Szefem Naszej Wysokiej Rady Grodowej!
Niech tam nawet zwycięży… ostatecznie…
21 lipiec 2008 o 10:18 am
Basia i doktryna odstraszania? Paradne
A swoją drogą: “choćby niedźwiedź… to dostoję!”
21 lipiec 2008 o 10:18 am
@Quake: No jak to?…
A ja w taki nastrój burzy i odporu się tu wprawiam… nadaremno
21 lipiec 2008 o 10:23 am
‘Choćby niedźwiedź…’ – obyś nie powiedział tego w złą godzinę…
A co będzie, jak wszystkie tatrzańskie misie przejdą – na czas Waszej Ekspedycji – na słowacką stronę?
21 lipiec 2008 o 10:30 am
Wtedy – patrz instrukcja nr 2.
Proszę Państwa, oto miś.
Miś jest bardzo grzeczny dziś.
Chętnie Państwu łapkę poda.
Nie chce podac? A to szkoda…
21 lipiec 2008 o 10:31 am
Eeetam, nie byłoby to dla mnie pierwsze spotkanie z niedźwiedziem
Trzeba po prostu zachować spokój i nie wchodzić misiowi w paradę (czytaj: wycofać się na z góry upatrzone pozycje
). Takie spotkania się długo pamięta
21 lipiec 2008 o 10:38 am
Naprawdę miałeś spotaknie z niedźwiedziem tatrzańskim…
Ja widziałam z daleka jak żerował(a) w Morskim Oku na borówkach. Szłam wcześnie rano na PpCh… W same urodziny 2003! Ale nie zawróciłam…
21 lipiec 2008 o 10:39 am
Wycofać się na z góry upatrzone pozycje
Ale skoro wszędzie są góry, to wycofywanie się może mieć charakter chaotyczny i nieujednolicony…
21 lipiec 2008 o 10:43 am
A propos, w 2001 niedźwiedź urzędował w Tatrach Zachodnich. I idziemy sobie raz z Towarzyszem wędrówek na Czerwone Wierchy… akurat się zaczyna fragment z łańcuchami, czyli to, co B lubi najbardziej… a ten (mój kompan) zaczyna ustalanie, który plecak rzucamy pierwszy misiowi, jak się pojawi… Byłam mocno ‘wkurzona’, że mi tak psuje przyjemność i niedzielny poranek… ale nic nie powiedziałam… (teraz się dowie, jeśli czyta
)
21 lipiec 2008 o 10:51 am
@Basia: Serio, serio
To było jakieś sześć lat temu – podczas schodzenia do Starej Roztoki (z Rusinowej Polany).
@foma: w moim przypadku nawet wycofanie się specjalnie nie było potrzebne (prędzej wycofał się sam niedźwiedź
)
21 lipiec 2008 o 10:53 am
Czyli normalka… Prawie zawsze urzędują w Dolinie Białki (Białej Wody, Rybiego)… Jeden (częściej jedna) – lub więcej…
21 lipiec 2008 o 11:13 am
Fragment z łańcuchami, czyli to, co B lubi najbardziej… No, no, no, ależ prefenercje
21 lipiec 2008 o 11:17 am
…jak to, pierwszy raz Pan słyszy o preferencjach łańcuchowych B?… plus klamry w przewieszkach, poręcze, dwudziestometrowe drabiny… bo to leniuszek jest, ta B… i nie chce się jej chwytów w skale wyszukiwać…
21 lipiec 2008 o 1:55 pm
basia mówi: “jak to, pierwszy raz Pan słyszy o preferencjach łańcuchowych B?… plus klamry w przewieszkach, poręcze, dwudziestometrowe drabiny”
Łańcuchy, klamry i poręcze jeszcze mogę sobie wyobrazić, ale numeru z dwudziestometrowymi drabinami już nie. Nie staje mi wyobraźni. Czy w tym przypadku rozmiar ma znaczenie?
21 lipiec 2008 o 2:01 pm
Gigantyczne…
21 lipiec 2008 o 2:18 pm
…pewnie, że gigantyczne… taki na przykład koń na Lodowym Koniu (przed Lodowym 2627) ma 22m. W obustronnej ekspozycji. A na Rohaczu Ostrym – tylko 7m… w znacznie mniejszej ekspozycji. Ale na to pierwsze idzie się z przewodnikiem. I liną, jeśli potrzeba.
Tak i z drabinami. Im dłuższa i nad większą przepaścią – tym wrażenia z jazdy mocniejsze. A niektóre jeszcze są takie… hmmm… poluzowane (drabiny, nie wrażenia)… chyba z Koziego Wierchu w stronę Żlebu Kulczyńskiego nam się kiedyś taka trafiła…
21 lipiec 2008 o 2:36 pm
Taaak… Ekspozycja Lodowego Konia na 22-metrowej drabinie… Marzenia…
Co się marzy,
Co kojarzy,
W czym jest Tobie
Dziś do twarzy?
Te pytania
Bez wahania
Warte chyba
Są zadania.
21 lipiec 2008 o 2:46 pm
It never hurts to ask…
21 lipiec 2008 o 3:55 pm
It hurts to answer…
21 lipiec 2008 o 4:19 pm
Oh, does it? I wouldn’t say so.
Well, maybe… it depends…
21 lipiec 2008 o 4:28 pm
Maybe it depends on lenght… doesn’t it?
Never mind to ask…
21 lipiec 2008 o 4:45 pm
…maybe, just maybe…
21 lipiec 2008 o 7:27 pm
Przepraszam, ja z kuchni – można po łacinie?
21 lipiec 2008 o 7:43 pm
Ego te absolvo (a peccatis tuis… )
21 lipiec 2008 o 8:25 pm
Dobra, to ja już wolę wyjść z tej kuchni….
Trzeba było – z pogotowia wracam, zawiozłem tam potrzebującą-niewiedzącączegochcącą… niespodziewanego gościa.
Cmentarz był już zamknięty….
21 lipiec 2008 o 8:54 pm
Znalazła się Absolwentka (7:43 pm)
21 lipiec 2008 o 8:54 pm
To dziwne. Latem cmentarze są dłużej czynne…
21 lipiec 2008 o 9:06 pm
@zeen: ale wszystko (będzie) dobrze?…
@Quake:
@foma: dłużej ale niedostatecznie długo; niedawno poszliśmy na Rakowice nie myśląc, że dzień ‘za długi’… i już się nie załapaliśmy do środka…
Ale odwiedziny – w przeciwieństwie do chęci zasiedlenia stałego – chyba sie liczą i zza bramy… et expecto resurrectionem mortuorum…
Coś mnie łacina zbytnio inspiruje… siła sugestii Mistrza_Z, niewątpliwie-naturalnie…
21 lipiec 2008 o 9:25 pm
Wszystko będzie dobrze, dopóki się nie zepsuje. Ceterum censeo Carthaginem delendam esse.
21 lipiec 2008 o 9:28 pm
Nie ma to jak komisarski optymizm…
Dixi
21 lipiec 2008 o 9:37 pm
Always look on the bright side of life
21 lipiec 2008 o 9:41 pm
Dictum, factum
21 lipiec 2008 o 9:42 pm
21 lipiec 2008 o 9:43 pm
21 lipiec 2008 o 9:47 pm
No tego się po Waćpannie nie spodziewałem…
http://www.dictumfactum.net/
21 lipiec 2008 o 9:52 pm
…po waćpannie?…
21 lipiec 2008 o 9:55 pm
hm… po gospođici?
21 lipiec 2008 o 9:57 pm
tytułomania wersalowa…
21 lipiec 2008 o 10:04 pm
Tja. No bardzo interesujące kolekcje, zwłaszcza majice oraz spavaćice robią pozytywne wrażenie
21 lipiec 2008 o 10:07 pm
…w legendarnie chłodnym oglądzie Prawnika…
21 lipiec 2008 o 10:13 pm
…dictum sapienti sat
21 lipiec 2008 o 10:28 pm
…
25 lipiec 2008 o 8:35 am
…
25 lipiec 2008 o 7:03 pm
.
25 lipiec 2008 o 8:38 pm
|
25 lipiec 2008 o 8:38 pm
|||| | || ||||||||| | |||| |||| ||||||||||||| || ||\|
26 lipiec 2008 o 3:41 am
Jak rozumiem, wpisowi temu został przyporządkowany kod kreskowy…
26 lipiec 2008 o 8:25 pm
Bar “Kod”…
27 lipiec 2008 o 1:59 am
Barkarola… znaczy – banderola…
O takiej porze po tak wypełnionym wydarzeniami dniu basi nie wypada nie mówić nieco od rzeczy…