So now the political battle line between Labour and Conservative has been drawn. Gordon Brown says we should all eat up, rather than waste the food on our plate. David Cameron, in clear opposition, tells us that we must take more responsibility for our spreading waistlines. Let the nation divide: puritans versus aesthetes.
Dominic Lawson, He’d never credit her, but Cameron is sounding more and more like Mrs Thatcher
15 lipiec 2008 o 7:15 am
- Zjedz syneczku szybko wszystko,
Co mamusia nałożyła!
- Rzekłaś, gruba terrorystko,
Co mnie tak wygrubasiłaś!
15 lipiec 2008 o 7:27 am
Ale tak naprawdę to wcale nie jest śmieszne. I epidemia wchodzi też do Polski – przekonuję się po 4 sezonach poza krajem (a dwóch wcześniejszych – z wypoczynkiem we wrześniu, w górach i pagórach, gdzie problem mniej widać).
Nb, Brytyjczycy wyrzucają ponad 30% kupowanej żywności…
15 lipiec 2008 o 7:59 am
Ja tam wcale nie żartuję,,
Tylko tłusto komentuję.
Tłuszcz się leje z bloga basi,
Bo się TesTeq wygrubasił.
15 lipiec 2008 o 8:04 am
Taaak, tłuściutko się zrobiło…
Ale to ściema… chyba, żeby ocieplanie wizerunku?…
15 lipiec 2008 o 8:31 am
Świat w brytyjską mądrość wierzy,
Wszak Darwina kiedyś mieli.
Zaczną z mniejszych jeść talerzy,
By do końca nie zgrubieli.
15 lipiec 2008 o 8:42 am
Widzisz – a oni wprost przeciwnie: coraz większe te restauracyjne talerze i porcje! (Amerykanie mimo to narzekają czasem, że mean
)…
‘Może idące ostatnio w górę ceny żywności coś pomogą’ – zapytałam w ubiegłym roku. Znajomy zaśmiał się tylko: ‘Prędzej wyjdą na ulice by protestować przeciw drożyźnie i bronić wolności wyrzucania żywności i niepotrzebnego przepychania jej przez przewód pokarmowy, niż się zaczną samoograniczać…’
15 lipiec 2008 o 8:43 am
Poniekąd mniejsze porcje sporo by pomogły. Ale mniejsze porcje są sprzeczne z ideą promocji, bo jak tu dodać dodatkowe ‘pół litra gratis’ w tej samej cenie.
15 lipiec 2008 o 8:50 am
Dla mnie najbardziej zdradliwe było tam zawsze ‘buy one get another one free’… na niektóre ulubione – zwł. zimą – słodycze.
) raz na jakiś czas da się jakoś zniwelować…
Na szczęście człowiek tam dużo i szybko chodzi i w ogóle, żyje na podwyższonych obrotach, więc nawet eksces* funta czy dwóch (pieniężnego, nie od razu wagowego
___
*znaczy – skuszenie się na taką promocję…
15 lipiec 2008 o 8:55 am
Co do cen żywności (i benzyny) — niestety, widzę to samo. Łatwiej protestować, niż pomyśleć o oszczędnościach. Nawet tych ‘oczywistych’ z pozoru.
15 lipiec 2008 o 9:07 am
To może mniejsze sztućce? Więcej się będą musieli nawiosłować, więcej energii zużyją i mniej kalorii pozostanie do odkładania się…
15 lipiec 2008 o 9:56 am
Basia i Pak: No, ale to nie jest chyba stan pożądany, żeby w obliczu rosnących cen rządy mogły zaproponować ludziom jedynie “jedz mniej”. To trochę tak jak z energią. Elektryczność drożeje, to słyszymy “nie zapalaj kolejnej żarówki” – jasne, z tym, że bez przesady, bo dojdziemy do momentu, gdy ludzie usłyszą, że najlepiej w ogóle siedzieć po ciemku mając lampy.
Nie chcę przez to chwalić marnotrawstwa, ale wydaje mi się, że tu miesza się przyczyny i formułuje złe recepty.
15 lipiec 2008 o 10:45 am
Nie bądź, proszę, już lebiegą -
Pójdź za radą komerskiego:
Siedź po ciemku, na głodniaka,
I dla basi i dla paka!
15 lipiec 2008 o 11:09 am
Łatwo człowiek się grubasi,
Bardzo trudno zaś cienkuje.
Lubo życie nam okrasić,
Wtedy lepiej nam smakuje…
15 lipiec 2008 o 11:19 am
Komerski:
Mi nie chodzi o rządy. Ja po prostu nie wierzę w szczerość narzekań, choćby w te protesty przeciwko wysokim cenom benzyny polegające na nieefektywnym spalaniu benzyny… Podobnie trudno mi uwierzyć, że wysokie ceny żywności to realny problem, gdy żywność się wyrzuca.
PS.
Co piszę mimo iż wiem, że jeśli ma być syto i pełno na półkach, to żywność (i inne towary) muszą się marnować. Co prawda nie dotyczy to pojedynczych gospodarstw domowych, ale w statystykach ogólnokrajowych się mieści.
15 lipiec 2008 o 11:33 am
Ale czy wszystkie odpadki się marnują? Szczury mają co jeść, ptaki. Może i jakieś morskie stwory…
15 lipiec 2008 o 11:38 am
Pak: OK, z tym, że ja myślę że te narzekania są szczere. Tylko fatalnie formułowane i źle adresowane. A co do wyrzucania żywności… To wskazuje na jej złą dystrybucję, a nie na brak problemu cen. W przeciągu dwóch ostatnich lat np ryż na świecie podrożał bez mała dwukrotnie, co grozi potężnym głodem w tych krajach (zwykle biednych) gdzie jest głównym źródłem bialka. I tego akurat nie zmieni nie wyrzucanie niedojedzonych obiadów w Londynie.
15 lipiec 2008 o 12:03 pm
Oczywiście, że najważniejszym środkiem do zwalczenia głodu jest pomoc w rozwoju rolnictwa tam, gdzie głód występuje. Problem głodu to wciąż przede wszystkim kwestia uciekinierów i uchodźców, którzy nie mają czego uprawiać, bo fizycznie ziemi zostali pozbawieni; na kolejnym miejscu mamy problemy klimatyczne, a na trzecim — kiepską politykę, która nie sprzyja rozwojowi rolnictwa (także organizacji międzynarodowych). Marnowanie się żywności w krajach sytych niczego tu właściwie nie zmienia. Zresztą podobnie jak szeroko obwiniane biopaliwa. (Poza potencjalnym, złożonym wpływem na globalne ocieplenie.)
Inną sprawą jest to, że przynajmniej ja zostałem wychowany w poczuciu, iż wyrzucanie żywności to ostateczność. Że trzeba zjeść wszystko, co przygotowano (podano), że nic nie może się zmarnować. Myślę, że to dziedzictwo polskiej biedy (czasem zresztą przewijał się wątek, że ‘gdyby była wojna’…); ale trudno mi się od tego postrzegania, że w wyrzucaniu żywności jest coś nie tak, że to coś niemoralnego w gruncie rzeczy uwolnić. Może to i ma głębsze podstawy — z tym co się ma, trzeba zawsze postępować ostrożnie, bo krótkowzroczność dużo kosztuje.
Co do szczerości protestów — wiem, byłem tu złośliwy. Ale zawsze mnie irytuje, że tak łatwo wymaga się od innych, czy od rządu, a tak niechętnie wymaga się czegoś od siebie samego. Zresztą, rano kupowałem bilet PKP. Podrożał o 11%. Chętnie znajdę jakąś grupę, żeby wspólnie poprotestować
Bo po co mam myśleć, jak mniej podróżować pociągami?
15 lipiec 2008 o 12:23 pm
Też miałem taką szkołę, że jedzenia się nie wyrzuca. Na wsi to co innego, tam mogą zjeść zwierzęta.
Ale o wiele mocniej tkwi w głowie książka Olhi Mak “Каміння під косою” o wielkim głodzie na Ukrainie w 1933 r.
15 lipiec 2008 o 2:18 pm
pak4 mówi: “Zresztą, rano kupowałem bilet PKP. Podrożał o 11%.”
Ja przeszedłem na dietę i już nie żywię się biletami PKP. Tym bardziej, że te pospieszne i ekspresy trącą mi fast-foodem.
15 lipiec 2008 o 2:22 pm
Odkąd na PKP zrezygnowali z soczystych tekturek na rzecz szybkożernego papieru, mogę jedynie przyklasnąć. Ale co robić, siła przyzwyczajenia bywa większa…
15 lipiec 2008 o 3:43 pm
Inna sprawa, że nie dostrzegam konieczności istnienia opozycji: purytanizm vs esteci…
15 lipiec 2008 o 4:44 pm
PKP to w ogóle jedna wielka kpina. Ja poprotestuję z PAKiem
15 lipiec 2008 o 6:17 pm
A Intercity do Wawy? Czym by blisko spokrewniony Osobnik jeździł (na te wszystkie audyty IT… czy coś-tam), gdyby nie ten luksus?
).
Musiałby się chyba osiedlić (i tak go tam więcej, niż na miejscu
Więc niech żyją szybkie pociągi! No! Kraków się nie wyludni… a w każdym razie – nie tak szybko
15 lipiec 2008 o 9:12 pm
Fuj, samo słowo purytanizm brzmi dość paskudnie
16 lipiec 2008 o 5:40 am
Czemu paskudnie? Brzmi wzniośle, nobliwie, historycznie…
Moja londyńska najfajniejsza pracodawczyni zwykła była powtarzać 10 lat temu (gdy jej relacjonowałam polskie narzekania, strajki, etc.): ‘purytanie karczowali Amerykę o chlebie i wodzie!… musicie pamiętać, Polacy, jak się zaczyna dobrobyt a nie tylko zazdrościć, gdy już jest’
16 lipiec 2008 o 5:43 am
@PAK (8:55): Już 4 lata temu ekonomiści brytyjscy (i inni też) alarmowali, że wszyscy odtąd powinni nastroić się mentalnie na kryzys paliwowy – ergo, myśleć o hybrydach, poszukiwaniu paliw alternatywnych, etc. Ale ludek wolał marzyć o nowych bądź używanych suvach (ludek polski – też). I przyszło, co przyjść miało… i wszyscy średnio poinformowani wiedzieli, że przyjdzie…
@Komerski & PAK: ‘Jedz mniej’ nie można zakwestionować. Chodzi przecież nie tylko o ceny żywności (poszły w górę, lecz nie tak drastycznie na Zachodzie, by zagrozić budżetom rodzin – zwł., że bardzo staniała odzież, elektronika, agd, …) Tu w grę wchodzą koszty medyczne i ogólnospołeczne epidemii otyłości…
Kampanie przeciwko marnotrawstwom? To rząd może zrobić. Na szejków i wyczerpujące się złoża tudzież rozwój Indii, Chin i okolic, ma znacznie mniejszy wpływ…
Propagując frugality rządy krajów rozwiniętych nie przysparzają sobie popularności… nikt nie lubi kazań i prostych prawd… Ale jest też aspekt solidarnościowy: ludzie w biedniejszych zakątkach globu wiedzą o- i widzą na bieżąco marnotrawstwo (tv, internet, relacje z podróży, od bliskich)… i jest ono wykorzystywane jako oręż w propagandzie ‘zachodniej degeneracji’ przez różne ekstremizmy… nie wyłącznie islamski.
Wierzę w szczerość narzekań ale mam poważne wątpliwości co do umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego i autorefleksji u narzekaczy. Skoro, znając mnie od lat, moi znajomi wciąż ‘myślą’, ‘zakładają’, że będę podjeżdżać 2 przystanki do centrum samochodem albo tramwajem… Ludzie się przyzwyczajają – horrendalnie łatwo – do wygodnictwa. I bardzo szybko biorą jakiś ‘wyższy cywilizacyjnie’ stan rzeczy za dany raz na zawsze… niemal zagwarantowany. A historia ludzkości poucza, że różnie to bywało… Twarde lądowania też bywały…
@foma (11:33) Populacja londyńskich szczurów ma się znakomicie. Firmy deratyzacyjne prosperują!!!
@Komerski (11:38): Nie sądzę, by robienie za dużych zakupów w supermarketach miało coś wspólnego ze złą dystrybucją. Szokiem było dla mnie porównanie zwyczajów analogicznych rodzin angielskich i niemieckich (tu i tu klasa średnia): właśnie PURYTAŃSKIE samoograniczanie się Niemców – proste, małe posiłki (‘jeśli będziesz głodny, za dwie godziny zjesz jabłko’) i rozpasanie Anglików… – hałdy zakupów… po 20-30 dużych toreb plastikowych, gdy Niemka dla analogicznej rodziny zapakuje wszystko do dwóch dużych kobiałek (styl po-plastikowy
).
Gdy jest mniejszy popyt – dostawcy wykładają na półki mniej. Oczywiście, marnotrawstwa się nie wyeliminuje w 100%… ale trzeba się starać… bo pożytków z tego jest zbyt dużo, by je ‘przeoczyć’.
Owszem, niedojedzone obiady w Londynie są obserwowane bacznie przez ‘wodzów’ z islamskich, ekstremistycznych szkółek na pustyniach Arabii Saudyjskiej, górskich bezdrożach Pakistanu, w ogniskach zapalnych Sudanu… Odczucie ‘relative poverty’… kluczowe pojęcie dla zagadnienia tzw. ‘zrównoważonego rozwoju’… Zupełnie inaczej było, gdy niedostatek pożywienia znosiła cała Europa (np. po IIWW)…
@PAK (12:03) & foma (12:23): Symbole mają znaczenie – kształtują pojedynczych ludzi i społeczeństwa… pozytywistycznie, w stylu ‘pracy u podstaw’… Uczą solidarności, wyobraźni.
Moja 11-letnia ’studentka’ monachijska (jedna z najbogatszych dzielnic, dwa doskonałe auta, piękny dom, obrazy, antyki, wakacje) wypełniała co adwent (od 6 r.ż.) czek na 200DM dla dzieci ulicy z Brazylii czy głodujących w Sudanie. Zaoszczędziła te pieniądze ’sama’, jedząc przez rok ‘do ostatniego okruszka’ pieczywo… wysokojakościowe, z najlepszej piekarni, krojone w małe ćwiarteczki i pakowane do zamrażarki. ‘Bo widzisz, mój dziadek a jej pradziadek był rolnikiem w Saarlandzie’ – wyjaśniła mama.
Można też po prostu – bez ideologii solidarnościowych – skwitować sprawę: ‘oszczędzają bogaci – i nam się opłaci’. Wziąć to jako samodyscypinującą szkołę życia. Bo przecież jemy – jeść musimy – codziennie. A to, co i jak jemy, mówi sporo o tym, kim jesteśmy, jak budujemy i zbudowaliśmy charakter… swój a potem i podopiecznych…
16 lipiec 2008 o 6:09 am
@zeen: ‘Inna sprawa, że nie dostrzegam konieczności istnienia opozycji: purytanizm vs esteci…’ Bo jej nie ma… To był taki żart felietonisty, pokazujący, jak dwa sztaby PR mówią ‘inaczej o tym samym’
Podobnie nie istnieje problem z pierwszego wierszyka TesTeqa – zjeść wszystko z talerza a tyć to dwie różne sprawy… Widzi się często ludzi, którzy publicznie zostawiają wiele na talerzach i ogólnie grymaszą, stroją fochy kaloryczne, itd., a podjadają w samotności, pomiędzy posiłkami. A z kolei celebrujący swe posiłki Francuzi mają zwyczaj ‘wymiatania’ (przy pomocy bagietek) ostatnich kropelek sosu z talerzy… i jakoś ‘obesity crisis’, choć i tam dociera, dopada ich wolniej, niż kulturę anglosaską…
16 lipiec 2008 o 8:12 am
basia mówi: “Podobnie nie istnieje problem z pierwszego wierszyka TesTeqa – zjeść wszystko z talerza a tyć to dwie różne sprawy”
Chyba nigdy nie widziałaś, jakie góry jedzenia mamusie-terrorystki i babcie-terrorystyki nakładają maluchom. I cały czas szantaż – nie jesz, to znaczy, że ci nie smakowało; jesz, to dostaniesz dokładkę.
16 lipiec 2008 o 8:21 am
Słyszałam o takiej cioci (z pokolenia rodziców). I od razu zapytałam skarżącego się na tę ‘traumę dzieciństwa’ delikwenta, czemu nie powiedział, że go boli brzuszek… w obronie koniecznej…
Mam wrażenie, że mamy a nawet babcie zmądrzały trochę w ciągu ostatnich 20 lat… Niektóre babcie wciąż jeszcze mają potrzebę obdarowywania wnucząt czekoladami, jajkami-niespodziankami… wbrew zakazom rodziców, wbrew rozsądkowi (i straszeniu rachunkami od dentysty a nawet wysyłania tam babci jako eskorty malucha)…
18 lipiec 2008 o 3:30 pm
18 lipiec 2008 o 3:46 pm
A kuku
18 lipiec 2008 o 3:51 pm
kra kra kra
18 lipiec 2008 o 3:58 pm
Kruk krukowi krukiem
Człek zaś kruka łukiem
Ku, ku!
18 lipiec 2008 o 4:07 pm
Kruku, biały kruku,
Człek ci śpiewa “kuku”
18 lipiec 2008 o 4:29 pm
Niech upłynie cały wiek
Wtedy foma będzie człek…
Bździąąąąg!!!
18 lipiec 2008 o 10:15 pm
Gdy po wieku zdejmą wieko,
wtedy zeena znajdą deko…
Pipipipipipipi!
19 lipiec 2008 o 4:56 am