Ten wpis () został dodany 9 lipiec 2008 o godzinie 5:01 am i widnieje w kategorii a cappella. Możesz śledzić odpowiedzi na ten wpis przez RSS 2.0.
You can leave a response, or trackback from your own site.
A rano czytałem, że intelekt nie zawsze pomaga w przetrwaniu gatunku. Rozumiem, że ludziom zaczął pomagać w chwili wynalezienia pieniędzy przez starożytnych Lidyjczyków.
A mnie zawsze uczyli, że Grecy zaczęli myśleć dlatego, że mieli pieniądze i wolny czas Ja bym rozróżnił “myślenie” (wolnoczasowe, średnioklasowe) od “kombinowania”, które jak wiemy występuje, gdy nie mamy pieniędzy
Dlaczego dzisiaj? 3 listopada jest myśliwego.
Sam wczoraj wydałem za dużo i teraz intensywnie kombinuję.
Komerski:
pieniądze + wolny czas = myślenie
Hm… w napadzie złośliwości, to ja bym dołożył pieniędzy i wolnego parlamentarzystom i prezydentowi…
PS.
wolny czas = myślenie – pieniądze
(Poniekąd słusznie, bo tak wygląda planowanie wakacyjnego wypoczynku — myślenie i ulatujące pieniądze)
pieniądze = myślenie – wolny czas
(I też słusznie, bo gdy się zarabia, to trzeba myśleć, a czasu brakuje…)
Sir Ernest Rutherford wypowiedział te słowa zapewne tuż po sukcesie jakim było dokonanie przemiany atomów azotu w tlen. Od wieków wszak poszukiwano kamienia filozoficznego, który obiecywał nieskończone bogactwo… No i wreszcie zamiana jednego pierwiastka w drugi się dokonała, czyż w takiej chwili słowa te nie brzmiały najprawdziwiej?
Alternatywność zawartą w tytule Gospodyni poddaje w wątpliwość i słusznie, bo nie ma w tam antynomii, czego dowodzą liczni “mający”, wciąż “myślący” jak mieć jeszcze więcej…
A jeszcze inni myślą, że mają ; mają myśleć, myślą o maniu lub niemaniu świateł …
A mandaty za niemanie myślenia człek płaci co krok
PAK, kalkulacja wyglądała tak: czy dłużej będzie budował odpowiednie laboratorium i zbierał granty na zamianę Pb>Au, czy też dłużesze będą przygotowania do napadu/włamania i odsiadka…
zeen, integracja wątpliwej alternatywności przyjmuje postać: mieć o czym myśleć
foma mówi: “PAK, kalkulacja wyglądała tak: czy dłużej będzie budował odpowiednie laboratorium i zbierał granty na zamianę Pb>Au, czy też dłużesze będą przygotowania do napadu/włamania i odsiadka…”
Gdyby ten Rutherford korzystał z doświadczeń polskich kolegów, to do emerytury budowałby laboratorium korzystając z grantów rządowych i Unii Europejskiej, prowadząc przy tym wystawne, dostatnie życie i nie trudząc się jakimiś tam zamianami pierwiastków w pierwiastki. Ale on nie umiał myśleć konstruktywnie.
Tak dla pełnej jasności spytam: czy jest coś złego w byciu wzorowym uczniem? Pytam bom ciekaw czy komentarz fomy (1:59) to była pochwała czy może wręcz przeciwnie…
TesTeq:
Że ‘buduję laboratorium’, mogę Cię zapewnić, że ci, którzy prowadzą dostatnie życie, nigdy laboratoriów nie zakładają. Choć czasem nimi szefują. Zupełnie nieświadomie…
1.‘Integracja wątpliwej alternatywności przyjmuje postać…’ – nauczyć się na pamięć
2.Urlop czy day off jako bezmyślenie – niedoczekanie (moje)!
Ale zmiana kontekstu i przedmiotu – jak najbardziej (wręcz niezbędna!)
3. Potrzeby warunkujące aktywność, która źródłem bogacenia osobowości – odwieczny schemat rozwoju świata…
4. Myślenie dla samej urody czy dyscypliny tego procesu to chyba (w starszym wieku, poza reżimem akademickiej propedeutyki filozofii) coś jak super auto, do którego paliwa nie nalano… zdrowiej zmieniać świat i dostawać uzgodniony rynkowo ekwiwalent naszego wycinka tej dokonanej zmiany…
I faktycznie, jak Pan Radca, tak i ja muszę sobie jeszcze to wszystko przemyśleć…
Quake, w trosce o Twój zdrowy sen jakos przegryzłem się przez problemy techniczne przy połączeniu z netem i spieszę z odpowiedzią.
Nie ma nic złego w byciu wzorowym uczniem, póki uczeń zachowuje samodzielność spojrzenia i charakter.
Z dużym uznaniem przyjmuję zwalczenie piętrzących się problemów technicznych oraz troskę o mój spokojny sen.
Grunt żeby nie mylić charakteru z charakterkiem – są to bowiem dwie różne sprawy
Szanowny Pan Radca walczy, jak nie przymierzając o uratowanie klienta przed stryczkiem
Dziękuję, ale nie wiem, czy mnie stać….
Chyba, że w ramach działalności charytatywnej
PAK mówi: “Że ‘buduję laboratorium’, mogę Cię zapewnić, że ci, którzy prowadzą dostatnie życie, nigdy laboratoriów nie zakładają.”
Przykro mi, ale w świetle moich doświadczeń muszę uznać Twoje zapewnienie za gołosłowne. Znam osobiście przypadki, gdzie budowa “laboratorium” umożliwiła zbudowanie pokaźnych willi, nabycie luksusowych samochodów i położenie podwalin pod przyszły dobrobyt rodziny.
@foma: Dzień dobry!… B dobudzona wreszcie po nocy spędzonej na towarzyszeniu koleżance… a dokładniej – jej młodszej pociesze… na pogotowiu ratunkowym. Na szczęście skończyło się ok (‘tylko’ ostre zatrucie pokarmowe) – ale nastapiły pewne przeorganizowania planu poranka trzech dziewczyn – mamy i dwóch ‘wczesnych nastolatek’ – w obcym mieście… i w gościnie u B.
Sama B ma dziś też pewne dedlajny zawodowe… i jeden, nazwijmy to, organizacyjny. Do tego – niewyspana i w stadium opadania napięcia alarmowego – nie ma ‘odejścia’ niezbędnego do poprawienia dzisiejszego wpisu… Więc może umówmy się, że następny dopiero jutro : albo ‘dzisiejszy’, czyli pewne rozszerzenie dyskusji przedwczorajszej… albo też o sytuacji brytyjskiego PM… zobaczymy, jak się dziś rozwinie (by-elections). A może o czymś zupełnie innym…
***
A wyżej tyle frapujących wątków:
-bufory finansowe (osobiste)
-urlopowe bufory finansowe
-nagradzianie się – codzienne i bardziej ‘odświętne’ – (z poczuciem winy i bez)
-wynaturzenia w świecie nauki… w podejściu do pieniędzy podatnika przeznaczonych na rozwój badań, kształcenia awangardy badawczej, itp.
(obawiam się, że troszkę widziałam i słyszałam… jak self-serving, self-obsessed, itd., potrafią być pewne kręgi… zawsze głośno krzyczące, że za mało dostają… pensji, na badania, na doktorantów… – więc nie będę się o tym raczej wypowiadać… jeszcze ).
-itede
TesTeq:
Powiedz mi gdzie, bo chętnie się załapię
Tak poważnie, to gdy widzę ludzi zarabiających ‘w nauce’, to prawie wyłącznie na nauczaniu, a nie na badaniach. (Oczywiście oprócz zarabiania na zarządzaniu.) To się o wiele bardziej finansowo opłaci. W badaniach zaś (mimo prób Kleibera odkręcenia złego pomysłu) wciąż płaci się głównie za publikacje, a nie za osiągnięcia. O ile więc badacze zwykle chcą zakończyć badania i wprowadzić ich wyniki w życie, to są napominani przez swoich kierowników (znam przykłady osobiście), że to działalność niedochodowa i powinni zająć się czymś, co da ich placówkom pieniądze.
Sama budowa laboratorium to oczywiście okazja do korupcji, choćby dlatego że kupuje się zwykle sprzęt unikalny, gdzie trudno o konkurencję i gdzie wybór podlega kryteriom fachowym, na których prawie nikt się nie zna, więc jest nie do zweryfikowania. Tyle teoria, bo korupcji przy tej okazji też nie widziałem.
PS. Swoją drogą Basia pisze o zbyt małych pieniądzach na doktorantów. Bez ironii mogę powiedzieć, że o wiele łatwiej zdobyć pieniądze na laboratorium niż na opłacenie kogoś, kto w nim będzie pracował.
Nie, jeszcze w trakcie…
Ale wszystko powinno być dobrze. Nawet mimo gotowania różnych dietetycznych rzeczy* mojej jedenastoletniej pacjentce… i zajmowania się nią.
Mama i siostra poszły – na moją sugestię – realizować dzisiejsze plany zwiedzaniowe, a dziecko nie ma – inaczej, niż pociechy wielu moich pracujących znajomych (full time, często z domu) – nawyku czasowego zajęcia się sobą… Poza tym jest chore… w obcym miejscu, które w takim stresie może się wydać jeszcze bardziej obce… a ciocia miałaby tyle do opowiedzenia… objaśnienia…
Więc praca idzie mi wolniej…
Ale z pomocą Ducha Św. – noc jest długa a świt jest po nocy…
___
*Chyba zatruła się tym, co w czerwcu 2001 powaliło czwórkę z wycieczki na Kamiennik i Kudłacze (bliska krk część Beskidu Wyspowego): koleżankę B, jej niemal-2letniego synka, towarzysza wycieczek i B – drożdżówką z masą budyniową… Nigdy tego sama nie kupuję, a już w życiu – w okolicach upałów… ale w sumie smaczna rzecz… i zdradliwa.
Pani Kasztelanko, nie wierzę, że tak światły umysł nie dał rady prześledzić takiej prostej ścieżki skojarzeń i zależności…
Dla innych tedy z wyjaśnieniami, a dla Kasztelanki, do utwierdzenia się w poprawności wniosków, spieszę donieść że:
zeen, w poczuciu solidarności w trudnym dniu Gospodyni, obiecał publicznie trzymać kciuki za pomyślność w Jej dzisiejszych zamierzeniach. TesTeq nawiązał do objawionych w wypowiedzi zeena ptaków o świtaniu, obarczając je odpowiedzialnością za ewentualny brak stuprocentowości w duchowych możliwościach Gospodyni. zeen wyraził podziw dla TesTeqa za chęć podzielenia się swoim natchnieniem, kiedy to wtrącił się foma, wątpiąc, czy taki przepływ natchnienia jest możliwy. Wtedy zeen, oprócz hymnu pochwalnego dla powszechnego dzielenia się, odbarował czytelników dość enigmatycznym tekstem, na który zdziwieniem odpowiedział foma, podsuwając klucz do rozwiązania, czyli słownik. Nie myślał jednak do niego sięgać, co z dezaprobatą skomentował zeen. foma wyjaśnił, że ponad wszystkie papierowe i elektroniczne słowniki woli kontakt bezpośredni z żywym słownikiem, jakim dla niego jest Gospodyni. zeen jednak uznał to wyjaśnienie za fałszywą skromność, twierdząc, że i bez pomocy Gospodynifoma zrozumiał ów enigmatyczny wtręt. I tu pojawiła się basia…
Drożdżóweczka! Ach, z budyniem!
Jak na drożdżach rośnie przy niej
Przejaw moich uczuć wielki -
Sięga już stropowej belki!
Wnet przebije dach, a potem
Przemknie tuż przed samolotem
Dotknie gwiazd na ciemnym niebie…
Drożdżóweczko! Dorwę Ciebie!
Toć wyraziłam skruchę (‘zupełnie nie wiem, jakim cudem…’)
…ale muszę przyznać, że mikstura: kefir + otręby (prażone) + ogórek świeży pokrojony w kostkę + liście czosnku, cebulki, mięty ang. + przyprawy… nastraja mnie do jeszcze lepszej poezji romantycznej, niż Twoja…
9 lipiec 2008 o 7:01 am
Teraz już nie trzeba myśleć – wystarczy wpisać zapytanie do gugla albo zajrzeć do wikipedii.
9 lipiec 2008 o 7:08 am
Taaak? To może niedługo gugle będą też rozdawać pieniądze… jak bankomat – tyle, że bez karty…
9 lipiec 2008 o 7:31 am
A rano czytałem, że intelekt nie zawsze pomaga w przetrwaniu gatunku. Rozumiem, że ludziom zaczął pomagać w chwili wynalezienia pieniędzy przez starożytnych Lidyjczyków.
9 lipiec 2008 o 7:32 am
A mnie zawsze uczyli, że Grecy zaczęli myśleć dlatego, że mieli pieniądze i wolny czas
Ja bym rozróżnił “myślenie” (wolnoczasowe, średnioklasowe) od “kombinowania”, które jak wiemy występuje, gdy nie mamy pieniędzy
9 lipiec 2008 o 8:23 am
Macie Państwo dziś Dzień Myśliwego…?
9 lipiec 2008 o 9:00 am
Dlaczego dzisiaj? 3 listopada jest myśliwego.
Sam wczoraj wydałem za dużo i teraz intensywnie kombinuję.
Komerski:
pieniądze + wolny czas = myślenie
Hm… w napadzie złośliwości, to ja bym dołożył pieniędzy i wolnego parlamentarzystom i prezydentowi…
PS.
wolny czas = myślenie – pieniądze
(Poniekąd słusznie, bo tak wygląda planowanie wakacyjnego wypoczynku — myślenie i ulatujące pieniądze)
pieniądze = myślenie – wolny czas
(I też słusznie, bo gdy się zarabia, to trzeba myśleć, a czasu brakuje…)
9 lipiec 2008 o 9:07 am
PAK,
Dzień Myśliwego to u mnie dzień, kiedy do głowy przychodzą pomysły godne Nobla w każdej dziedzinie życia.
9 lipiec 2008 o 9:10 am
@foma, o – to już wiem, czemu Miłosz popełnił książkę ‘Rok myśliwego’
9 lipiec 2008 o 10:03 am
No tak, z wiekiem pojedyncze dni przechodzą w tygodnie, miesiące… A jak już Nobel w kieszeni, to można się pokusić o cały rok
9 lipiec 2008 o 10:27 am
Muszę to przemyśleć
9 lipiec 2008 o 10:42 am
Miłosz? Myślałem, że Myśliwski
9 lipiec 2008 o 11:49 am
Sir Ernest Rutherford wypowiedział te słowa zapewne tuż po sukcesie jakim było dokonanie przemiany atomów azotu w tlen. Od wieków wszak poszukiwano kamienia filozoficznego, który obiecywał nieskończone bogactwo… No i wreszcie zamiana jednego pierwiastka w drugi się dokonała, czyż w takiej chwili słowa te nie brzmiały najprawdziwiej?
Alternatywność zawartą w tytule Gospodyni poddaje w wątpliwość i słusznie, bo nie ma w tam antynomii, czego dowodzą liczni “mający”, wciąż “myślący” jak mieć jeszcze więcej…
A jeszcze inni myślą, że mają ; mają myśleć, myślą o maniu lub niemaniu świateł …
A mandaty za niemanie myślenia człek płaci co krok
9 lipiec 2008 o 12:00 pm
Taa… I Sir Ernst Rutheford zaczął po takim sukcesie myśleć co mu się bardziej opłaci. Przemieniać ołów w złoto, czy obrabować bank…
9 lipiec 2008 o 12:05 pm
PAK, kalkulacja wyglądała tak: czy dłużej będzie budował odpowiednie laboratorium i zbierał granty na zamianę Pb>Au, czy też dłużesze będą przygotowania do napadu/włamania i odsiadka…
zeen, integracja wątpliwej alternatywności przyjmuje postać: mieć o czym myśleć
9 lipiec 2008 o 12:18 pm
I dla tego ostatniego: mieć o czym myśleć, powstają seriale TV oraz serwisy: Plotek, NoCoTy itp.
9 lipiec 2008 o 1:12 pm
foma mówi: “PAK, kalkulacja wyglądała tak: czy dłużej będzie budował odpowiednie laboratorium i zbierał granty na zamianę Pb>Au, czy też dłużesze będą przygotowania do napadu/włamania i odsiadka…”
Gdyby ten Rutherford korzystał z doświadczeń polskich kolegów, to do emerytury budowałby laboratorium korzystając z grantów rządowych i Unii Europejskiej, prowadząc przy tym wystawne, dostatnie życie i nie trudząc się jakimiś tam zamianami pierwiastków w pierwiastki. Ale on nie umiał myśleć konstruktywnie.
9 lipiec 2008 o 1:31 pm
TesTeq, czyli wracamy do punktu wyjścia…
9 lipiec 2008 o 1:39 pm
Bo temat jest okrągły jak kula ziemska: skąd nie wystartujesz, tam trafisz zurück
9 lipiec 2008 o 1:40 pm
Wzorem Gospodyni dopowiem: ale drogi przebytej nie żal
9 lipiec 2008 o 1:59 pm
Ktoś zasłużył na tytuł wzorowy uczeń…
9 lipiec 2008 o 2:32 pm
Tak dla pełnej jasności spytam: czy jest coś złego w byciu wzorowym uczniem? Pytam bom ciekaw czy komentarz fomy (1:59) to była pochwała czy może wręcz przeciwnie…
9 lipiec 2008 o 3:01 pm
foma,
Nie uczta Baltazara, sami się uczta… – choćby od diabła
9 lipiec 2008 o 6:47 pm
TesTeq:
Że ‘buduję laboratorium’, mogę Cię zapewnić, że ci, którzy prowadzą dostatnie życie, nigdy laboratoriów nie zakładają. Choć czasem nimi szefują. Zupełnie nieświadomie…
9 lipiec 2008 o 9:01 pm
1.‘Integracja wątpliwej alternatywności przyjmuje postać…’ – nauczyć się na pamięć
2.Urlop czy day off jako bezmyślenie – niedoczekanie (moje)!
Ale zmiana kontekstu i przedmiotu – jak najbardziej (wręcz niezbędna!)
3. Potrzeby warunkujące aktywność, która źródłem bogacenia osobowości – odwieczny schemat rozwoju świata…
4. Myślenie dla samej urody czy dyscypliny tego procesu to chyba (w starszym wieku, poza reżimem akademickiej propedeutyki filozofii) coś jak super auto, do którego paliwa nie nalano… zdrowiej zmieniać świat i dostawać uzgodniony rynkowo ekwiwalent naszego wycinka tej dokonanej zmiany…
I faktycznie, jak Pan Radca, tak i ja muszę sobie jeszcze to wszystko przemyśleć…
9 lipiec 2008 o 10:21 pm
A ja nadal nie otrzymałem odpowiedzi na moje pytanie (2:32 pm). Chyba nie zasnę z tego powodu
9 lipiec 2008 o 10:25 pm
Quake, w trosce o Twój zdrowy sen jakos przegryzłem się przez problemy techniczne przy połączeniu z netem i spieszę z odpowiedzią.
Nie ma nic złego w byciu wzorowym uczniem, póki uczeń zachowuje samodzielność spojrzenia i charakter.
9 lipiec 2008 o 10:55 pm
Z dużym uznaniem przyjmuję zwalczenie piętrzących się problemów technicznych oraz troskę o mój spokojny sen.
Grunt żeby nie mylić charakteru z charakterkiem – są to bowiem dwie różne sprawy
9 lipiec 2008 o 10:58 pm
Z charakterkiem nie jest wzorowy…
9 lipiec 2008 o 11:13 pm
Tu się można spierać. Myślę, że można być wzorowym uczniem i jednocześnie mieć charakterek – kwestia sposobu bycia.
9 lipiec 2008 o 11:15 pm
Szanowny Pan Radca walczy, jak nie przymierzając o uratowanie klienta przed stryczkiem
Dziękuję, ale nie wiem, czy mnie stać….
Chyba, że w ramach działalności charytatywnej
9 lipiec 2008 o 11:17 pm
Ale i charytatywnie VAT trzeba będzie odprowadzić…
9 lipiec 2008 o 11:20 pm
No cóż, toga chyba pójdzie pod zastaw….
9 lipiec 2008 o 11:29 pm
zeen, zapewniam, że nawet nie zacząłem walczyć. Jako advocatus diaboli występuję niezbyt często
9 lipiec 2008 o 11:33 pm
Ciekaw jestem szermierki z Panem Radcą
A mi się owszem, zdarza pełnić taką funkcję…
9 lipiec 2008 o 11:42 pm
No to tym większy zaszczyt mnie spotkał: kłaniam nisko
9 lipiec 2008 o 11:43 pm
Jak już pisałem – broń białą zostawiam specjalistom
I udaję się na spoczynek.
10 lipiec 2008 o 8:08 am
PAK mówi: “Że ‘buduję laboratorium’, mogę Cię zapewnić, że ci, którzy prowadzą dostatnie życie, nigdy laboratoriów nie zakładają.”
Przykro mi, ale w świetle moich doświadczeń muszę uznać Twoje zapewnienie za gołosłowne. Znam osobiście przypadki, gdzie budowa “laboratorium” umożliwiła zbudowanie pokaźnych willi, nabycie luksusowych samochodów i położenie podwalin pod przyszły dobrobyt rodziny.
10 lipiec 2008 o 8:12 am
Chcę tylko zauważyć, że nie ma basi
Nie wiem co o tym myśleć…
10 lipiec 2008 o 8:37 am
@foma: Dzień dobry!… B dobudzona wreszcie po nocy spędzonej na towarzyszeniu koleżance… a dokładniej – jej młodszej pociesze… na pogotowiu ratunkowym. Na szczęście skończyło się ok (‘tylko’ ostre zatrucie pokarmowe) – ale nastapiły pewne przeorganizowania planu poranka trzech dziewczyn – mamy i dwóch ‘wczesnych nastolatek’ – w obcym mieście… i w gościnie u B.
: albo ‘dzisiejszy’, czyli pewne rozszerzenie dyskusji przedwczorajszej… albo też o sytuacji brytyjskiego PM… zobaczymy, jak się dziś rozwinie (by-elections). A może o czymś zupełnie innym…
Sama B ma dziś też pewne dedlajny zawodowe… i jeden, nazwijmy to, organizacyjny. Do tego – niewyspana i w stadium opadania napięcia alarmowego – nie ma ‘odejścia’ niezbędnego do poprawienia dzisiejszego wpisu… Więc może umówmy się, że następny dopiero jutro
***
A wyżej tyle frapujących wątków:
).
-bufory finansowe (osobiste)
-urlopowe bufory finansowe
-nagradzianie się – codzienne i bardziej ‘odświętne’ – (z poczuciem winy i bez)
-wynaturzenia w świecie nauki… w podejściu do pieniędzy podatnika przeznaczonych na rozwój badań, kształcenia awangardy badawczej, itp.
(obawiam się, że troszkę widziałam i słyszałam… jak self-serving, self-obsessed, itd., potrafią być pewne kręgi… zawsze głośno krzyczące, że za mało dostają… pensji, na badania, na doktorantów… – więc nie będę się o tym raczej wypowiadać… jeszcze
-itede
Dobrego dnia Państwu!
10 lipiec 2008 o 8:52 am
A co z tradycją? Nowy wpis tylko o świcie! O czym sobie tylko Kasztelanka zamyśli…
10 lipiec 2008 o 8:58 am
TesTeq:
Powiedz mi gdzie, bo chętnie się załapię
Tak poważnie, to gdy widzę ludzi zarabiających ‘w nauce’, to prawie wyłącznie na nauczaniu, a nie na badaniach. (Oczywiście oprócz zarabiania na zarządzaniu.) To się o wiele bardziej finansowo opłaci. W badaniach zaś (mimo prób Kleibera odkręcenia złego pomysłu) wciąż płaci się głównie za publikacje, a nie za osiągnięcia. O ile więc badacze zwykle chcą zakończyć badania i wprowadzić ich wyniki w życie, to są napominani przez swoich kierowników (znam przykłady osobiście), że to działalność niedochodowa i powinni zająć się czymś, co da ich placówkom pieniądze.
Sama budowa laboratorium to oczywiście okazja do korupcji, choćby dlatego że kupuje się zwykle sprzęt unikalny, gdzie trudno o konkurencję i gdzie wybór podlega kryteriom fachowym, na których prawie nikt się nie zna, więc jest nie do zweryfikowania. Tyle teoria, bo korupcji przy tej okazji też nie widziałem.
PS. Swoją drogą Basia pisze o zbyt małych pieniądzach na doktorantów. Bez ironii mogę powiedzieć, że o wiele łatwiej zdobyć pieniądze na laboratorium niż na opłacenie kogoś, kto w nim będzie pracował.
10 lipiec 2008 o 10:24 am
Rozwrzeszczanych ptaków świtem
Dzień się zaczął a capite,
Kciuki trzymać nam wypada
Dziś dedlajnów b dosiada
Jak je trzymać zaciśnięte
Gdym gotowy z bronią w ręce?
Białą bronią nie wypada,
Więc maczugę swą odkładam…
10 lipiec 2008 o 10:44 am
@pak4 pisze: “Powiedz mi gdzie, bo chętnie się załapię”
Jak powiedział klasyk myśli ekonomicznej, prezes klubu “Tęcza” Ryszard Ochódzki:
“Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach!”
10 lipiec 2008 o 10:48 am
@zeen:
Bo te ptaki, te wywłoki,
To wrzeszczące, głupie sroki,
Które skradły, drogi Zeenie,
A Cappelli dziś natchnienie.
10 lipiec 2008 o 11:10 am
Wszak natchnienie (do TesTeqa)
Jest to pewien rodzaj ćwieka
Co zabity sprawia, że
Swym talentem dzielisz się…
10 lipiec 2008 o 11:59 am
Lecz czy przepływ tych talentów
Jest możliwy bez zamętu?
I jak TeqTeqa ma wydzielić
ciut natchnienia a cappelli?
10 lipiec 2008 o 12:32 pm
Zamęt talentów – twórczych tętentów,
To rudymenty wszelkich patentów.
A argumentów wręcz do imentu
Da nam z inwentur i para mętów…
10 lipiec 2008 o 1:45 pm
Niech każdy swoim talentem dzieli,
Niech zatem TesTeq od a cappelli,
Niech się oddzielli…
Niech każdy swoich talentów kielich
Niech wznosi dumnie, niech nim obdzieli,
Niech pozostanie semper fidelis
Nie Machiavelli..
10 lipiec 2008 o 1:45 pm
Słów tu trudnych zeen rozsypał
wiele, nijak bez słownika.
10 lipiec 2008 o 1:53 pm
A do słownika by nie sięgneli?
Święci Anieli….
10 lipiec 2008 o 2:23 pm
Wolimy spytać wprost a cappelli…
10 lipiec 2008 o 2:37 pm
Już lece wierzyć, że nie wiedzieli.
Chyba, że dyplom gdzieś zapodzieli….
10 lipiec 2008 o 2:39 pm
Niech mi ktoś powie, o co tu biega? …
Dobrze, że nie mam czasu zajrzeć do słownika… ani nawet – pomyśleć solidnie…
Ale Państwu nie zalecam życia w antysłownikowej ascezie…
tyle, że nie zawsze z tym samym
słownikiem kontakty mamy…
10 lipiec 2008 o 2:55 pm
Jak tam dedlajny?
Jest że już z czego nam się weselić?
Niech Waśćka szybko nam to oznajmi
Dobrą nowiną niech się podzieli…
10 lipiec 2008 o 3:16 pm
Nie, jeszcze w trakcie…

Ale wszystko powinno być dobrze. Nawet mimo gotowania różnych dietetycznych rzeczy* mojej jedenastoletniej pacjentce… i zajmowania się nią.
Mama i siostra poszły – na moją sugestię – realizować dzisiejsze plany zwiedzaniowe, a dziecko nie ma – inaczej, niż pociechy wielu moich pracujących znajomych (full time, często z domu) – nawyku czasowego zajęcia się sobą… Poza tym jest chore… w obcym miejscu, które w takim stresie może się wydać jeszcze bardziej obce… a ciocia miałaby tyle do opowiedzenia… objaśnienia…
Więc praca idzie mi wolniej…
Ale z pomocą Ducha Św. – noc jest długa a świt jest po nocy…
___
*Chyba zatruła się tym, co w czerwcu 2001 powaliło czwórkę z wycieczki na Kamiennik i Kudłacze (bliska krk część Beskidu Wyspowego): koleżankę B, jej niemal-2letniego synka, towarzysza wycieczek i B – drożdżówką z masą budyniową… Nigdy tego sama nie kupuję, a już w życiu – w okolicach upałów… ale w sumie smaczna rzecz… i zdradliwa.
10 lipiec 2008 o 3:51 pm
Pani Kasztelanko, nie wierzę, że tak światły umysł nie dał rady prześledzić takiej prostej ścieżki skojarzeń i zależności…
Dla innych tedy z wyjaśnieniami, a dla Kasztelanki, do utwierdzenia się w poprawności wniosków, spieszę donieść że:
zeen, w poczuciu solidarności w trudnym dniu Gospodyni, obiecał publicznie trzymać kciuki za pomyślność w Jej dzisiejszych zamierzeniach. TesTeq nawiązał do objawionych w wypowiedzi zeena ptaków o świtaniu, obarczając je odpowiedzialnością za ewentualny brak stuprocentowości w duchowych możliwościach Gospodyni. zeen wyraził podziw dla TesTeqa za chęć podzielenia się swoim natchnieniem, kiedy to wtrącił się foma, wątpiąc, czy taki przepływ natchnienia jest możliwy. Wtedy zeen, oprócz hymnu pochwalnego dla powszechnego dzielenia się, odbarował czytelników dość enigmatycznym tekstem, na który zdziwieniem odpowiedział foma, podsuwając klucz do rozwiązania, czyli słownik. Nie myślał jednak do niego sięgać, co z dezaprobatą skomentował zeen. foma wyjaśnił, że ponad wszystkie papierowe i elektroniczne słowniki woli kontakt bezpośredni z żywym słownikiem, jakim dla niego jest Gospodyni. zeen jednak uznał to wyjaśnienie za fałszywą skromność, twierdząc, że i bez pomocy Gospodyni foma zrozumiał ów enigmatyczny wtręt. I tu pojawiła się basia…
10 lipiec 2008 o 3:59 pm
Spokój Waśce więc zapewnię
I zachowam sie tak:
zwiewnie…
10 lipiec 2008 o 9:13 pm
Ech, drożdżóweczka z budyniem – narobiła mi Basia smaka
10 lipiec 2008 o 9:28 pm
W danym kontekście wygrał Pan Radca puchar ‘Perwersja Tygodnia’ – do odebrania przy pierwszej nadarzającej się okazji
(I jak tu zachować spokój, Mistrzu_Z?
… ale – jak się rzekło – noc jest długa a świt jest po nocy…
… Zmykam… )
10 lipiec 2008 o 9:47 pm
No cóż. Jedni nazwą to perwersją, inni specyficznym gustem
p.s. jak powiada Pismo “bracia, czas jest krótki”
10 lipiec 2008 o 10:21 pm
“…za budyniem kolejka tylko do tamtej budki”
10 lipiec 2008 o 10:22 pm
Drożdżóweczka! Ach, z budyniem!
Jak na drożdżach rośnie przy niej
Przejaw moich uczuć wielki -
Sięga już stropowej belki!
Wnet przebije dach, a potem
Przemknie tuż przed samolotem
Dotknie gwiazd na ciemnym niebie…
Drożdżóweczko! Dorwę Ciebie!
11 lipiec 2008 o 5:46 am
TesTequ, zupełnie nie wiem, jakim cudem przeczytało mi się ‘jak na drożdżach tyję przy niej’?
…
11 lipiec 2008 o 7:20 am
basia mówi: “TesTequ, zupełnie nie wiem, jakim cudem przeczytało mi się ‘jak na drożdżach tyję przy niej’?”
Jak możesz! Nie zgadzam się na takie odczytywanie mojej poezji romantycznej!
11 lipiec 2008 o 7:25 am
Toć wyraziłam skruchę (‘zupełnie nie wiem, jakim cudem…’)
…ale muszę przyznać, że mikstura: kefir + otręby (prażone) + ogórek świeży pokrojony w kostkę + liście czosnku, cebulki, mięty ang. + przyprawy… nastraja mnie do jeszcze lepszej poezji romantycznej, niż Twoja…
18 lipiec 2008 o 3:34 pm
18 lipiec 2008 o 3:44 pm
Szczyp
18 lipiec 2008 o 3:54 pm
-iorek
18 lipiec 2008 o 4:03 pm
Jeden taki do drugiego:
pożysz szajbę do pierwszego….
Ping!
18 lipiec 2008 o 10:07 pm
Pong! – Strzelił z bata bździąg…
19 lipiec 2008 o 4:43 am