Albo ponad tysiąc dni. Tyle wczoraj upłynęło od londyńskich zamachów terrorystycznych z 7 lipca 2005.
Wiele się zmieniło… dla jednych. Bo dla innych prawie nic. Metro – pustawe przez kilka tygodni po wydarzeniu – znów zapełniło się do stanu budzącego irytację ‘starych Londyńczyków’. Wmurowano tablice pięćdziesięciu dwóm ofiarom… Bliscy wracają do życia. Life must go on…
Ale jednak… Gdy czytam wczorajsze komentarze, analizy, wspomnienia (po wielomiesięcznym odpoczynku od tej tematyki) – uderza kilka spraw:
Mówi się znacznie odważniej o niedociągnięciach służb i niewystarczalności środków (jakie były do dyspozycji przed 7/7 w celu inwigilacji podejrzanych).
Po 7/7 słyszeliśmy w zasadzie unisono: postawa (a zwłaszcza zimna krew) podróżnych godna najwyższych pochwał, służby po brytyjsku ofiarne i profesjonalne. Wiemy – zwykły odruch obronny dojrzałych społeczeństw w obliczu pierwszorzędnego zagrożenia… ale jednak dyscyplina mediów i publiczności imponowała mi ogromnie.
Akcent przesunął się na ‘legacy’. Czego nas te zamachy nauczyły. A zwłaszcza – jak rodziny upamiętniają ofiary. Jest na Zachodzie zjawisko, którego skali im ogromnie zazdroszczę (i które idzie i do nas… z czasem, wraz z rafinowaniem się stylów konsumpcji): każdy, nawet ‘prosty’ człowiek może być wspominany fundacją, dobrym dziełem swego imienia. Nie tyle pomnikami, kawałkami drogiego granitu pozostawianymi na cmentarzach, ale tym, że inni coś pożytecznego robią… jakby w jego imieniu, pod jego ‘auspicjami’.
Czasem jest to kontynuacja pracy przerwanej w pół kroku przez zdmuchniętą ze świata żywych osobę. Czasem – sprawa wybrana przez bliskich, potrzebujących terapii w celu wyjścia z depresji, skanalizowania energii…
Trzy lata – tylko i aż.
8 lipiec 2008 o 7:48 am
Piszesz: “Jest na Zachodzie zjawisko, którego skali im ogromnie zazdroszczę (i które idzie i do nas… z czasem, wraz z rafinowaniem się stylów konsumpcji): każdy, nawet ‘prosty’ człowiek może być wspominany fundacją, dobrym dziełem swego imienia.”
U nas zbyt często okazje takie wykorzystywane są przez ludzi nieuczciwych (Instytut Księdza Jankowskiego) lub zawistnych (grzebanie w Bolku i niszczenie wizerunku Lecha Wałęsy).
8 lipiec 2008 o 7:50 am
Tak, to też miałam w tyle głowy…
8 lipiec 2008 o 8:48 am
Fajna konkerencja trafiła mi się w związku z 7/7…
8 lipiec 2008 o 8:50 am
Gdzie k a gdzie f na klawiaturze?!
a jednak mi wyszła bliżej nieokreślona konkerencja…
8 lipiec 2008 o 9:05 am
A coś więcej o tej konferencji (czy nawet – konkerencji) mogła by się szersza publiczność dowiedzieć?… czy też są to komisarskie sprawy
ściśle tajne (łamane przez poufne)?…
8 lipiec 2008 o 9:39 am
Instytut Księdza Jankowskiego…
Ja myślę, że u nas wciąż brakuje takiej kultury, takiego podejścia, że
można innym coś dać, niekoniecznie interesownie, zaangażowanie się jakoś społecznie.
Są dwa wyjątki.
Pierwszy to Kościół. Wokół niego trochę działań społecznych ma miejsce.
Drugi to osoby na świeczniku. Pierwsza dama, znany sportowiec (fundacja Małyszów), miliarder — tym nawet trochę wypada się zaangażować.
Jeśli jednak będzie tego typu postaw mało, to zapewne nieproporcjonalnie dużo będzie wśród nich inicjatyw mniej lub bardziej chorych.
PS.
Łapię się na tym, że trochę przesadziłem. Bo wiele instytucji chce zbudować obok siebie fundację, która im pomoże, wesprze finansowo z dobrowolnych datków (znam to z NOSPRu, Filharmonii, a także liceum do którego kiedyś uczęszczałem). I te instytucje czasami angażują się także charytatywnie. Ale to znowu instytucje, a nie pojedynczy ludzie…
8 lipiec 2008 o 10:20 am
Za to nie wiem, czy w Anglii mają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy… My – Polacy – po prostu nie lubimy “wytrwałego, mozolnego dłubania”. Raz na rok jesteśmy dobroczynni wszyscy i odfajkowane. Raz w stuleciu mamy też Wembley, jeden Grunwald, jednego Wojtyłę… Na co dzień nie ma drugiej takiej radości jak sąsiadowi nogę podstawić… (no wiem, że generalizuję w bardzo nieuprawniony sposób
)
8 lipiec 2008 o 11:08 am
Może też.
Ale też mam takie poczucie, że wszyscy wkoło czują się biedni. Że to ‘bogaci’ powinni dawać, angażować się. Ale nie my.
Mam nadzieję, że to się zmieni, że to tylko pewna kwestia społecznej dojrzałości, że i u nas się to kiedyś zmieni.
8 lipiec 2008 o 11:11 am
komerski,
aż dziwne, że nie mamy swojego dopowiednika Schadenfreude
PAK,
sporo instytucji finansowych tworzy przy sobie fundacje charytatywne, wspierające itp. Taka społeczna odpowiedzialność biznesu. Z czasem to poczucie odpowiedzialności spływa na pracowników, a przynajmniej pomaga organizacyjnie pokierować indywidualną wolą pomagania.
basiu,
to było ze dwa lata temu. Konferencyjny hotel na obrzeżach stolycy. I jak to na tego typy imprezach – program o mieszanej atrakcyjności z gwiazdorską rolą Krzysztofa Liedela z Międzyresortowego Centrum do spraw Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu
Dla zainteresowanych: kapka awareness i wywiad z Krzysztofem Liedlem
http://www.mswia.gov.pl/portal/pl/109/242/Ogolne_zasady.html
8 lipiec 2008 o 12:16 pm
Trochę mi cierpnie skórka jak czytam o niewystarczalności środków w celu inwigilacji podejrzanych. Bo gdzieś chyba leży granica pomiędzy inwigilacją podejrzanych a inwigilacją wszystkich, którzą potencjalnie mogą okazać się niebezpieczni.
A społeczna odpowiedzialność biznesu? Mam wrażenie, że jeszcze długa droga przed nami. Na razie działania ograniczają się raczej do korzystania z ulg podatkowych związanych z darowiznami na kościelną działalność charytatywną albo działalność organizacji pożytku publicznego. Ale kropla drąży skałę
8 lipiec 2008 o 12:29 pm
Quake, to jest granica wydolności aparatu inwigilacji. Im większy aparat, tym szerszy krąg potencjalnie podejrzewanych i sprawdzanych.
8 lipiec 2008 o 12:34 pm
Zatem rozumiem, że aparat w pełni wydolny obejmie swym troskliwym okiem i uchem ogół społeczeństwa. I wówczas zapanuje ład i porządek a terrorystów będziemy oglądać jedynie w filmach sensacyjnych…
8 lipiec 2008 o 12:49 pm
A czy tak nie ma w państwach totalitarnych? Zwróć uwage na irański Savak za ostatniech szacha, na KGB w ZSRR czy odpowiedniki w KDL-ach… Terroryści pojawiali się w filmach, a zaprzyjaźnieni – w ośrodkach wypoczynkowych
8 lipiec 2008 o 12:56 pm
Przykład szacha akurat może nie jest najlepszy
Ale ogólna teza jest jasna: jedynie państwo totalitarne ochroni obywateli przed terroryzmem. Powstaje jednak pytanie czy obawa przed terroryzmem jest wystarczającym powodem do wyrzeczenia się swobód. Myślę, że odpowiedź jest oczywista.
8 lipiec 2008 o 1:10 pm
Quake, dla Ciebie tak. Ale taki wieśniak z chińskiej czy białoruskiej prowincji może mieć inną listę wartości.
8 lipiec 2008 o 1:30 pm
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Krasicki napisał kiedyś taki wierszyk:
“Czegóż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody –
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody.
Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę”
8 lipiec 2008 o 1:32 pm
Hm… nie lubicie wieśniaków z chińskiej, czy białoruskiej prowincji?
Co do odpowiedzi — myślę, że rzecz w znalezieniu równowagi między swobodami a bezpieczeństwem. Każdy ma inaczej ustawiony jej punkt. Ja też wcale się nie zachwyciłem (taki eufemizm), gdy czytałem o niewystarczających środkach; tak jak wcale się nie zachwycam, gdy czytam o próbach przywrócenia tortur. Ale to nie znaczy, że punkt równowagi znajduje się dokładnie na szczycie krzywej swobód.
8 lipiec 2008 o 1:40 pm
PAK, uwielbiamy wieśniaków – świeże warzywa, śmietana, nie-przemysłowy drób…
A sprawa znalezienia owej granicy swobody i skuteczności prewencji to niekończące się zadanie i przepychanki między państwem i opinią publilczną. Im społeczeństwo bardziej świadome, tym na mniej pozwala, tak w ogólnym zarysie.
8 lipiec 2008 o 2:46 pm
I odwrotnie.
Bo z tego co widzę, to społeczeństwo, zwłaszcza nakręcone tabloidami, potrafi występować o mniej praw dla siebie samego…
8 lipiec 2008 o 3:15 pm
Bo to już jest świadomość sterowana… Pozorne poinformowanie… Np. że Doda zmieniła silikonowe inplanty na nowe, zdecydowanie lepiej się układające i jeszcze bardziej przypominające naturalne
to tak a propos http://zyciegwiazd.onet.pl/61100,0,1,najpiekniejsze_piersi_w_hollywood,galerie.html
8 lipiec 2008 o 6:46 pm
Photoshopa to ja nie… Ale GIMPa owszem. Chyba powinienem na jakiejś pani poeksperymentować
8 lipiec 2008 o 7:38 pm
komerski mówi: “Za to nie wiem, czy w Anglii mają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy… My – Polacy – po prostu nie lubimy ‘wytrwałego, mozolnego dłubania’. Raz na rok jesteśmy dobroczynni wszyscy i odfajkowane.”
I WOŚP jest właśnie połączeniem pięknego z pożytecznym. Jednorazowa akcja mozolnie i wytrwale dłubana od kilkunastu lat. Brawo Jurek Owsiak!
8 lipiec 2008 o 10:08 pm
PAK, a czy “jakaś pani” nie poczuje się odsunięta, jeśli zamiast nią, zajmiesz się GIMPem…? Photoshop CS3 – mniam
8 lipiec 2008 o 10:16 pm
Niezbadane są drogi myśli Komentatorów tego miejsca…
A kogo chcą Panowie fotoszopować?… Znaczy, czy to musi być koniecznie pani?…
8 lipiec 2008 o 10:17 pm
Niekoniecznie, mogą być dwie panie… albo pani z panem
8 lipiec 2008 o 10:19 pm
Ale dwaj panowie już nie?…
8 lipiec 2008 o 10:23 pm
Też, ale z panią w tle…
9 lipiec 2008 o 12:25 am
ups, z Panią…
9 lipiec 2008 o 5:03 am
9 lipiec 2008 o 5:04 am
…namysł zajął dwie godziny i dwie minuty…
9 lipiec 2008 o 5:32 am
Zaczęłam odpowiadać na uwagi Państwa, o różnych przejawach ‘kultury tworzenia dobrych dzieł’… i różnicach w obrębie tychże. Zrobił się z tego wpis, który przemyślę, poprawię i opublikuję jutro lub pojutrze.
Co do wymuszonego terroryzmem samoograniczania się społeczeństw… – to jest temat-morze! Tuż po 7/7 w UK wprowadzono kilka kontrowersyjnych środków, np. profilowanie etniczne zatrzymań (że biała staruszka będzie miała znacznie mniejsze szanse na ’stop and search’, niż młodzieniec o śniadej karnacji).
)
Formułowanie wytycznych dla służb to jedno, ich delikatne bądź mniej egzekwowanie to drugie, medialna histeria w obie strony to trzecie (bo i pro-wolnościowa… sprzedaje się przecież w społeczeństwie wieloetnicznym… – i pro-bezpiecznościowa)…
Pisałam o tym sporo trzy lata temu… czas wreszcie wrzucić te archiwalia gdzie trzeba, by móc się do nich odwoływać… (czas by się przydał
9 lipiec 2008 o 7:42 am
Rozumiem, że zrobili to oficjalnie?
Pamiętam znajomego, który tułał się po najgorszych metrach Paryża, w najgorszych godzinach, na ‘emigracji’ kompletnie zapominając, że istnieją maszynki do golenia, albo fryzjerzy. I dumny opowiadał, że nigdy go nie zatrzymano. Wystarczyło zobaczyć jego jasną karnację…
9 lipiec 2008 o 8:21 am
…przetrawienie i skomentowanie zajęło jedną minutę… :kufazjeszczedłuższymjęzykiem:
18 lipiec 2008 o 4:44 pm
Ma dziś foma kufę
Jakby wypił lufę
I się czuje
Jak trzy szuje
Bo stał się odrzutem
Pingpang!
18 lipiec 2008 o 10:20 pm
Odrzut z eksportu
lepszy od tortu!
śmiiiig!
19 lipiec 2008 o 4:42 am
… tylko do tyyyyylu wpisowych rozdzialików trzeba będzie prześmieszne wierszyki podopisywać… ktoś bawi się by pracować mógł ktoś…
19 lipiec 2008 o 9:53 pm
Niech się basia stara,
chyba że ofiara…
20 lipiec 2008 o 6:16 am
Zapisano… w Poezyjach. Niedziela, przed piątą rano…