Ulewa
Na szczytach Tatr, na szczytach Tatr,
Na sinej ich krawędzi,
Króluje w mgłach świszczący wiatr
I ciemne chmury pędzi.
Rozpostarł z mgły utkany płaszcz
I rosę z chmur wyciska -
A strugi wód z wilgotnych paszcz
Spływają na urwiska.
Na piętra gór, na ciemny bór
Zasłony spadły sine,
W deszczowych łzach granitów gmach
Rozpłynął się w równinę.
Nie widać nic – błękitów tło
I całe widnokręgi
Zasnute w cień, zalane mgłą,
Porznięte w deszczu pręgi.
I dzień, i noc, i nowy wschód
Przechodzą bez odmiany -
Dokoła szum rosnących wód,
Strop niebios ołowiany.
I siecze deszcz, i świszcze wiatr,
Głośniej się potok gniewa,
Na szczytach Tatr, w dolinach Tatr
Mrok szary i ulewa.
Adam Asnyk
***
Góry zazwyczaj ciągną… ad astram (by nie rzec banalnie, że w górę). Motywują, mobilizują, skupiają, intrygują, poganiają (kończ waćpanna, czekamy!)…
Ale raz zdołowały B okropnie. Bodaj w szóstej klasie podstawówki zadano na pamięć ‘Ulewę’ Asnyka. B zakładała bez zastanawiania się, że będzie jak dotąd: popatrzy… i umie. A tu nie.
Blokada…
Szybko nakręcającą się ‘histeryjkę niedzielnego popołudnia’ spacyfikowała w zarodku Mama: ‘bo widzisz, Basiu, teraz przyjdą trudniejsze wierszyki… trzeba się ich będzie naprawdę pouczyć…’
Swoją drogą – ćwiczonko dla wyobraźni: wizualizacja tatrzańskiego odpowiednika tej ulewy (stosunkowo spokojnej i bardzo potrzebnej), jaka wczoraj przeszła nad Krakowem. I melodii mgieł nocnych oraz dziennych, jakie tańczą tam dzisiejszego, deszczowego poranka…
5 lipiec 2008 o 6:37 am
Gdy byłem jeszcze w podstawówce, gdy wróciłem z Tatr, wydawało mi się, że mam poetyckie natchnienie (w typie Ulewy, choć bez cienia zdolności). Szczęśliwie mama, która zobaczyła moją kartkę stwierdziła, że piszę jakieś głupoty; i dzięki temu szczęśliwie nie podejmowałem już prób poetyckich (a przynajmniej nigdy na poważnie).
PS. No i dla bezpieczeństwa można się trzymać z dala od Tatr. Bo nie każdy ma odpowiednie wykształcenie humanistyczne by nie popaść w pseudopetycką ekstazę.
5 lipiec 2008 o 7:06 am
A
– jeszcze jedno znaczenie wyciśnięte z tytułu: góry jako katalizator osuwania się w egzalatację (poetycką i jakąkolwiek inną), w sentymentalizmy, kabotynizmy, itd. Nie pomyślałam (znaczy – nie wczoraj, przygotowując wpis
)
Ale trzeba też pamiętać o wszystkich pozytywnych zmianach w mózgu, jakie taka ekspresja wzruszenia niesie… Nieważne: wtórna czy bardzo prekursorska pod względem ujęć i środków. Człowiek zawsze chce wyrażać siebie. A że tylko niektórzy bywają Poetami……
…Bo spotyka się też takich Artystów (przez naprawdę duże ‘A’), o których z czystym sumieniem można powiedzieć (za Krasińskim): ‘Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty sam nie jesteś pięknością’.
Na szczęście góry uczą też charakteru. Dają radość, wyżycie się. Budują pamięć, wiarę w siebie, przyjaźnie…
5 lipiec 2008 o 12:33 pm
Niech z bólu wyje ranny zeen
Bo PAK mu do wiwatu
Dał tak, że zaprzestaje pień,
Przecież tertium non datur …
5 lipiec 2008 o 5:34 pm
Hm, a mnie jakoś góry nie ruszają…
5 lipiec 2008 o 7:12 pm
zeen:
No co… no co? No co ja Ci zrobiłem???
Basiu:
Nie tylko w górach się je spotyka. (Sam lubię, choć wczoraj mi przypomniałaś, że nie mam dobrych butów… Ja się nawet ślizgałem na poburzowej papce lipowo-wodnej… No, ale to sprzężenie zwrotne — jeśli się nie wybiorę w góry, nie będę miał motywacji do kupna butów; a póki nie mam butów, nie mam motywacji do wybrania się w góry… No dobrze, pojadę, choć nie w Tatry, w pagóry raczej i wybiorę jakąś łatwą ścieżkę.)
Piękno niejedno ma imię
No i tak doszedłem do wniosku, że aby być Artystą przez duże ‘A’, trzeba mieć Buty przez duże ‘B’, aby w nich Chodzić przedzić przez duże ‘C’ — Daleko, przez duże ‘D’, efektywnie — przez duże ‘E’, Fajnie, przez duże ‘F’; Głęboko — przez duże ‘G’, odczuwając piękno gór, Hamując, przez duże ‘H’, gdzie trzeba, by sobie krzywdy nie zrobić i powdychać górskiego powietrza, I (duże ‘I’ jako spójnik łączący duże słowa i odczucia), Jestestwo swe — przez duże ‘J’, bo rozrośnięte przez zapatrzenie w góry, nim napełnić…
6 lipiec 2008 o 5:44 am
@zeen: PAK tylko troszkę poteoretyzował… Tak mi się wydaje…
A zaprzestanie pień byłoby… nie mam dość dramatycznego określenia…
@Hoko: Nie wiesz, co dobre
A co Cię rusza (w dziedzinie ‘dających wycisk’ czynności relaksowych… profesjonalnych… hobbystycznych… ?… )
@PAK: Nie sądzę, bym kiedykolwiek w przeszłości odważyła się powiedzieć, że piękno JEDNO ma imię. A już nie daj Boże – to imię, które mi się podoba. Co do definicji i formułek – miałam okres ich pilnego badania… w liceum, w okresie porządnie i ciekawie prowadzonej propedeutyki filozofii (NA ZALICZENIE!
) Potem mi przeszło.
Ale ‘co wiesz o pięknem – kształtem jest miłości’ jeszcze jakimś cudem
pamiętam. I coś w tym jest – pierwszy początek i motywacja może wyjść (i często wychodzi) od ukochanej osoby… dając: ‘gdzie dwa skarby, tam tym bardziej serce twoje’ (same wyrafinowane slogany!
)
A jest też kolejny fajny (ulubionego poety naszegopapieża (nie mojego ulubionego, co to to nie)) o pięknie zachwycającym do pracy. I mnie góry do niej zachwycają… co nawet przypomniałam we wpisie powyżej.
Ale sposobów szukania piękna… i sposobów samodoskonalenia poprzez piękno (jeśli już)… jest tyle, ilu poszukujących…
Co do obuwia – najczęściej pierwsze wyjścia są w jakimkolwiek wygodnym. Potem się szuka środków i sposobów (epopeja, zwł. w przypadku baaardzo niemajętnej uczennicy w latach osiemdziesiątych)… Gdzie skarb twój, tam serce twoje…
6 lipiec 2008 o 7:06 pm
Basiu!
). Bo rzecz w końcu w tym, by mieć właściwy dystans do siebie. A nie takie, czy inne wykształcenie.
1) Nie tyle teoretyzowałem co pisałem o sobie. Przez myśl mi nie przeszło, że zeen poczuje się dotknięty. Zresztą myślę, że zeen się świetnie swoim pisarstwem internetowym bawi i wcale na Nobla nie liczy (choć kto wie
2) Góry mnie poruszają, ale gdyby miał wskazać swój ideał piękna na dziś, to raczej szukałbym piękna kameralnego, bliskiego, niepozornego. I właśnie to poszukiwanie (a raczej poszukiwanie istniejące w swej możliwości) nastawia mnie buntowniczo wobec piękna gór. Zwłaszcza takiego, które miałoby uwzniaślać. (Ja zresztą z góry przeparszam, ale mam coś z wilka stepowego, i czasem szukam własnej niezależności przez zaprzeczenie, opór, wyparcie się nawet czegoś bliskiego. No i czasem czymś takim potrafię zmusić do tłumaczenia się i wszystko pogmatwać.)
3) Ech, miałem właśnie dodatkowe pieniądze i spełniałem kaprysy (model zarabiania: mało co miesiąc, za to od czasu do czasu ekstra wypłata jest fatalny dla budżetu — najpierw się oszczędza, a potem wydaje na kaprysy…). Gdybym wtedy pomyslał o butach na góry, to już bym miał. I to ze dwie, trzy pary
A tak, mam lornetkę (małą) na ptaki i komplety symfonii Beethovena, Brucknera i Szostakowicza w drodze ze sklepu…
6 lipiec 2008 o 8:28 pm
Aleszszsz…

) są formą głównie żartu, bywa, że moje skojarzenia idą dziwnymi zakrętasami, które the day after są i dla mnie czasem pewną niespodzianką
PAKU,
Całkiem słusznie nie przeszło Ci przez myśl, że poczuję się dotknięty
Masz całkowitą rację, że na Nobla nie liczę
Bardzo mi się podoba, jak zareagowałeś na czterowiersz i co napisałeś dalej w odpowiedzi basi. Moje pisanki (chyba właściwa nazwa
6 lipiec 2008 o 8:42 pm
OK, jak już musi w Tatrach padać, to niech pada teraz. A później niech już będzie tylko i wyłącznie słońce
7 lipiec 2008 o 1:24 am
Szczytowanie panie dziejku….
Bo jak w góry -
Tylko z Quake’m!
Kto do szczytu tak najpiękniej
Dojdzie i w drodze nie pęknie?
Dużą sztuką górę zdobyć,
Z dwóch stron naraz na szczyt przybyć:
Z jednej on – mężny zdobywca,
Z drugiej ona – wieczny odkrywca.
Bo nie z błachej to przyczyny
Uczą się dzieci rodziny.
Tata z jednej, mama z drugiej
Uczą się wspinaczki długiej.
A gdy wespną się pospołu,
Cieszy ich wynik mozołu…
I tym oto drogie dzieci
Zakończylim kabarecik
7 lipiec 2008 o 5:48 am
18 lipiec 2008 o 10:24 pm
Pierwszy! Pierwszy!
19 lipiec 2008 o 4:36 am
… powiedział tysięczny pierwszy zdobywca szczytu (żebyż choć nową drogą!…)