Tatrzańskie przypadki

By basiaacappella

Dedykowane Quake’owi – jako antycypacja (i polskie dopełnienie) jego nadciągających słowacko-tatrzańskich dni

A wszystko przez Panią A z Mazowsza… znaczy – przemiłą Dziewczynę w wieku B… turystkę i chórzystkę. Zagadnęła B nad Czarnym Stawem Gąsienicowym o ścieżkę na Przełęcz Karb i Kościelec. I ruszyły razem. Do góry a potem grzbietem Małego Kościelca. Trasą, na której (bez żadnych trudności technicznych) ma się takie widoki i wrażenia, że tylko aplikować ją każdemu, kogo chce się zanęcić – skutecznie i nieodwracalnie – do Wysokich Gór. A jeszcze ten dzisiejszy kolor Stawu w dole!…

Co prawda, gdy sympatyczny przewodnik-góral zaczął na Przełęczy Karb prawić dziatwie, że takiego koloru na dole jeszcze w tym roku nie widział – B zażartowała po swojemu ‘eeetam, zawsze jest taki kolor, jak tu przychodzę’. Bo B – jak ogólnie wiadomo – chadza w Tatry tylko przy dobrej pogodzie. Jak ta drugiego lipca AD 2008. Nic dziwnego, że A miała w planach zdobycie Kościelca. B sama nie wiedziała, czy się jej chce pchać na tę spektakularną górę. Cel wyjazdu został wszak dawno osiągnięty… z nawiązką: Doholowano ‘świętą’ irlandzką dziennikarkę na Wiktorówki (w objęcia jeszcze świętszych polskich zakonnic). Że nastąpiło to równo w rok po pewnej londyńskiej operacji B (ponad dwie godziny, znieczulenie ogólne, etc.) – było dodatkowo ważne: 2.07 to nie tylko święto u Gaździny Tatr ale i początek ‘Wielkiego Odpustu’ w najważniejszym sanktuarium maryjnym macierzystej diecezji B… i trzeba tam w końcu powędrować z byłego miasta wojewódzkiego!…

Niezrównany wgląd w otoczenie Białej Wody wynagradza duszno-upalno-leśne wejście na Gęsią Szyję (na takie górko-skałki chadza się najczęściej w beznadziejną pogodę – B po raz pierwszy coś stamtąd zobaczyła). Dalej Polana Waksmundzka i wizyta w ulubionym ‘zakątku kąpieli słonecznych’ w Pańszczycy, dojście do szlaku żółtego z Przełęczy (zwornika) Krzyżne… Wreszcie jacyś turyści… pierwsi od Gęsiej Szyi. I wędrówka ku Gąsienicowej. Oczywiście, Czarny Staw i Przełęcz Karb były w planach (‘co zrobić z tak długim dniem?’) Ale sam Kościelec? – może jednak nadmiar wrażeń jak na głowę z kilkuletnią pauzą w obyciu z tatrzańskim ‘luftem’?

Lecz A twardo realizuje swe plany. I mówi na odchodnem: ‘poczekam dziesięć minut na panią na samym szczycie!’ Hm, ktoś ma czekać nadaremno… B po coś wkładała najlepsze buty; pogoda, że lepszej nie będzie; skała wygląda na suchą, ludzi mało. Idę!

I wiadomo, jak było!… Jeśli na wycieczkę ‘bezszczytową’ brakłoby superlatywów – co dopiero po wejściu! Idealna panorama, helikopter ratunkowy* przelatuje tuż nad głową, może 50 metrów (chyba z okolic południowej ściany Zamarłej, sądząc po tym, jak szybko się uwinął). Taternicy na Zadnim Kościelcu stukają młotkami, a nieliczni turystyczni zdobywcy dyskutują o niesamowitej ścianie zjazdowej pod stopami – wprost do Czarnego Stawu! (Lepsza jest po polskiej stronie tylko Kazalnica… a i to nie na pewno).
W zejściu B ‘zagaduje’ terapeutycznie ekspozycyjne speszenie co poniektórych – opowieściami o własnych przypadkach ‘miękkich kolan’ i radami na takie stany.

Na Karbie pożegnania. A wraca nad Czarny Staw (gdzie czeka córka). B, w towarzystwie czwórki Warszawiaków** (dla których jest to pierwsza wycieczka po nocnej podróży samochodem), zmierza ku Zielonej Dolinie Gąsienicowej z jej mniejszymi, efektownymi stawkami… Ma wrażenie, że największy, Zielony Staw, widzi po raz pierwszy. Towarzystwo dalej drąży problem radzenia sobie z lękiem wysokości. Potem chce wiedzieć, czy Tatry mogą być atrakcyjne dla obcokrajowców.
Nawet na ścieżce z Kasprowego do Murowańca i Kuźnic mówią o tej porze dnia ‘cześć/ dzień dobry/ ahoj’. To zobowiązuje… B zauważa na brukowanym granitem brzegu ścieżki chłopaka z paskudnie skaleczonym kolanem i na moment staje się sanitariuszką (dobrze, że ma opatrunki!) Potem idzie tempem Gdańszczanina*** aż do Królowej Rówień. Tam zatrzymuje się przy wypasionych stoło-ławach na krótki odpoczynek i notatkowanie… spraw miejskich, które właśnie przyszły do głowy (nawet tu – o tej porze – wszyscy się pozdrawiają i wymieniają żartobliwe uwagi i zaczepki; nic dziwnego – humory dopisują po taaaakim dniu… a cepry już dawno na dole, na pensjonatowych kolacjach, więc wiadomo, z KIM ma się do czynienia). Potem zwykły dylemat: Doliną Jaworzynki czy przez Boczań. B wybiera drugą wersję zejścia do Kuźnic, by jak najdłużej być ‘wysoko’ i mieć widoki. Usiłuje pstrykać jakieś fotki roślinności szalejącej barwami i zapachami. (Lipiec to w strefie alpejskiej odpowiednik nizinnego maja. A nad Kościelcem śpiewał skowronek… zanim go nie zagłuszył ryk śmigłowca).

Tak się zabawiając, powłócząc zmęczonymi nogami i ogólnie ociągając się przed powrotem do cywilizacji, B odwraca głowę do góry i widzi… A i nastolatkę. Przecież miały iść do Palenicy Białczańskiej!… Dywagacje o przypadkach chodzących po górach szybko ustępują miejsca tematyce wileńskiej (gdzie Panie niedawno były)… i przy tej okazji wypływa the choral connection. Tematom nie ma końca, nudna droga zejściowa ‘leci’ szybko. Wspólny bus z Kuźnic do dworca, jeszcze jedno pożegnanie. To oczywiste, że telefony wymienione na Przełęczy Karb muszą zostać wykorzystane!

___
*Zabawnie było z tym helikopterem. Dziewczyna mówi przez komórkę do znajomej: ‘na szczęście dziś cicho, bo wczoraj chyba z pięć razy latał w te okolice…’ i za chwilę słychać warkot maszyny, zwielokrotniony odbiciami od skał. Trzech panów, chłopiec i ja (jedyne towarzystwo na zwykle oblężonym szczycie!) śmiejemy się, że wykrakała…
**Zostali wszyscy przed ostatnim ‘problemowym’ prożkiem, dosłownie 8 m od wierzchołka… Nie mogłam tego przeboleć w imieniu A, bo zdążyłam się zorientować, jak jej zależało na tym wejściu – bardzo polecanym (na podstawie zeszłorocznych doświadczeń) przez męża i córeczkę…
***Pierwszy raz w Tatrach… i wybrał się pieszo na Kasprowy w ‘butach dancingowych’, czyli nie trzymających kostki… choć wygodnych, sportowych, wiodącej marki (też mam takie, ale do biegania po miejskich chodnikach, ew. na krótkie spacery po Zakrzówku czy Lesie Wolskim), potknął (prawie zawsze takie atrakcje zdarzają się w zejściu, często na prostszym odcinku ścieżki, gdy uwaga rozluźniona) – i jest efekt…

Odpowiedzi: 32 do “Tatrzańskie przypadki”

  1. basia mówi:

    Pozwolą Państwo, że opisy tatrzańskich fotek oraz ich podpięcia pod relewantne ;-) słówka tekstu zrobię wieczorem bądź jutro rano. Takoż – zaległe reakcje na komentarze Państwa. Wpis jest długi i w związku z tym pozostanie też aktualny jutro (święto amerykańskie sobie zrobimy ;-) ). Zatam nie ma pośpiechu…

    Dobrego dnia… B musi szybko oddalić się do obowiązków.
    :-)

  2. PAK mówi:

    Waksmundzka to nie jest polana, a wiolonczelistka w Filharmonii Śląskiej! Ot, co :-P

  3. Quake mówi:

    Dziękuję za dedykację :D Podgrzewanie atmosfery przed moim wyjazdem trwa ;-)

    Koscielec to jest klasyk :) Od przełęczy na szczyt sa tylko dwa trudniejsze miejsca – oczywiście jeśli skała jest sucha. A widoki na Granaty (i nie tylko Granaty) są naprawdę rewelacyjne :)

    A mnie dylematów “powrotowych” raczej nie ma: tradycja jest taka, że się wchodzi przez Boczań (bo widoki) a schodzi przez Jaworzynkę (bo w założeniu ma być szybciej).

    p.s. ze zdjęć wynika, że jest dość mało ludzi na szlakach (nawet przezd Murowańcem) – jak na lipiec to jest zadziwiające :)

  4. zeen mówi:

    I co ja mam napisać, no co ja mam napisać….
    Wracam do albumu…

  5. TesTeq mówi:

    @basia:

    helikopter ratunkowy* – jedna gwiazdka dla dzielnych ratowników;
    Warszawiaków** – Warszawa zasłużyła na dwie gwiazdki;
    Gdańszczanina** – takoż i Gdańsk.
    Ciekawa hierarchia!

    “To oczywiste, że telefony wymienione na Przełęczy Karb muszą zostać wykorzystane!”

    To jakaś nowa świecka tradycja z tą wymianą telefonów. A jak ktoś nie wziął ze sobą komórki, to co powinien wymienić?

    A w ogóle to nie ma nic o śniegu i wyciągach, a przecież wiadomo, że góry nadają się tylko do zjeżdżania na dół i wjeżdżania do góry.

    PAK mówi: “Waksmundzka to nie jest polana, a wiolonczelistka w Filharmonii Śląskiej! Ot, co”

    Co prawda, to prawda. Ja znałem kiedyś jednego Waksmundzkiego.

    @zeen:

    Czyżby dzisiaj Zeena
    Porzuciła wena?

  6. zeen mówi:

    Z tchem zapartym patrzę na piękne widoki,
    Wszelkie słowa marne, nie jestem bezoki…

  7. TesTeq mówi:

    Dlaczego te wszystkie góry na zdjęciach basi są skośne? I to w różne strony! Mógłby ktoś wreszcie porządek zaprowadzić!

  8. zeen mówi:

    Bo te basine góry proszę Maestra, to one powstawały zgodnie z wytycznymi GTD…

  9. konstancja mówi:

    Quake’u tym razem będzie lekko i bardziej spacerowo. Kościelec to na kondycję sprzed jakiś 5 lat;-)

  10. basia mówi:

    @PAK: ‘Waksmundzka to nie jest polana, a wiolonczelistka w Filharmonii Śląskiej! Ot, co’ – cóż, górale mają wszędzie swoje wtyki. Np w krk był (jest?) pan o tym nazwisku… wielce kontrowersyjny. Działał w ‘formacji wspomieniowej’ po pewnym Komendancie, symbolu niepodległości… nie piszę nazwy tej formacji by mnie gugle nie namierzyło (ach, ta krewkość starszych panów… :-? :-) )

    @Quake: ‘Podgrzewanie atmosfery przed moim wyjazdem trwa’ – a trwa, trwa. W krk teraz 31C w doskonałym cieniu. A w Tatrach, choć chłodno się wydawało od tych topniejących lodów, przypiekło mi nieco czubek nosa i przedramiona. Mimo filtra. Więc, jeśliby się Wam trafił taki sierpień, jak podczas mojej słowacko-wysokotatrzańskiej przygody (1992) to… hm… będą Państwo łaskawi uważać na skórę, porażenia słoneczne itd.

    ‘Od przełęczy na szczyt [Kościelca, BM] sa tylko dwa trudniejsze miejsca – oczywiście jeśli skała jest sucha’ – Tak, Szczerba daje tylko turystyczną dwójkę (‘łatwo, rąk używa się dla utrzymania równowagi’) – co, moim świeżym zdaniem nie jest prawdą (choć szło mi się – podobnie, jak i za dwoma poprzednimi wejściami – super łatwo i przyjemnie… znowu jakieś ‘kozicowe’ metafory padły (i to od młodych chłopaków ;-) )) – rąk trzeba parę razy użyć do podciągniecia się… i to w pewnej ekspozycji… nie bezpośredniej, ale jednak. No i dziewicza to góra pod względem żelaziwa… a na nim podciągnąć się łatwiej, jeśli już trzeba…

    Nie lubię Jaworzynki, zwłaszcza tego zejścia w dno doliny – na łeb, na szyję. Kolana cierpią. A widok węższy i węższy… Poza tym wczoraj miałam czas. Tyle jest autokarów do krk… i te długie dnie!…

    ‘ze zdjęć wynika, że jest dość mało ludzi na szlakach (nawet przezd Murowańcem) – jak na lipiec to jest zadziwiające’ Tak, byłyśmy z A zdumione. Na Kościelcu za poprzednią bytnością nie miałam gdzie przycupnąć (też środa, 2001, połowa września). I zupełnie pusto w Pańszczycy. Z każdym, kto się nawinął można sobie było uciąć kilkuzdaniową mini-pogaduszkę… :-D

    @zeen: To bardzo przyjemnie… zobaczyć zeena zaniemówionego (bezcenne, że polecę sloganem…) ;-) :-D

    @TesTeq: Gdańszczanin powinien mieć trzy gwiazdki. Poprawię. Helikopter jedną za hałas i intrusion. A Warszawiacy… wiem, chcieliby zawsze pięć… ale sorry Winnetou… ;-)
    Co nie przeszkadza stwierdzić, że spotyka się naprawdę wielu świetnych, ‘czujących bluesa’ turystów (wysoko)górskich z Wawy i Mazowsza… zawsze tak twierdziłam, już od czwartej licealnej, gdy na Chochołowskiej będąc przez dni parę, spotkaliśmy i zaprzyjaźniliśmy się z analogiczną grupą warszawską. Przeważająco damską, co skutkowało bezczelnym ;-) ‘podrywaniem’ ‘nam’ chłopaków (niby – naszych kolegów). Ale Warszawianki i tak pozostały we wspomnianiach jako fajne… a w mat-fizie chłopaków było znacznie więcej, niż nas – więc nawet, jeśli sobie trochę popodrywały… :-P :-D

    Nb, wiedziałam, że ktoś zwróci uwagę na ten telefoniczny skrót myślowy. Spoko… jedna więcej świecka tradycja… :roll:

    @zeen (1:18pm): A to są jedynie zawsze-za-szybko pstrykane komórkowce. Pomyśl tylko, zeenie, jaki był real. Te zapachy, te powiewy. To słońce. I ludzie też! – last but not least…

    @TesTeq (2:32pm): ‘Dlaczego te wszystkie góry na zdjęciach basi są skośne? I to w różne strony! Mógłby ktoś wreszcie porządek zaprowadzić!’
    Skośne dlatego, by się dało po nich chodzić (albo wspinać, w ostateczności). W proste to klamry by trzeba bić – jak, nie przymierzając, w komin fabryczny. Albo w Gierlachowską Próbę Batyżowiecką, gdzie – nota bene – jest przewieszka, więc bez żelaziwa ani rusz :-)

    A czy da się porządek zaprowadzić? Trzeba suplikować u Big Bossa o nowe fałdowanie… z precyzyjnymi specyfikacjami :-D

    @zeen (4:34pm): Co prawda to prawda, Mistrzu_Z! ;-)
    Ale ja jednak poczekam na rozstrzygające słowo Naszego Nadwornego Szafarza Łask związanych z tą szlachetną i w wielu punktach do mnie przemawiającą metodologią :-D

    P.S. Zaległe komentarze – nieco później. I opisywanie fotek też dziś powinnam zacząć.
    Btw: alllllle ciepełko! :-D

  11. basia mówi:

    Witam Cię serdecznie, Konstancjo! :-)

    ‘Tym razem będzie lekko i bardziej spacerowo’ – powiadasz. Ja też sobie zawsze obiecuję: lajtowo, tym razem naprawdę lajtowo; delektować się, itp. A kończy się przebieżką od Morskiego po Gąsienicową… z atrakcjami :lol:

  12. Quake mówi:

    OK Konstancjo, lekko i spacerowo, lekko i spacerowo – muszę to sobie utrwalić ;-) (na wypadek gdyby jednak było hardkorowo)

  13. basia mówi:

    A tak a propos – zauważyli Państwo na pewno, że na ‘trudnościach technicznych’ człowiek nie jest w ogóle zmęczony… nawet nie pomyśli o tym.
    Szłam kiedyś Orlą w całości – od szóstej rano… niecałe pięć godzin (Zawrat-Krzyżne). I dopiero potem, gdy ‘wylądowałam’ w moim zakątku kapieli słonecznych – poczułam, jak okropnie mnie bolą ramiona z okolicami od rekordowych ‘ilości’ podciągania się na łańcuchach (późnym latem organizm raczej już zapomniał o treningu na biegówkach (jeśli takowy w ogóle był)… mniej więcej te same mięśnie wchodzą w grę… a lekka gimnastyczka – nawet regularna – to za mało) :-)

  14. Quake mówi:

    Tak, coś w tym jest :)

  15. TesTeq mówi:

    zeen mówi: “Bo te basine góry proszę Maestra, to one powstawały zgodnie z wytycznymi GTD”

    GTD = Góry Tatry i Doliny
    GTD = Grzbiety Turnie i Drabiny
    GTD = Grup Turystów Dróżki pełne
    GTD = Gazda Trykom Dłubie w wełnie.

    basia mówi: “Skośne dlatego, by się dało po nich chodzić (albo wspinać, w ostateczności). W proste to klamry by trzeba bić – jak, nie przymierzając, w komin fabryczny.”

    “Climbing the North Face of the Uxbridge Road” pokazuje, że wspinać można się nawet wzdłuż chodnika zwykłej londyńskiej ulicy, więc proszę nie uciekać się do wymówek, tylko wyprostować góry. :-)

  16. basia mówi:

    :-D
    … eeetam – życie bez gór byłoby nudne…

  17. Quake mówi:

    … i płaskie…

  18. basia mówi:

    …wręcz trywialne…

  19. TesTeq mówi:

    Hej, Wy, co na szczycie
    O jednym marzycie,
    By patrzeć wciąż z góry
    Na psy i kangury.

  20. zeen mówi:

    Dziś wypada życzyć Amerykanom wszystkiego najlepszego, akustycznie…

    http://pl.youtube.com/watch?v=m7XLeYMUZY4

  21. TesTeq mówi:

    Dołączając się do Zeena, życzę wszystkiego najlepszego Amerykankom, organoleptycznie… :-)

    Wsiada kowboj na konika,
    Niech nam żyje Ameryka!

  22. foma mówi:

    Lecz ten konik – czysty arab!
    Popsuć święto się postara.

  23. basia mówi:

    @TesTeq (7:00): Do TPNu psów wprowadzać nie wolno. Można, jak widać na załączonym (i następnym) obrazku, hodować złe owczarki w okropnych, nieadekwatnych budach i bez przestrzeni do życia… :-(

    @zeen: Znacznie lepszy pomysł akustyczny, niż te, które ludziom (na ogół) przychodzą do głowy 4.7… ;-)
    A mi się ten dzień kojarzy z… oczywiście ;-) zdobyciem w 1995 pierwszego punktu wyższego, niż Gierlach (Simmingjoechl, 2764mnpm, w Tyrolu austriackim, otoczenie Gschnitztal… albo, jak kto woli, Stubaital :-D )

    @TesTeq (9:42): Organoleptycznie, powiada Pan…
    A one (te Amerykanki) muszą być born in the USA, czy też wystarczy umiłowanie ideałów, imponde… czegoś tam, Land of Free, itede?…
    I jak będzie wyglądać ta egzekucja praw i dóbr? Bo jeśli ta organoleptyczność sprowadzi się do łatwizny ‘zdrowie wasze w gardła nasze’… :-? :twisted: :-D

    @foma: No wie Pan – w taaaakim dniu straszyć arabami. Niechże jankesi pobalują spokojnie!… After all Tomorrow is another day!

  24. foma mówi:

    Taa, niech pobalują jak na Hawajach w grudniu 1941…

  25. TesTeq mówi:

    basia mówi: “Organoleptycznie, powiada Pan… A one (te Amerykanki) muszą być born in the USA, czy też wystarczy umiłowanie ideałów…”

    Tak naprawdę to z tymi Amerykankami trzeba bardzo uważać. Nawet patrzeć o sekundę za długo nie wolno, o czym przekonują się Polacy odbywający zaszczytną służbę okupacyjną we wspólnych bazach polsko-amerykańskich w Iraku i Afganistanie. :-(

  26. foma mówi:

    TesTeq, to zapewne efekt amerykańskiej etyki pracy. Polak zapatrzony w Amerykankę nie patrzy w kierunku patrolowanego obszaru…

  27. pak4 mówi:

    foma
    O tak. Amerykanka to wygodna rzecz i można o wszystkim zapomnieć. Dobrze, że jej w pracy nie mam.

  28. basia mówi:

    :-) :-) :-)

  29. zeen mówi:

    Góry…., chmury….,
    Nizinne bzdury….

    Tam, na górze -
    Dam radę bzdurze!

    Czymże jestem ja,
    Spowity chmurą…

    Chmurą, powiadasz pan,
    Nie angosturą?

    Czy widok ten Cię onieśmiela?
    Czy bliższy Bóg Ci niźli niedziela?

    W co zęby wbić, by poczuć moc tą,
    Jak w nocy śnić, by wyjść na prostą.

    Ja w tej przestrzeni nie czuję nic,
    Bo góra to jest dopiero widz!

    Ty myślisz pewnie, że widok ten
    Właśnie dla ciebie, Mój Boże, zeen…

    To ona patrzy, miliony lat,
    Byś wspiął się na nią i rzekł: ja chwat!

    Mam wzrok, więc patrzę, milczenie skał,
    Wytwarza nawet w mej duszy kał….

    Bo człowiek jest malutki dość,
    Potęgę gór ma jak na złość…
    ……………….

    Temi słowyma……
    I już mnie ni ma…

  30. basia mówi:

    ;-)

  31. foma mówi:

    zeena nima,
    w górach zima…

  32. basia mówi:

    To niby zeen taki gorący, że jak ‘jest’, to w górach od razu lato… albo przynajmniej halny?… Niemożebne rzeczy… niemożebne… ;-)

Dodaj komentarz