Około dekady różnicy wieku. Opowiadam w Londynie Osobnikowi (któremu tak czy siak trójka starszego rodzeństwa relacjonowała swe ‘dorosłe’ przygody na bieżąco a rodzice wyjaśniali rozsądnie, co trzeba), jak pojechałam po raz pierwszy za granicę. O epopei ‘wyrabiania’ paszportów, wiz docelowych i tranzytowych, książeczek walutowych; o oczekiwaniu, odwlekaniu, strategiach, taktykach, rozmowie z esbekiem…
I o konieczności oddania paszportu do dwóch tygodni po powrocie w zamian za zatrzymany w milicyjnym depozycie dowód osobisty… Albo – tymczasowy dowód osobisty.
- I co? Naprawdę oddawaliście – oczy dwudziestolatka robią się okrągłe ze zdumienia – ja bym nie oddał!…
Około dekady różnicy wieku. Opowiadam o dziesięć lat ‘postarzonemu’ Osobnikowi o atmosferze ‘karnawału Solidarności’: Gazecie Szumowskiej i jej czarnorynkowych cenach (To jak; były w końcu te wolne media czy nie?) O negocjacjach w stoczni i porozumieniach sierpniowych (bo mu się myli, kto, gdzie i jakim długopisem podpisywał to, a kto Okrągły Stół), o strajkach, całym tle, napięciu… – tak, jak pamięta rzecz wówczas-mała (acz ‘świadoma’) dziewczynka. I że nam ferie zimowe zabrali w 1982.
- Ach, i najważniejsze – zapomniałam ci powiedzieć! Przecież nic nie było w sklepach. A potem kartki. Woł-ciel z kością. I coraz więcej kartek… Wszystko na kartki. Albo na talony!…
- A czym się różniły kartki od talonów? - pyta niczym niewiniątko trzydziestolatek.
Doprawdy szkoda, że zazwyczaj-ruchliwa droga międzynarodowa jest tej sobotniej nocy aż tak pusta…
30 czerwiec 2008 @ 7:30 przed południem
Dla mnie wielką frajdą był transporter opancerzony na skrzyżowaniu. No, ale byłem chłopcem… (Swoją drogą to też byłoby trudno wytłumaczyć dzisiejszej młodzieży. Zapewne.)
30 czerwiec 2008 @ 7:48 przed południem
Właśnie opowiadałam bohaterowi wspisu o transporterze i koksownikach na Rondzie Mogilskim, poprzedzonych widokiem (spotkaniem, minięciem) dziesięciu (!) patroli (milicja, zomo, wojsko) po drodze z Dworca Wschodniego (obecnie okolice wejścia do RDA) na toż Rondo ulicą Topolową*. Ciemną ulicą Topolową… To były moje pierwsze wrażenia ze staniu wojennego (inne, niż audycje BBC) po znalezieniu się w krk po ‘feriach’ - czyli w styczniu ‘82.
___
*A szłam do Ronda (obładowana książkami i wiktuałami - braki żywnościowe w mieście) bo mój autobus z Dw. Wsch. też chyba ‘zmilitaryzowano’…
30 czerwiec 2008 @ 8:16 przed południem
Ja pamiętam z późniejszych lat, nieco, jak wracaliśmy z odwiedzin u siostry babci mieszakającej ‘na Zaolziu’. (Swoją drogą kiedyś granica utrudniała kontakty, a potem zdrowie…
I siostra babci z mężem mieli parę jabłoni. Odruchowo zapakowali nam jabłka do toreb. A na granicy celiczka (Czeszka) nas chciała zatrzymać za przemyt niedozwolonych ilości żywności… Bo chyba dwa, czy trzy kilo jabłek mieliśmy…
30 czerwiec 2008 @ 8:16 przed południem
Oczywiście nie miał być wink, a kombinacja nawiasu i kropki.
30 czerwiec 2008 @ 8:18 przed południem
Niesamowite!
Oj, o czeskich celnikach w Cieszynie to ja też mogłabym napisać… epopeję, jeśliby było zapotrzebowanie społeczne. Albo - jeden wyrazisty obrazek…
30 czerwiec 2008 @ 8:21 przed południem
O ten łotr - to już nawet nawias z kropką ‘winkuje’?!…
A może on w ten sposób sabotuje uwagi nawiasowe i bardziej skomplikowane struktury zdaniowe?
30 czerwiec 2008 @ 8:38 przed południem
Ale takich rozmów to chyba z basią na granicy nikt nie prowadził, prawda?
http://www.youtube.com/watch?v=jpqhWf1xs4M&feature=related
30 czerwiec 2008 @ 8:45 przed południem
Ha, takim TAMem jechałam, książki Kukiela w nim przemycałam (ciekawe, co by zrobili nieletniej?… ale dobrze przemyciłam
).
A cytat o wadze obywatela sparafrazowałam tu - w ostatnim akapicie
30 czerwiec 2008 @ 10:09 przed południem
Ooo.. Ja też - podobnie jak PAK - 13go na czołg w oknie czekałem, tylko mama “czegoś smutna była”… Ale swoją drogą to dziwne, że trzydziestolatek nie pamięta… choć może jednak nie… Ja miałem 7 lat w 81, a ktoś 2,5 lat młodszy tylko 4 z hakiem, więc może nie pamiętać…
30 czerwiec 2008 @ 10:29 przed południem
Poczucie bezradności wobec niewiedzy młodych ludzi ma i jasną stronę. W końcu OTAKE Polske walczylim, by te czasy odeszły w niepamięć, nie? Zagęszczonej faktury wydarzeń nie sposób zmieścić w wykładzie na autostradzie… Bajkę o żelaznym wilku lepiej wtedy opowiedzieć, równy skutek odniesie.
Moja córa (17,5 lat - późnom się do roboty wziął) pytała czasem o ten czas. Sam się nie wyrywałem. A zaczęła pytać przy okazji oglądania Bareji, którego komedie bardzo się jej podobają. Cieszy mnie jej absurdalne poczucie humoru.
30 czerwiec 2008 @ 10:39 przed południem
Zaraz, coś mi z upału zwoje siadają… ja w 1981 nie mogłem mieć siedmiu lat… pięć miałem
30 czerwiec 2008 @ 11:09 przed południem
@Komerski: Wyrazistość tej pamięci zależy też trochę od środowiska. Twoim była, jak rozumiem Warszawa. Jego - nasza ‘Arkadia’, dokąd echa prawdziwego ‘dziania się’ dochodziły głównie poprzez radio (Róża Nowotarska i Głos Ameryki, BBC, RFI, WE…
Bo już procedury deponowania solidarnosciowej kasy Tato-skarbnik ukrywał nawet przede mną - najstarszą, bystrą, odpowiedzialną
, etc. Oczywiście, w miarę upływu miesięcy, Młody rósł a w Domu mówiło się coraz więcej i otwarciej. Kuzyni w Krakowie, gdzie mieszkałam (młodszy dokładnie w Twoim wieku) widzieli i rozumieli więcej (choć ich też nie wtajemniczano w wiele spraw) - choćby poprzez kręgi towarzyskie, opozycyjne, itd., z rozmów w szkole, przedszkolu, obserwacji ‘ulicy’. Więc i pamięć będzie odrobinę mocniejsza.
@ zeen: Ale czy nie masz wrażenia, zeenie, że się z tych ‘Barejek’ i okolic jakiś skansen robi… theme park?… Pewnie się nie da inaczej… i prawdopodobnie każde pokolenie musiało patrzyć, jak się historia na własnej skórze przeżyta przekształca w grzeczną recytację do szkoły ad usum Delphini… Albo kabaret. W każdym razie - coś zestalonego… lub - co jeszcze gorsze - w coraz to inną wersję na potrzeby takiej czy innej polityki historycznej…
Zgadzam się: OTAKE Polske walczylim… chociaż*…
___
*Gdyby tak jednego czy drugiego łobuza znów na paryski bruk posłać…
30 czerwiec 2008 @ 12:00 pm
TesTeq prekursorsko pisał o wersji 2.o
A czy nie można pójść dalej i liberalnie udostępnić kilka wersji historii na użytek Delfinów toruńskich, łagiewnickich, częstochowskich, gdańskich, żoliborskich i warszawskich?
Ideał wolności wyboru
30 czerwiec 2008 @ 12:07 pm
Jestem za
-tytułem Nadwornego Prekursora dla TesTeqa*
-delfinariami (za a nawet przeciw)
-wolnością wyboru, ale tylko wśród zatwierdzonych wersji i opcji
___
*Maestro oczywiście zostaje - tytuły są dożywotnie
30 czerwiec 2008 @ 3:22 pm
Bohater wpisu by nie oddoł? To mi przybocuje, jak kiesik cłek z rodziny mojego bacy godoł z pewnym Anglikiem o tym, jaki był los Polaków w casak hitlerowskiej okupacji. A na te opowieści Anglik pokiwoł głowom z politowaniem i spytoł: Skoro ci Miemcy tak wos gnębili, to nie mogliście pozwać ik do sądu?
Ale Zeenecek mo racje: w końcu przecie o to sie walcyło, coby dzisiejsi 30-latkowie mogli być tacy uroczo naiwni
1 lipiec 2008 @ 8:21 przed południem
Tak Bogiem a prawdą to on miał 20 lat gdy się odgrażał o tym nie-oddawaniu. I w tym samym czasie twierdził, że nam (starszym) zazdrości tych idealistycznych czasów, porywów, środowisk, w jakich przebiegały nasze nauk-pobierania…
A co do różnych ‘ślicznych’ reakcji Anglików - pewna ledwie-że-pełnoletnia Polka (z rodziny o wyraziście ‘patriotycznej’ formacji, choć nowocześnie - patriotycznej) doznała 2 lata temu przykrości-szoku w okolicach Oksfordu, gdy - podczas spotkania towarzyskiego w rodzinie, w której pracowała - pewna starsza pani powiedziała jej, iż, skoro (MyPolacy) mieliśmy te wszystkie rozbiory, okupacje, powstania warszawskie - to pewnie rozrabialiśmy - zatem zarobiliśmy na nie…