Gdy człowiek idzie sam w cieniu gorącego lata górskim lasem, z żywicą pachnącą tak intensywnie, jakby za chwilę miała kapnąć ci na nos, z wyschniętymi szyszkami, odskakującymi spod traperek, z powiewami zmelanżowanymi w coś, co nagłym ukłuciem przypomni ci dziecięcą tęsknotę do wakacji, swobody, lenistwa i przygody – można się ewentualnie oddać-poddać tym duszoszczipatielnym nostalgiom… albo i łezkę uronić nad nietrwałymi miłościami rzeczy świata tego…
Ale gdy idziesz w męczący i gorący Beskid Wyspowy z cudzoziemcem – wszystko z miejsca nabiera premierowych barw. Bo przecież żadne muchy nie bzyczą tak pięknie, jak polskie! (Beznadziejnie przepada w tłumaczeniu, ale do uratowania w parafrazach). Żadna poziomka nie smakuje tak dobrze, jak ta garść czerwonych, słodkich owocków, podana człowiekowi, który, mimo dobrego kontaktu z przyrodą, widzi je ‘na dziko’ po raz pierwszy (też nie spotkałam wcześniej tak dużych wild strawberry fields… to be honest). Dobrze, że to nie maliny, bo znów byłby problem z ‘W malinowym chruśniaku…’ Ach ten przymus uprzystępniania i przekładania z kultury na kulturę… zżyma się w końcu na siebie (w cichości, rzecz jasna) samozwańcza ambasadorka… bo roje słynnych ‘Wyspowych much’, kilkakrotne zgubienie szlaku, długość wędrówki i kilka odsłoniętych podejść w (akurat) ostrym słońcu, dają się i jej we znaki.
Ale w sumie ambasadorowanie jest samą przyjemnością: gość zażyczył sobie ‘wyrypy’ i ją dostał (równowartość 46km w spiekocie, przy starcie dopiero o 10:00, to wyczyn nawet dla dbających o kondycję), oraz dużo słońca (całe szczęście, że dostał mniej, niż mógłby… okazjonalne obłoki plus porządny filtr uchroniły jego nordycką karnację od nieciekawego wyglądu). Długi dzień pozwolił jednak na półtorej godziny południowej odsapki (w półcieniu) i trzy kwadranse borówko-zajadania o zachodzie słońca. Oraz – jak się rzekło – na nieustanne podjadanie poziomek. To, plus gwizd lokomotywy w dolinie po lewej (szczególnie słyszalny, na przemian z tartakami, w drodze na Ćwilin), niezliczone sielskie polany z pocztówkowymi obłoczkami i jeszcze bardziej pocztówkowe panoramy zalesionych gór, rozległy widok Gorców i Tatr z Ćwilina i Mogielicy, wprawiało G w eksklamacje: ‘Oh, Barbara, what a treasure, believe me – great potential!… You are really blessed in this country to have it preserved unspoilt’. Jak zawsze, pośród elementów krajobrazu ‘przetworzonego’ największe zaciekawienie budziły przejawy mieszania się i zazębiania starego z nowym, rozrzutności (domy-fortece, czasem nie wykończone obok zaniedbanych, odstraszających ruder).
I wreszcie zejście (nie do końca tam, gdzie planowano), żaby kumkające o zachodzie słońca, dziewczyna zbierająca z córeczką poziomki po miedzach (na niedzielne ‘ptasie mleczko’), oczekiwanie na coś, co nas podwiezie z przystanku Lubomierz GS do samochodu pozostawionego w Mszanie Dolnej (aż dwa pojazdy i pięć kwadransów zabrał ten proceder), oraz dobra droga i przemykające po niej weekendowo-urlopowe suvy, burzące stereotypowe wyobrażenia, jakie miał mój gość o polskim countryside i szosach tamże.
‘Oh, Barbara, beautiful country, the scenery… and the people!…’ (ostatnie chyba o kierowcach, którzy nas podrzucali do M.D., milszych o stopieniek-dwa, gdy tylko usłyszeli cudzoziemca)… ‘you are really blessed…’
Well sir – I guess, I do know that much!
23 czerwiec 2008 o 6:55 am
A tymczasem:
Britain battered by summer gales (‘Rare summer gales have battered parts of the UK, with storm force winds at sea and gusts reaching more than 60mph on land.’
Co oczywiście przytaczam tylko i wyłącznie ze względu na powoływanie się w tekście BBC na meteorologiczne opinie ambasadorsko wyglądającego imienia ich pracownika, Tomasza Schafernakera i ‘pogodynkowy’ filmik z nim…
– a nie, żeby wypunktować, iż manchesterski Londyńczyk ma – póki co – lepiej w Małopolsce…
23 czerwiec 2008 o 7:39 am
Gratuluję wycieczki!
Twierdzili, że nic podobnego tak blisko domu nie mają… (Pocieszyliśmy ich, że przynajmniej blisko nad Kanał, co my znowu nie bardzo…)
O! Ja pamiętam jak Francuzów wzięliśmy kiedyś na Szyndzielnię. Kolejką. Ale tak się złożyło, że w listopadzie mieliśmy atak zimy. Jak im się wtedy Polska podobała
23 czerwiec 2008 o 7:53 am
Dziękuję. Było naprawdę pięknie!
Właśnie: morze (i dzięki temu mniej duszne lato), brak zim – to też coś.
A propos rekordowych listopadowych opadów śniegu: takie zjawisko zanotowało Monachium w 1999, w tydzień po moim tam się zjawieniu (największy listopadowy śnieg od 1937). A dla mnie był to pierwszy śnieg od prawie czterech lat. Ach, ta roziskrzona światłość wielka, która człowieka zewsząd oświeciła!
…
23 czerwiec 2008 o 8:09 am
A ten Nordyk to ambasador jakiś był? Bo tytuł brzmi “Ambasadorowie”, a było tylko o Szanownej Ambasadorce.
23 czerwiec 2008 o 8:47 am
A jak u licha włazi się na te zdjęcia?
Na razie tylko na słowo wierzę, że nasz “PZPR” też ma b czego zazdrościć
23 czerwiec 2008 o 8:54 am
Ojej, nie chce przez kliknięcie? Ani poprzez albumy zdjęciowe? (dodałam “Beskid Wyspowy”). Można jeszcze przekopiować link w oddzielne okienko IE albo Firefoxa.
)
Miałam taki problem przez chwilę wczoraj, gdy wgrałam album i dałam do niego ten link ‘boczny’.
Na Picasę chwilowo nie mogę wrzucać, bo oba albumy są wiecej, niż pełne; kolejne wykasowanie zburzyłoby kompozycję albumów – więc muszę na jakimś, nieskalanym dotąd rejestracją picasy, kompie założyć ze dwa nowe konta…
23 czerwiec 2008 o 8:56 am
W Safari działa, ale w Operze nie. Widocznie okolica zbyt dzika
23 czerwiec 2008 o 8:57 am
Tak czy owak wgram to wszystko także na Picasę… gdy tylko ją założę (ktoś mi założy). Przepraszam za kłopot
23 czerwiec 2008 o 9:12 am
Zdumiewające: znów nie chciały te fotki wejść bezpośrednio z mojego IE (6)… ale weszły poprzez kliknięcie w małe okienko ‘podglądowe’ (w którym też widać miniaturki bez klikania)…
23 czerwiec 2008 o 8:21 am
Było o ambasadorach: górach, poziomkach, borówkach, muchach i żabach… trochę też o ludziach (nie wyłącznie – o jednym ludziu, choć samochwalstwo jest jego pewną wadą – z którą czasem walczy a czasem jej z w(y)dziękiem ulega
)
A ‘Ambasadorowie’ Holbeina – oczywiście do obejrzenia* w National Gallery, Trafalgar Sq (Sainsbury Wing, sala pięćdziesiąt-ileś
)
___
*zjechać w dół do piątego obrazka… ale poprzednie to wszystko moi absolutni faworyci. O moim ‘romansie’ z kartonem Da Vinci zamierzam (od wielu miesięcy) coś napisać. Ale pretekst blokuje… swą doskonałością…
23 czerwiec 2008 o 9:23 am
A mogę jakoś pomóc? Tu niedaleko jest laptop bez Picassy. Nowy. Można z niego coś uruchomić, ale jak to będzie? Niby zdjęcia na blogspocie wykorzystują mechanizm Picassy, ale z nią samą nie mam doświadczenia…
23 czerwiec 2008 o 9:38 am
Założyłem na Picassie użytkownika acappellanova
Jakoś może podejślę hasło.
23 czerwiec 2008 o 9:38 am
Mogę napisać maila do Ciebie, PAKu?…
Jeśliby tak – panel adm. wykazuje dwa Twe adresy, jeden z imieniem, drugi z nazwiskiem… Który?
To jest b. proste, choć troszkę dłuższe, niż Mediafire (do którego próbowałam, ale mi się nie podoba (albo nie miałam cierpliwości popróbować, gdzie są te opcje, które ponoć są).
Ale ostrzegam, że w niektórych procedurach (ponoć nie we wszystkich) system ściąga (b. szybko) programik (aktualnie Picasa2) do wgrywania. Właśnie ten programik jest później ‘odkrywany’ przez system w komputerze i kolejne konto nie chce być zarejestrowane (bo firmie też zależy, by sobie powiększać pojemność odpłatnie)…
Na pewno można go usunąć (pytanie, czy bez śladu), ale ja jestem userem-dyletantem…
23 czerwiec 2008 o 9:39 am
Ojej, allllle szybkość…!
Dziękuję! To może na maila onetowego albo najlepiej na gmail
Serdeczne dzięki!!!
23 czerwiec 2008 o 10:01 am
Pokazuje mi, że w tym albumie nie ma jeszcze żadnych zdjęć, a ilość albumów wynosi zero
23 czerwiec 2008 o 10:14 am
Pani Kierowniczko, w moim IE działa myk pt.: pozwolić okienku podglądowemu się ‘ustabilizować’* a potem kliknąć na nie (środek).
Ale za jakiś czas będzie picasa założona ekspresowo przez PAKa
Teraz wgrywa się 34-te zdjęcie (na 58) – trochę wolniej, niż zwykle, bo jest przedburzowo i duszno… mój internet radiowy w ogóle nie powinien chodzić w takich warunkach… a ja jeszcze pracuję ‘równolegle’ do tej picasy
Picasa baaardzo nova
__
*wszyscy Panowie Informatycy, proszę się nie śmiać (zbyt głośno) na to moje słowotwórstwo w obrębie branży Panów…
23 czerwiec 2008 o 11:26 am
No no, to chyba i ja będę prosić PAK-a o pomoc
“UWAGA, DOBRY PIEs, GRYZIE” :LOL:
23 czerwiec 2008 o 11:26 am
(zapomniałam wyłączyć capslocka
)
23 czerwiec 2008 o 11:30 am
…w końcu PAK po coś jest informatykiem, prawda?…
Pytanie tylko, ile ma nieskażonych Picasą laptopów
23 czerwiec 2008 o 12:29 pm
Hm… będę musiał sprawdzić, czy aby domowy się tu nie kwalifikuje
23 czerwiec 2008 o 2:13 pm
23 czerwiec 2008 o 2:14 pm
A czy Picassa związuje się z konkretnym komputerem, czy użytkownikiem? Gdyby z użytkownikiem, to wystarczyłoby tworzyć kolejne konta użytkownika na jednym komputerze.
23 czerwiec 2008 o 3:23 pm
Z tego, co widzę (i co bez mojej sugestii wyczaił pewien młody informatyk w Londynie) – procedura (zakładania nowego konta zdjęciowego) reaguje ‘na widok’ zainstalowanego wcześniej (automatycznie, choć MT7 twierdzi, że da się to obejść) programiku ułatwiającego wrzucanie fotek. Można oczywiście spróbować deinstalacji tego drobiazgu (i to mieliśmy zrobić w L, ale ‘w to miejsce’ pojechaliśmy do Greenwich
), lecz nie wiadomo, jak głęboko ten ’szpieg’ sięga (w sensie śladów, jakie zostają na twardym dysku)… Więc przecietnemu użytkownikowi łatwiej jest założyć z innego komputera (w moim przypadku, co do drugiego konta, zakładanego w L z innego AP, Picasa połapała się po czasie… i nawet zaczęła ‘fikać’, ale niegroźnie)
Konta użytkownika… skrzynka gmail przydzielana jest automatycznie po rejestracji Picasy. Czy w drugą stronę zadziała (najpierw zakładam gmail potem – dawać mi analogicznie nazwaną przestrzeń na zdjęcia!
… To jest bardzo dobre pytanie. I gdy znajdę czas – odpowiem na nie
P.S. Odpowiadam: zarejestrowałam nowego gmaila i próbowałam wrzucić tym logowaniem zdjęcia. Dostałam odpowiedź ‘To konto nie pozwala na korzystanie z albumów zdjęć Picasa’.
23 czerwiec 2008 o 6:46 pm
Można jeszcze zapytać, czy powiązanie mamy z komputerem, czy z rejestrami. Jeśli z rejestrami, to nie powinno być problemów (to znaczy da się obejść, choć trzeba pogrzebać). Jeśli z komputerem… hm…
23 czerwiec 2008 o 7:09 pm
Zaczynam mieć poważne wyrzuty sumienia. Bo tak: Picasa ofiaruje darmowo taki przyjemny hosting (o ograniczonej pojemności) a ci ‘niektórzy’, nie dość, że zapychają serwery…a może spowalniają (‘ech, wy blogerzy!…’ – kpi sobie ze mnie Braciszek_od_IT), to jeszcze by chcieli absolutnie wszystko za darmo…
23 czerwiec 2008 o 7:27 pm
Eee tam! Dzięki temu Picassa jest znana i ludzie chętniej inwestują w akcje jej właściciela
Wrzucając własne zdjęcia za darmo (sic!) na ich serwer, ściągasz do nich inwestorów. I to oni robią na tym pieniądze!
23 czerwiec 2008 o 7:31 pm
Nie wiem z czym były problemy. Firefox otwiera wszystkie fotki bezproblemowo. Pogoda i okolice zaiste pierwsza klasa…
Jeszcze tylko małe 7 tygodni i jadę w Tatry
23 czerwiec 2008 o 7:36 pm
No dobrze, to niech mi kto mądry powie, na czym oni zarabiają… gmail za darmo, picasa za darmo, google (search engine) za darmo, cudaki reklamowe nie skaczą ani w części tak intensywnie, jak gdzie indziej… No naprawdę, nie chciałabym puścić z torbami tych dwóch sympatycznych chłopaków… przynajmniej ich (nawet jeśli już sprzedali to, czego się zarzekali, że nie sprzedadzą
…Na przełomie tysiącleci strasznie się fascynowałam nimi (znaczy, ich entreprenership’em)
23 czerwiec 2008 o 7:39 pm
Problemy, Quake’u miły to były z tym , że fotki na Onetowskie fotkowisko wrzucone pojawiały się i znikały… w IE, Firefoxie i jeszcze czymś… chyba Operze
Ale Ci zazdroszczę tych Tatr!… A na długo?…
23 czerwiec 2008 o 9:11 pm
No niestety nie na długo – tylko na tydzień. Ale za to w słowackie i w doborowym towarzystwie
23 czerwiec 2008 o 9:31 pm
Oj, to jeszcze bardziej zazdroszczę… mam porachunki ze słowackimi Tatrami Wysokimi… niewyrównane od 2003 (a tak naprawdę – to aż od 1992
).
…A towarzystwo to w górach podstawa…
23 czerwiec 2008 o 9:40 pm
A zdjęcia od Kierownictwa już dotarły?
23 czerwiec 2008 o 9:49 pm
O, tak, przed momentem (znaczy – raczej kwadransem) otwarłam i obejrzałam… Zazdrość jeszcze większa ogarnia… Ale taka pozytywna zazdrość – bo pięknie Państwo wyglądają: zżyci a jednocześnie odświętni
23 czerwiec 2008 o 9:55 pm
No bo też było to poniekąd święto
Myślę, że te fotki mogą być niezłym instrumentem dopingującym Nieobecnych do kolejnego zlotu w szerszym gronie
23 czerwiec 2008 o 10:09 pm
…w moim przypadku doping nie był konieczny… ale się nie udało
Trudno, następnym razem
(Ta mordka to trochę na kredyt… trzeba wierzyć, ze się uda…).
23 czerwiec 2008 o 10:27 pm
No to wierzmy
23 czerwiec 2008 o 10:37 pm
23 czerwiec 2008 o 10:59 pm
23 czerwiec 2008 o 11:10 pm
…A Blogowicze ćwiczą lapidarność stylu…
23 czerwiec 2008 o 11:17 pm
A basia jeszcze nie śpi?
23 czerwiec 2008 o 11:31 pm
Użyłem niewłaściwego skrótu myślowego: “nie śpi = jest online”
23 czerwiec 2008 o 11:37 pm
23 czerwiec 2008 o 11:40 pm
Ten neutral na końcu wygląda zastanawiająco…
23 czerwiec 2008 o 11:41 pm
Ma dawać do myślenia… neutralnie rzecz jasna…
23 czerwiec 2008 o 11:47 pm
Zaprawdę, spełnia on swą rolę wyśmienicie…
23 czerwiec 2008 o 11:50 pm
A teraz to już naprawdę dobranoc…
24 czerwiec 2008 o 12:04 am
dobranoc
23 czerwiec 2008 o 11:21 pm
Co za pytanie? Paaanie Radco. Precyzyjniesze byłoby: ‘a czemu basia o takiej porze online?’