If you really want to understand what this race is about, look at the two candidates’ fathers – tytułuje swój tekst z 6.06 Johann Hari.
I dalej:
The Hillary-dam has finally burst, so now oceans of newsprint are being spilled over the long-delayed Republican vs. Democrat showdown. But as we simplistically blather about the candidates’ race and age – it’s hip vs hip operation, folks – we seem to be ignoring the best guide we have to John McCain and Barack Obama’s hearts.
Both men have written strange, searching books about their fathers. It is in their pages that we can find the clearest clues to their potential presidencies. At first glance, these slabs of non-fiction – Dreams From My Father by Obama, and Faith of My Fathers by McCain – are strikingly similar. They both tell the autobiographical story of an insecure young man who flails around for an identity, and finds it by chasing the ghost of his absent father to a dangerous place far beyond the United States. Yet Obama ended up writing a complex story of colonised people – while McCain wrote a simple celebration of the coloniser.
Troszkę dużo w ostatnich dniach ‘brutalnych’ cytatów angielskich, ale tak się jakoś porobiło, że konieczny będzie także dziś.
I nad Wisłą i nad Tamizą trwały bowiem ostatnio gorące debaty nad przekazywaniem życia… i narzędzi do przeżycia. Tam pretekstem były nowe próby rządu zaradzenia sytuacji, w której 7% maleńkich obywateli Anglii i Walii rejestrowanych jest bez podania tożsamości ojca. Długo by pisać – dlaczego. I można się też zadumać nad niektórymi bardzo ostrymi opiniami, choćby w dyskusji pod tekstem często tu ostatnio cytowanej Debbie Orr. Inne: Don’t buy into the fiction of the ’single-parent family’; Fertility laws drop need to consider role of father.
Podczas niedawnej ‘dyskusji narodowej’ nt. losów lubelskiej czternastolatki miałam jedną refleksję: w UK prawo wciąż dopuszcza aborcję do 22 tygodnia ciąży (choć np. latem 2004 była tam długa, poważna i poparta rzeczowymi argumentami dyskusja na temat skrócenia tego limitu: wraz z rozwojem medycyny coraz młodsze płody są w stanie przeżyć ‘samodzielnie’… a skoro tak…)
Ale mimo tego UK ma najwyższy w Europie zachodniej (i raczej – w całej Europie, ale im niezręcznie to przyznać) wskaźnik ciąż wśród nastolatek. Bo dostępność aborcji ma tu niewiele do rzeczy.
A drobna i smutna schadenfreude (niewyrażona, choć prawdopodobnie należało to zrobić; bodaj po to, by osoby dzielące (często spoza granic kraju) zbyt łatwo świat na świetlany Zachód i obskurancką Polskę, miały świadomość, że tu się też czyta, porównuje, myśli) – dotyczyła jaskrawego przypadku z 1997: jedenastolatka brytyjska ustanawia nowy rekord najmłodszej mamy i tłumaczy, jak do tego doszło: ‘eksperymentowałam (w wieku dziesięciu lat, BM) z moim jedenastoletnim kolegą’. Urodziła, choć żadna organizacja Pro Life jej nie nękała. Prawdopodobnie dostała cały socjal, jaki jej przysługiwał. Czy podała podczas rejestracji dziecka nazwisko kolegi, z którym była ‘eksperymentowała’ – o tym annały milczą.
19 czerwiec 2008 o 6:41 am
P.S. Tak, jak Dzień Matki – i Dzień Ojca jest w UK nieco wcześniej, niż w Polsce. Czyli już był – w ubiegły weekend. Ważne, bo wokół takich komercyjnych okazji ogniskują się często różne inne wydarzenia: ujawnienia rządowych dokumentów i planów… dyskusje medialne przez nie sprowokowane…
19 czerwiec 2008 o 7:41 am
Ojcowie, ojcami. Ja żądam wyjaśnienia, gdzie służyli dziadkowie obydwóch kandydatów. Sprawdzenie powinno obejmować zarówno dziadków ze strony matek, jak i ojców oraz ich rodzeństwo. Jak niedawno doniosła prasa:
– Miałem wujka (brata babci – red.), który z pierwszym oddziałem amerykańskiej armii wkroczył na teren obozu zagłady Auschwitz – opowiadał Barack Obama zdumionym amerykańskim weteranom z Nowego Meksyku. – Po powrocie zamknął się na strychu i przez pół roku nie wychodził z domu – dodał podczas dyskusji na temat urazów psychicznych, jakich doznają żołnierze na froncie.
Wypowiedź ta wywołała w Stanach Zjednoczonych burzę. Auschwitz został bowiem wyzwolony 27 stycznia 1945 roku przez żołnierzy 60. Armii I Frontu Ukraińskiego dowodzonych przez sowieckiego generała Fiodora Krasawina. – Wygląda na to, że wuj Obamy służył w Armii Czerwonej – powiedział rzecznik Partii Republikańskiej Alex Conant i zażądał wyjaśnień.
19 czerwiec 2008 o 7:48 am
Taaak, lapsusy Obamy…
‘Ojcowie, ojcami. Ja żądam wyjaśnienia, gdzie służyli dziadkowie obydwóch kandydatów’ – niepodważalny wkład Polski w demokratyczne mechanizmy selekcyjne?… Ech, tu i ówdzie też się wyciąga to i owo (by pozostać jeszcze przez chwilę w klimatach schadenfreude)…
19 czerwiec 2008 o 9:31 am
No jak to gdzie służyli? W Wehrmachcie!
19 czerwiec 2008 o 9:37 am
Myśli Pani Kierowniczka?
– To mają przechlapane. No, chyba, że potem rzeczywiście wyzwolili to Auschwitz…
19 czerwiec 2008 o 1:09 pm
Moi ostomili. Z ojcami, dziadkami i jesce dalsymi przodkami wskazano jest najwiękso ostrozność. Roz syn mojego bacy postanowił swoik dziadów i pradziadów posukać. Sukoł, sukoł, jaz doseł do tego, ze jeden z jego przodków podcas powstania listopadowego… walcył po stronie Ruskik! Wte syn mojego bacy stwierdził, ze z tym sukaniem przodków to jednak głupi pomysł i dalsyk posukiwań zaniechoł
19 czerwiec 2008 o 1:27 pm
No to, Owczarku, Syn Twojego Bacy ma faktycznie problem
…Ale nie większy (nie bardziej absurdalny), niż moja Mama (wcześniej Babcia) – czyli ja. Otóż jest sześć oczek w górę (licząc od mojego poziomu) w naszym drzewie genealogicznym rosyjski powstaniec styczniowy (dołączył do ‘naszych’
), który przemieścił się dyskretnie do Galicji a następnie ożenił z piękną (i zasobną) wdową. I ilekroć panowie chcieli wypunktować zdecydowane temperamenty swych połówek (które na ogół doceniali) – przypominali ‘bolszewickie’ korzenie. Przekomarzanki, ale – za komuny – też kamień obrazy… (gdyby na przykład ktoś postronny nie czaił, o co chodzi)
19 czerwiec 2008 o 3:12 pm
No to bardzo uprzejmie informuję, że Gospodyni uzupełniła poprzedni wpis o pewne sprawozdanie, które tyczyło niektórych znanych i tu osób….
19 czerwiec 2008 o 3:34 pm
No to ja bardzo uprzejmie informuję, że zeen popełnił nieścisłość (co się mu niezwykle rzadko zdarza, zatem rzecz godna upamiętnienia
): gospodyni pod poprzednim wpisem dodała komentarz(e), gdzie znalazło się sprawozdanie autorstwa rzeczonego zeena, które tyczyło niektórych znanych i tu osób (oryginalnie pomieszczone w blogu fomy a szczodrobliwie udostępnione przytomnym i potomnym (albo tylko tym ostatnim, już nie pomnę
) przez Autora
19 czerwiec 2008 o 6:14 pm
Całe szczęście, że zeenowa nieścisłość została zrekompensowana basiną ścisłością
19 czerwiec 2008 o 6:34 pm
…przechodziłem, zobaczyłem, doceniłem…
Quake
19 czerwiec 2008 o 6:44 pm
“Skargą, krzykiem i płaczem rozbrzmiewa cały świat
A Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu!”
http://tiny.pl/kjp1
19 czerwiec 2008 o 7:02 pm
Ta piosenka Kaczmarskiego była mi jakimś cudem przypisana na harcerskich posiadach-maratonach, gdy zabawialiśmy się w dedykowanie sobie nawzajem różnych piosenek i pieśni* (prawie zawsze było oczywiste, że Lekcja historii jest/ma być (zarezerwowana) dla Basi
___
*’To ode mnie piosenka a dla osoby Z’ – gitarzyści (czy cały zespół) i krąg uczestników podejmują, osoba Z dedykuje piosenkę b osobie Y… Mogliśmy tak i 3-4 godziny na wyjazdach jesiennych czy zimowych, gdy wieczory długie. Kiedyś nawet w samego Sylwestra (w Łopusznej) taki maraton się zdarzył – przed wyjściem na północną watrę (mrrróz!) – dopiero po której zaczęły się tańce…
Gallia est omnis divisa in partes tres… aż sobie zaraz posłucham…
Ave Caesar, morituri te salutant!
19 czerwiec 2008 o 7:03 pm
…taki maleńki był Twój link (linczek!!!), że aż nie zauważyłam i wrzuciłam własny!
To się dopiero nazywa lapidarność stylu!
19 czerwiec 2008 o 7:25 pm
No proszę, na blogu zapanowała prawdziwie harcerska atmosfera
p.s. oby się tylko nie okazało, że ideałem lapidarności są komentarze całkiem niewidzialne
19 czerwiec 2008 o 7:28 pm
– albo niewidzialne renki (tfu – linki!
19 czerwiec 2008 o 9:16 pm
Wszyscy przy ognisku dedykowali sobie piosenki, a gitarzysta musiał grać. Tak, jak ten Basista u Młynarskiego, co to kochał się w Pannie Krysi.
19 czerwiec 2008 o 9:21 pm
basia mówi: “No to ja bardzo uprzejmie informuję, że zeen popełnił nieścisłość”
Cieszę się, że i Szanowna Gospodyni dostrzegła tę nieścisłość, polegającą na pominięciu w rzeczonym dziele niektórych bywalców tego miejsca.
19 czerwiec 2008 o 9:37 pm
Ach Maestro, przykra sprawa… ale mówi się trudno i pisze się dalej. Dla mnie w każdym razie jest Pan – ex aequo z Owczarkiem – najdłuższym, największym i najtrwalszym zauroczeniem wirtualnym… i pewnie tak już pozostanie, zgodnie z moimi konserwatywno-lojalnościowymi inklinacjami. Czy mam jeszcze dodać (prawie za basistą od Młynarskiego) – ‘uwielbiam Pana’ by Pana-zeenowe pominięcie zostało całkowicie wynagrodzone?…
P.S. Gitarzyści też śpiewali i dedykowali. I im dedykowano… wiem coś o tym…
19 czerwiec 2008 o 9:45 pm
Wtem Maestro wpada zadyszany wielce
W sprawozdaniu nieścisłości wytknąć mi
Wszak on ważny jest szalenie
A tu zeen Go nie docenił
Ciao, bambino, czas twój minął, tam są drzwi!
19 czerwiec 2008 o 9:52 pm
Ja przy drzwiach już stoję wielce zatrwożony
W oczach strach, czerwona twarz i drżenie rąk
Jak ja mogłem Go pominąć
Taki numer Mu wywinąć
W życiu nie przeżyłem jeszcze takich mąk….
19 czerwiec 2008 o 9:58 pm
Wszak Maestro to podpora tego bloga
Jego gwiazda i ogólnie mocny strop
Gdy ktoś wyżej mu podskoczy
Zgrabnym wierszem między oczy
Celnie trafi i już załatwiony chłop…
19 czerwiec 2008 o 10:08 pm
A na przyszłość miej się na baczności zeenie
Gdy ci do łba przyjdzie pisać jaki wiersz
Byś zostawił puste miejsce
By dopisał się kto zechce
Nikt ci wtedy nie zarzuci żadnych sknerstw…
19 czerwiec 2008 o 10:10 pm
No chyba teraz chłop czuje się doceniony
20 czerwiec 2008 o 5:21 am
Aleszszsz… Ragazzo…to jest – Mistrzu_Z… Taaaakie utwory na zawołanie (slightest provocation)!
:plus otwarta w zadziwieniu-podziwieniu kufa:
A mi się też kojarzy(łoby) Czwarta/piąta nad ranem, może sen przyjdzie… itd. Ale lepiej, niech dziś nie przyjdzie, bo za chwilę wyskakiwam w pagórki…
Podstawy zauroczenia Owczarkowego i TesTeqowego trzeba będzie kiedyś wyeksplikować… może nawet we wpisie… 5 sierpnia? (Tak się rodzą pomysły
) Ale nikt mi nie zarzuci, że nie zachęcałam Innych do wystartowania w tej kategorii (=założenia blogu i prowadzenia go w tak wirtuozowskim stylu, jak Ci Dwaj… )
20 czerwiec 2008 o 8:15 am
TesTeq całkiem doceniony,
Od wzruszenia aż czerwony!
20 czerwiec 2008 o 12:12 pm
Ten cytat skądś znajomy się wydał i poszukałem: SDM – Czarny blues o czwartej nad ranem.
Przyczyna i droga skojarzeń moich oczywiście inna, o której słów kilka…
Nie pamiętam tego, znaczy nie znałem i nie wiem kiedy powstało, ale widzę tu wpływ wyraźny Cohena – Famous Blue Raincoat w warstwie tekstowej. I pora się zgadza i oddalenie i elementy NYC, list…
Natomiast muzycznie to jest obciach straszliwy, takie pochody harmoniczne były w głowach wszystkich ogniskowo-piwnicznych gitarzystów w końcu lat sześćdziesiątych…
Niemniej zdarzały się i SDM dobre piosenki
20 czerwiec 2008 o 11:54 pm
@TesTeq:
@zeen: Ja po prostu mam genetycznie motywowany gust do pewnych typów kiczu…
A słowa ‘Czarnego bluesa’ to Adam Ziemianin. Sam Adam Ziemianin
20 czerwiec 2008 o 11:56 pm
Widać, że biedak nie poprosił nikogo o pomoc
21 czerwiec 2008 o 12:05 am
6 listopad 2008 o 5:48 am
[...] Koledze i Komentatorowi odpowiedzieć trzeba. Kampanię oczywiście śledziłam, ponieważ była ciekawa. (I można mnie ‘odpytać’ z dowolnego jej etapu… wstydu [...]