Maj, wieczór
Maj, wieczór, ciepła nieskończoność
Oswojone powietrze mówi wieloma językami
Łąka przebrana za zwykłego wieśniaka
wyrusza w daleką drogę do miasta
Ciemny ptak jak smyczek uwija się
wokół masywnych skrzypiec dębu
Długo
Powoli
Nieskończenie wolno
Zasypia majowy dzień
Zmierzch spada jak czarna zasłona którą
Fotograf – albo kat – zarzucał na głowę
i jeszcze godzinami fosforyzuje ciemność
Tak tonęły żaglowce, niemo
Tak topnieje alpejski lodowiec
Stygnie młodość
Adam Zagajewski, z tomiku List. Oda do wielości, 1982
17 maj 2008 o 8:51 am
Okiem trzydziestosiedmiolatka w Paryżu
17 maj 2008 o 9:01 am
Wieść gminna niesie, że napisał to nieco przed publikacją tomiku…
(List – KOS, Kraków 1978; List. Oda do wielości Kraków 1982 i Paryż (IL) 1983)
17 maj 2008 o 9:04 am
P.S. Zagajewski ur. 1945 (Lwów).
Gliwice.
Kraków.
Paryż od grudnia 82…
17 maj 2008 o 1:31 pm
Rzeczywistość nieco odbiega od wizji poety. Topnienie lodowca raczej nie przebiega niemo. Wręcz przeciwnie, lodowiec w słońcu “pracuje” i dość mocno trzeszczy.
http://www.swiatpodrozy.pl/a.php?id=1338
“Temperatura ujemna lecz słońce mocno przyświeca. Lodowiec wydaje przeraźliwe odgłosy… topnieje lód, tworzą się kolejne szczeliny.
Ale OK, jest sobota a licentia poetica ma swoje prawa. Można chyba przymknąć oko
17 maj 2008 o 5:07 pm
@b 9:01 i 9:04 – No to niech mu będzie na zdrowie
“Zmierzch spada jak czarna zasłona którą
Fotograf – albo kat – zarzucał na głowę”
kojarzy mi się:
“Kurtyna spada i zabija się na miejscu”.
17 maj 2008 o 6:02 pm
Jako trzydziestopięciolatek zerkam na to okiem po raz wtóry. I nadal nie potrafię się utożsamić z autorem. Zmierzch w maju zapada wolno? Hm… czas jest względny, jak się coś robi, to i tak zapada zbyt szybko. O lodowcu pisał już Quake (zresztą przypominam sobie film przyrodniczy o lodowcach, z ‘falą tsunami’ wywołaną przez wyłamanie się bryły lodu, z twardego bloku lodowca). Może tylko ze stygnącą młodością coś jest na rzeczy, bo wciąż obrywa mi się, że ‘gorzknieję’…
17 maj 2008 o 10:50 pm
Przerwane w połowie, w pół słowa,
Stopklatka, utrwalone zdjęcie.
Przelotnie, pobieżnie przejściowo,
Wręcz ciche przez życie przemknięcie.
Te słowa nie padły bo wtedy
Innymi sprawami zajęci,
Na zawsze już będą nam schedą,
Wyryte są w skale pamięci.
I cisza. Jak wosk topniejąca,
Jazgotem codziennym wyparta,
Przelotnie, pobieżnie, niechcący,
Jak kartka z notesu wydarta.
Boleśnie, dręcząco, nerwowo,
W wir życia nurzamy się znowu,
Lecz chwila ta, cisza, te słowa…
I skała pamięci jak nowa…
Od wschodu do zachodu słońca,
To cykl dla nas wszystkich jednaki,
Przelotnie, przejściowo siadamy
Na skałach pamięci jak ptaki.
18 maj 2008 o 11:32 am
zeen miał wczoraj wieczór melancholii…
Piękny owoc…
18 maj 2008 o 2:57 pm
Pomimo moich “zgorzkniałych” i “belferskich” forty-something, maj zawsze mnie inspiruje. Być może dlatego, że po pięciomiesięcznej zimie, kiedy nadchodzi maj, to trzeba czuć się wypalonym wewnętrznie trupem, żeby nie dać się ponieść majowi. A młodość ?
Czy młodość stygnie ? Chyba dopiero wtedy, kiedy wszystko inne stygnie również, pod białym przescieradlem, lub w czarnym worku zapinanym na suwak.
Ale skoro poecie stygło, to co zrobic…Trochę pretensjonalny ten wiersz.
18 maj 2008 o 6:29 pm
Poeta to od zawsze wyglądał, jakby mu stygło
Ja tam mam trochę więcej niż 35 i nic mi nie stygnie
Wszystko rzecz indywidualna.
18 maj 2008 o 6:40 pm
@Quake: Widocznie poeta sobie tak wyobrażał topienie się lodowca. Albo chciał uwypuklić brak (niedostateczność) uwagi poświęcanej pewnym procesom klimatycznym?…
@Dora (17.5; 5:07pm): Takie popkulturowe skojarzenia u Pani Kierowniczki?…
@PAK: Też mi się wydaje, że podmiot wielu wierszy Zagajewskiego liryczy zanadto w tonacji moll. Ale zmierzch w maju czy czerwcu rzeczywiście długo zapada – w takim na przykład październiku, choć bywa ciepło, trzeba się spieszyć w góry przed śwsitem by sobie potem w ciemnościach nie powybijać zębów na skałach i korzeniach podczas zejścia…
Widzę tu też delikatną sugestię ’stojącego powietrza’ (np. przedburzowego) niektórych majowych dni… Ale całość raczej w aurze sześćdziesięciolatka. Choć znam człowieka, który zaraz po trzydziestce się ‘reklamował’ jako stary… w dodatku znacznie młodszym dziewczynom się tak reklamował
Widać instynkty ’samozagłady’ chodzą czasem po ludziach…
@zeen: Co ja tu mogę powiedzieć, Mistrzu_Z? Chyba sobie wydrukuję i powieszę nad biurkiem… Melancholii nie życzę zbyt dużo (zwłaszcza w maju), ale jeśli miałyby mieć one aż takie sublimacje…
@Jacobsky: Zależy, jaki ma ktoś próg ‘percepcji belferskości’. Na przykład osoby, którym ciężko raz dziennie zajrzeć do słownika, mogą kontestować u innych dosłownie każdy przejaw autodydaktyzmu i każdą próbę podzielenia się z innymi swą erudycją czy doświadczeniami życiowymi… so take it easy!

Zgadzam się, że można odczytać ten wiersz jako pretensjonalny. Co ciekawsze, wielu ‘wybitnych’ poetów, których widzałam (w krk) na żywo, ma taki zmęczony, wypalony sposób bycia, mówienia. Zagajewski też, mimo, iż otarł się o wykłady creative writing w Univ. of Huston (Texas)…
18 maj 2008 o 6:43 pm
Łajza minęli, Pani Kierowniczko…
Ale mówiło się też intensywnie swego czasu, że Z to mocny kandydat do Nobla. Ja tam Polakom życzę Nobla choćby i co drugi rok… i cenię poezję Zagajewskiego. Ale ten PR był raczej przesadzony, powiedzaiłabym…
18 maj 2008 o 7:55 pm
Basia:
????
18 maj 2008 o 8:09 pm
@basia 6:40 – no tak, Gałczyński to już popkultura
W tym kontekście Mrożek miał (po raz drugi w życiu) silny odruch instynktu samozachowawczego…
Ostatni akapit: może to właśnie krk wyciąga życiowe soki z ludzi pióra?
19 maj 2008 o 7:47 am
Stary… ja pamiętam licealnego kolegę, z którym urządziliśmy bieg na portiernię (jako ranny ptaszek musiałem pobierać klucze i pilnować by klasa oddała kurtki do szatni; no i właśnie biegliśmy po klucz w przerwie), który zasapany mówił mi:
– Stój, poczekaj, ja nie mogę tak biegać, ja mam już osiemnaście lat! To jest poważny wiek!
19 maj 2008 o 7:58 am
@PAK: Ja znam blisko osobę, która była ’stara’ tak gdzieś od 16 rż. Po zamążpójściu odmłodniała…
@Dora: Nie było/jest im tu aż tak źle (Lem, Nobliści, wielu poetów…) Kilku z tych zmęczonych w czasach ‘NaGłosu’ odżyło a nawet odkryło szołmeńską wenę po odzyskaniu niepodległości. A sam AZ to Krakus długoletni, ale nie wyłączny. Poza wszystkim – zmiana mca pobytu każdemu dobrze robi (nawet tym, co to w Wawy do Kraka… honoris causa albo i inaczej
)
@Jacobsky: Jakiś skrót myślowy popełniłam, tylko jaki?
Idźmy od początku:
‘Łajza’ minęli do PKierowniczki to żartobliwe spuentowanie, że dwie odoby napisały plus minus o tym samym a ta druga ‘też’ opublikowała bo np. nie odświeżyła strony czy w inny sposób nie pośpieszyła się.
O belferskości do Ciebie, bo trochę się obawiam, czy Ci nie dopiekły wiadome docinki. A nie ma najmniejszego powodu. Niech żyją kompetentni Belfrowie!
Coś jeszcze?…