Jagodzianki
…albo B jako Oskar Kolberg XXI wieku
- … tirówki…
- Nie, jagodzianki, tak je nazywają…
- Jagodzianki…
- To my się pytali, ile, i mówią, że 60-70… pełna usługa, kurde.
- Z watem czy bez?
- E, tego to my się nie pytali… chyba bez… To są rozumiesz, Bułgarki.
- Uhm…
- A znów takie, rozumiesz, zarejestrowane, na telefon, to będzie 120.
- Dużo… jest różnica…
- Ale zarejestrowane… A pani to znów pisze…
- Tylko te jagodzianki zapisałam… ładne słówko, nie znałam.
- Niech pan uważa, teraz żona też może być w CBA. Dziś to nawet kochanki, bracie, nie jesteś pewny… Takie czasy… z twojego, bracie, komputera do CBA napisze… I co jej zrobisz?! - Nic jej nie zrobisz!
- No dobrze, tu cie wysadze… Przejdziesz se kawałek to wytrzeźwiejesz do reszty.
- E, podrzuciłbyś mnie tam wyżyj, na Widły… czas masz dobry…
…Niech pan uważa, żona może być w CBA!…
3 maja 2008
9 maj 2008 @ 7:37 przed południem
Hm… ja kiedyś wiosną sobie szedłem w niebieskim krawacie (ot, urodziny miałem, ale wypadło coś szybko załatwić, więc wyskoczyłem ubrany ni w pięć ni w dziesięć, czyli trochę byle jak, ale z niebieskim krawatem). Spotyka mnie taki pewien wczorajszy pan i pyta o godzinę. Odpowiadam. A on:
– Ja tak przepraszam, widze, że ma pan niebieski krawat, może pan jest z policji?
9 maj 2008 @ 7:41 przed południem
… albo z brytyjskiej partii konserwatywnej…
9 maj 2008 @ 8:44 przed południem
Jagodzianki? Raczej grzybiarki, harcerki lub geodetki.
9 maj 2008 @ 8:47 przed południem
… niezbadane są procesy ucierania się nazw w świadomości społecznej…
9 maj 2008 @ 9:25 przed południem
Podobno kiedyś moja babcia, nie nawykła jeszcze do takich ‘jagodzianek’ namawiała mojego tatę:
– Te dziewczyny tak same tu stoją… Podrzućmy je gdzieś!
9 maj 2008 @ 9:38 przed południem
Bo co jakiś czas trzeba odświeżyć wizerunek. Tirówki już się opatrzyły, czas na coś nowego, zdrowego, ekologicznego…
9 maj 2008 @ 10:11 przed południem
Antropoetologia z elementami zoosemiotyki terenów Małopolski.
9 maj 2008 @ 10:25 przed południem
zeen, dlaczego straszysz dzieci?
9 maj 2008 @ 10:46 przed południem
Strach dawkowany w rozsądnych ilościach rozwija instynkty…
9 maj 2008 @ 11:21 przed południem
Jasio rzekł do przedszkolanki:
“Tata lubi jagodzianki.”
Pani się zarumieniła
I nie była wcale miła.
9 maj 2008 @ 11:30 przed południem
I wiadomo już dlaczego
Pani Jasiem poniewiera:
W drugą część dnia przedszkolnego
W jagodziankę się przebiera….
9 maj 2008 @ 11:47 przed południem
O, pan tutaj? A to checa
Fajny z pana syna chłopak
Rano on się tu zaleca
A wieczorem jest na opak.
9 maj 2008 @ 11:50 przed południem
Smutnej prawdy docieramy,
Że w przedszkolu na etacie
Niezbyt dobrze zarabiamy
Tak Jaś podpowiedział tacie….
9 maj 2008 @ 12:32 pm
Sam mam się bawić? Eeee, to kończę:
By zapewnić dobry poziom
Naszych szkół oraz przedszkoli
Panie niech sobie dorobią
A niech tatuś popie……..
9 maj 2008 @ 12:52 pm
Zapiątek, zeenie, zapiątek; każdy zaabsorbowany siedemdziesięcioma siedmioma sprawami weekendu… którego przymus udaności nie podlega wszak kwestionowalności… nie wiosną w każdym razie… nie taaaką wiosną!

9 maj 2008 @ 2:14 pm
basia,
gdzie Ty zbierasz te “dialogi na cztery nogi”, a tym wypadku - “na cztery nogi i to, co pomiędzy” ?
9 maj 2008 @ 5:56 pm
Te dwa ostatnie (o stawkach i dzisiejszy) zasłyszałam w busie ze stołecznie-królewskiego pod królową Beskidów (w niedawne święto nasze narodowe). Co najciekawsze - oba kawałki tylko przycięłam z brzegów; żaden poważniejszy retusz czy montaż nie miał miejsca
W drodze powrotnej też było ciekawie - aż za! - na zakopiance, tuż pod wiaduktem w Głogoczowie, rozbili się motocykliści i trzeba było słyszeć te komentarze społeczności krotkofalowców… ale ani tego, ani dyskusji o poszukiwaniach działki rekreacyjno-budowlanej dla szefa, nie będę przecież publikować…
Jeszcze ciekawiej bywało w busach w kierunku mojej miejscowości rodzinnej za rządów PiSu (bo Małopolska pozamiejska była i wciąż jest mocno propisowska).
Więc - w momentach, w których włosy mi się nie jeżą na głowie - gratuluję sobie, że, mimo, iż bardzo lubię prowadzić auto, wciąż się zdobywam na ’studenckie’ style życia i przemieszczania…
…poza tym poczta, bank, urząd skarbowy, wyjścia z kościoła, festyny na Błoniach i duże imprezy na Rynku czy bulwarach nadwiślańskich, itd., itp.
Największy problem z notowaniem (zwłaszcza w ciemnościach czy w zimie, na mrozie). W sumie - naśladowcy nieudolni pana Prusa i Pana Reymonta jesteśmy… Bardzo nieudolni…
10 maj 2008 @ 12:22 przed południem
Sie tu tyle napociłem,
Dałem se i nieźle w szyję
Żem sie tyle napracował
A tu nikt mi złego słowa….
10 maj 2008 @ 5:48 przed południem
Moje dobre słowo wyrażane było na bieżąco: poprzez natychmiastowe dodawanie Twoich poezyj na poezyjową stronkę… Tak, że, jeśli dzisiejszy spicz do małej acz doborowej grupki studentów polskich, słowackich, ukraińskich okaże się na nieco niższym poziomie (od zwyczajowego) - winić za to będę zawsze-wysoki poziom rymów… Twoich i nie tylko… Oraz wiosnę, bzy, itp.
…i uciekam; atrakcji mnóstwo; wczoraj nie mogłam być na koncercie P. McCreesha, więc chciałabym to sobie dziś skompensować Salwatorem w ramach X Dni Dziedzictwa Kulturowego, później rzeczona konf., później jakieś spotkanie (nagłe, ważne), później koncert z Panią Kierowniczką… a teraz trza pędzić na zakupy spoż.)
… więc proszę wybaczyć ew. przejawy ew. rozkojarzenia…

10 maj 2008 @ 5:49 przed południem
Mam nadzieję, że powyższe spełnia wymogi i dobrego i złego słowa

10 maj 2008 @ 6:57 przed południem
U mnie McCreesh dzisiaj. I też nie mogę
(Wiem, że mogę bezpośrednio, ale tak jakoś ciekawiej
)
Pozdrowienia dla Pani Kierowniczki
10 maj 2008 @ 9:14 przed południem
Cała przyjemność po mojej stronie (bycia medium takich pozdrowień!
)
A teraz biegnę na Salwator - ciekawe, czemu te krakowskie kasztanowce kwitną z każdym rokiem piękniej?…