Jakieżby lato bez wiosny mieć chcieli…

By basiaacappella

…którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli! (Jan z Czarnolasu).

Znów wczoraj rozgorzała w gronie znajomych dyskusyjka na tej kanwie. Pretekstem stała się moja relacja z pięciogodzinnej wycieczki okrężnej po Lesie Wolskim (tu kilka fotek). Na samym początku jej leśnej części czeka zazwyczaj wędrowca bliskie spotkanie z młodymi kaskaderami, którzy w stromych wądołach i na osypujących się ziemnych stokach urządzają sobie mrożące krew w żyłach seanse: szaleńcze zjazdy, skoki podobne narciarskim, piruety w locie i inne freestyle… Nie dość im naturalnych atrakcji tej części Lasu – kopią sobie dodatkowe dziury, budują mini-skocznie i uskoki, ustawiają powalone drzewa jako przeszkody do pokonania wzdłuż czy w poprzek.
Samo bezpieczne patrzenie na taki spektakl mrozi krew w żyłach, co dopiero bezwiedne znalezienie się na trasie przejazdu – nie mówiąc o przelotnej pokusie spróbowania czegoś takiego! (Szkoda, że pomysł na ‘problem’ przyszedł po przejściu tego terenu – zrobiłabym specjalne ujęcia…)

Znajomi ‘nie cierpią’ rowerowych ‘szaleńców’ i boją się ich. Chłopcy ćwiczą bowiem swą odwagę i sprawność także poprzez proste, strome zjazdy w innych rejonach Lasu (Zakrzówka również), na ścieżkach rowerowych i pieszych, w porze największego ruchu (choć wczoraj spotkaliśmy w akcji tylko dwóch takich). Straszą spacerowiczów, niszczą stoki, ścieżki i wąwozy. Poza tym teren górski to teren ciszy, śpiewu ptaków, kontemplacji… a nie hałasu sprzętowego i głosowego (napięcie trzeba jakoś odreagować!)
Zrobić porządek, zakazać, napiętnować! – tak brzmiał prawie-jednogłośny werdykt późnych trzydziestolatków i wczesnych czterdziestolatków… (z cichym westchnieniem: ‘oby nasze pociechy nie miały za kilka lat podobnych zachcianek’).

B w tym wszystkim znalazła się w roli adwokata diabełka (-ów). Bo jakże to tak? Sport crossowy wszedł przebojem w polski pejzaż a moda na rower i skokowe urowerowienie społeczeństwa, jakie nastąpiło w ostatnich latach, to być może najlepsza inwestycja w naszą kondycję na najbliższe dziesięciolecia.
Nastolatki i dwudziestolatki szukają w tym wszystkim jakiegoś miejsca dla siebie: wyżycia się i niepowtarzalnej ekspresji, wyraziście odmiennej od relaksowego pedałowania zgredów. A ci powinni (sprytnie) pomóc młodym w bezpiecznym kanalizowaniu energii i ‘pozyskiwaniu’ adrenaliny (goście trenujący w Lesie Wolskim wyglądają na ‘uświadomionych’; jeszcze nie widziałam kogoś bez kasku)… a nie potępiać, krytykować i moralizować. Kilka kilometrów ścieżek w ponad czterystuhektarowym lesie (i dwa – trzy wyjeżdżone wąwozy) to niezbyt wygórowana ofiara, a ruch na świeżym powietrzu jest bezcenny. I odciąga od innych pomysłów.

Wczoraj mnie zakrzyczano. Bo Park Krajobrazowy (najlepiej wysłać młodych prosto na hałdy wysypiska Barycz…) Bo erozja, ekologia, straszenie dorosłych, dzieci, psów. Bo niebezpieczne, bardzo często bezprawne… a młodzi myślą, że im wszystko wolno. Poza tym takie rowery kosztują ciężkie tysiące… i każdy smarkacz chce mieć, bo kolega ma…

A Państwo co o tym sądzą?

Odpowiedzi: 14 do “Jakieżby lato bez wiosny mieć chcieli…”

  1. TesTeq mówi:

    Pozabijają się i będzie spokój. Darwin rządzi! A leczenie urazów nabytych podczas uprawiania sportów ekstremalnych nie powinno być objęte systemem bezpłatnej opieki zdrowotnej. Niech się ubezpieczają dodatkowo.

  2. basia mówi:

    Mocno powiedziane…

    A leczenie uzależnień: alkoholowego czy narkotykowego?…

    (Tak tylko ‘głośno myślę’ ;-) , co jest kosztowniejsze dla podatnika: ryzykanckie pomysły młodych ludzi, czy też…)

  3. PAK mówi:

    Pozabijanie się w młodym wieku jest bardzo korzystne dla podatnika — nie trzeba łożyć na szkołę, uczelnię, względnie karabin poborowego. A jakie oszczędności w systemie emerytalnym!

    (Co piszę, mając na myśli artykuł Jacka Żakowskiego o palaczach.)

    A tak poważnie to jest problem — u mnie też w parku przeganiano młodzież, bo jak można jeździć po ulicach rowerem? Przecież przez ulicę może ktoś przechodzić. Jazda ekstremalna? Owszem, przygotowano (na asfalcie!) parę miejsc, by się popróbować, ale nie więcej…

    Zostawiając teorię — pamiętam paru rowerzystów na górskiej wycieczce. Akurat tych paru było uprzejmych, starali się nie przeszkadzać innym. Ale inni już tacy nie byli. Ci zaś, co tacy nie są, mogą zajść za skórę… oj mogą!

  4. pak4 mówi:

    PS.
    Oglądałem zdjęcia. U nas nie było przez te ostatnie dni wiatrołomów. W ogóle jestem zdziwiony, że gdzieś wichury były. Niby coś słyszałem, ale jednak nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów. Owszem, kwiaty z grobów na cmentarzu pozwiewało i u mnie, ale drzewa, które ubyły w parku, dawały świadectwo planowej wycinki.
    A Wawel w zachodzącym słońcu… przyjemny :)

  5. basia mówi:

    Przeraża mnie brak realizmu pedagogicznego różnych uszczęśliwiaczy młodzieży…: my wam damy to, o czym sami marzyliśmy, ale nie mieliśmy… nie chcecie się bawić w te zabawki?! :shock: – ach ta dzisiejsza młodzież!

    Badania przeprowadzone w Londynie dowiodły, że nawet regularne deskorolkowanie ma zbawienny wpływ na osobowość, szkołę, zadowolenie z życia, jego regularny tryb, podejmowanie nowych wyzwań… Wszystko tylko nie włóczenie się pod blokiem (w bluzie z kapturem czy w jakimś polskim ciuchowym odpowiedniku ;-) ) w towarzystwie podobnych sobie.
    Nie mówiąc o wyzwaniu koncentracji i dyscypliny, jaką ze sobą niosą takie wyprawy do Lasu, konserwacja sprzętu, umawianie się w kwestii współzawodnictwa czy budowy torów przeszkód…)

    Co do fotek i wiatrołomów: Po ostatniej wichurze też się to i owo połamało. Ale moje obserwacje dotyczyły stanu: od połowy czerwca ub. roku do wczoraj :-)
    Wawel zawsze ładny… Nawet zdjęty ‘pchłą’ komórkową… bez czasu na eksperymenty ze światłem, itd. Małe świadectwo chwili…
    :-)

  6. Hoko mówi:

    Melduję, że skowronki już są! Teraz tylko czekać na zbója piecuszka… :D

  7. dora mówi:

    A Państwo co o tym sądzą?
    Niestety jak najgorzej.
    Mieszkam koło Lasu Kabackiego. W słoneczne niedziele watahy rowerzystów nie dają przejść, nie dają się nacieszyć przyrodą. Są co prawda jeszcze fragmenty lasu, gdzie ich jest mniej, ale już i tam zaczyna ta zaraza docierać. Wjeżdżają bez żadnej żenady także tam, gdzie widnieje zakaz, i jeszcze mają pretensję, że jacyś piesi zagradzają drogę.
    Pamiętam jeszcze skowronki śpiewające na sąsiednich polach. Nie wiem, czy w tym roku się ich doczekam. O piecuszkach nie mówiąc :-(

  8. zeen mówi:

    Istotą zarazy jest, że pojawia się tam, gdzie daje się jeździć. Może wyjściem będzie wyznaczenie tras dla zarazy i osobnych dla niezarazy, bo generalnie zaraza zbyt wielu ścieżek to chyba nie ma…
    Ja stając się zarazą jeżdżę bocznymi drogami, które co najwyżej biegną przez las. Ścieżki leśne raczej depczę podeszwami i wtedy zaraza niebacząca na nic jest mi niemiła….

  9. TesTeq mówi:

    Możnaby zasadzić krzaczory przeszkadzające w szybkiej jeździe i dla pewności ogrodzić je drutem kolczastym. :-)

  10. zeen mówi:

    Zdecydowanie jestem za minami przeciwzarazowymi. Ustawić wszystkich TesTeqów na ścieżkach i niech stoją z miną przeciwzarazową :)

  11. basia mówi:

    @Hoko: Już? :shock: Skowronki kojarzyły mi się zawsze z okolicami sadzenia ziemniaków – najwcześniej koniec marca :eek:

    @Dora: Ja też mam instynktowną ‘awersję na’ rowerzystów w terenie. Sama chodzę po bezdrożach a jeżdżę – trekingowo- po asfalcie albo czymś b. twardym (głównie z lenistwa – by nie musieć łańcucha za często czyścić i konserwować ;-) )… Ale skoro taka zaraza się porobiła… ;-) i nie sposób się ciągle stresować bo człowiek nie wypocznie… To sobie jakoś racjonalizuję te strachy :-)

    @Zeen: Trasy dla zarazy są w Lesie Wolskim na ogół oddzielne. Ale i oni jeżdżą wszędzie i ja czasem idę ichnimi drogami (bo lubię jedną czy drugą – a skoro ‘nam’ odebrali, to…
    Oczywiście – jeśli jestem ‘nie na swoim’ – to podwójnie uważam :-)

    @TesTeq: Taaaa, a dla zupełnej pewności prąd puścić… AC/DC :-)

    @Zeen (3:34): Humor Ci, Zeenie, widzę dopisuje. To i rekonwalescencja będzie błyskawiczna :-)

  12. komisarzfoma mówi:

    Na zarazę można jeszcze przygotować wilcze doły i osadzić w naturalnym środowisku hordy dzikich zwierząt (stosownie wcześniej genetycznie zmodyfikowanych), polujących na bezczelnych rowerzystów…

  13. Quake mówi:

    Wszelkie próby wprowadzania zakazów, karania lub grodzenia niewiele dadzą. To jest walka z żywiołem, która jest z góry skazana na porażkę. Lepiej tę energię jakoś “z głową” wykorzystać – zrobić im jakieś wypasione trasy, niech sobie młódź szaleje do woli. Ale niech w tym szaleństwie też będzie metoda – trzeba tez pamiętać, że czasem nawet najlepszy kask nie pomoże:

  14. basia mówi:

    @Komisarz: Wilcze doły?… one nawet ‘kręcą’ tych moich bohaterów-kaskaderów z południowych wądołów Lasu Wolskiego :-) Kopią sobie różne takie, żeby przez nie ‘pofrunąć’ (rozpędziwszy się pierwej) :-)

    @Quake: Właśnie, intencją tego wpisu było też pytanie, czy i jak można ich ograniczać dla dobra ich samych, pobudzać ich wyobraźnię… a nie tylko obawiać się o nasze własne bezpieczeństwo czy dobrostan…
    Co do filmiku… Mi wystarcza – bez żadnych dodatkowych obrazów – wizja utalentowanego ukraińskiego kontratenora, który zginął kilka lat temu na Zakrzówku (poleciał nawet nie wprost do wody, a na ‘półkę’ skalną widoczną na poprzednim zdjęciu) :-(

Dodaj komentarz