Truskawki

By basiaacappella

Poezja koloru, zapachu, soku i faktury. I proza kręgosłupa piekącego podczas zbiorów. Po raz pierwszy doświadczyłam tego gdzieś w siódmym roku życia. Ból dziecięcych plecków niwelowały (do pewnego stopnia) dwa motywatory: ‘Wytrzymasz Basiu, jeszcze troszeczkę, na pewno wytrzymasz – dzieci mają bliżej do ziemi i kości bardziej elastyczne, więc im się łatwiej zginać’; oraz ‘za te pieniążki kupimy/zrobimy bardzo ważną rzecz w naszym domku’. Nie pamiętam, jaką; potrzeb było zawsze mnóstwo a za eksportowe truskawki deserowe (Czechosłowacja? Dania?) płacono godnie.  

Z tym wytrzymywaniem było niemal-zawsze sportowo. Już na studiach planowało się: egzaminy (zdać celująco – stypendium naukowe!) i obrócić nad morze ‘przed truskawkami’ (Przyjaciółka ze studiów i akademikowego pokoju też zjeżdżała do pomocy). W 1988 doszło kolejne wyzwanie: trzy próby tygodniowo i przedpapieskie nagranie (dzień i noc) – przed ważnym (a dla mnie pierwszym w ‘karierze’) chóralnym tournee. Wyruszałam na te próby i nagrania stopem (tylko i aż 75 km), schodząc z pola maksymalnie późno, nocując (po przeciągających się, intensywnych seansach) u koleżanki. Chwilka snu, pobudka o czwartej – i w drogę powrotną! Znów stopem, z pustym koszykiem po ‘rozczęstowanych’ truskawkach. W następnym roku próbowaliśmy przed tournee francusko-szwajcarskim. Dojeżdżałam już z Bratem; razem też przeżyliśmy poślizg ’okazji’ (z zarzuceniem przyczepy, po burzy, naprzeciwko motelu ‘Miś’ przed Bochnią).

Czasem truskawki ‘przybywały’ bez konieczności dosłownego zginania karku. Szczególnie pamiętam szczodrą porcję dostarczoną przed sesją na pierwszym roku (staropolska u Prof. Ulewicza!) Smakowały niczym ambrozja - tysiąc razy lepiej, niż wszelkie późniejsze sybaryckie wynalazki i kombinacje (z bitą śmietaną, tartą czekoladą, miętą, szampanem, lodami, malibu, w koktajlu bananowo-truskawkowo-zsiadłomlecznym, na biszkopcie pod ptasim mleczkiem, pod galaretką…)  

Bo truskawki to wiosna przechodząca w lato, wakacje solidnie zapracowane i wabiące wszelakimi obietnicami a jednocześnie – nowe tryumfy woli i wysiłku… Oraz - last but not least - dodatkowy przypływ kasy, gdy Mama wreszcie pozwoliła zbierać (dzień albo dwa) ‘na własny rachunek’. Pod koniec zbiorów, gdy owoce były drobne i w niewielkiej ilości. Ale trzeba było widzieć to nowe uskrzydlenie, ten spirit of free enterprise w narodzie…  

…równolegle dogorywał staruszek socjalizm.

Odpowiedzi: 11 do “Truskawki”

  1. gk mówi:

    A ja coś nie tego na truskawki. Może problem w tych pestkach-nasionkach (drażnią zęby). Albo jakiś uraz – nie lubię i już :-(

    Ale kolor może być ;-)

  2. basia mówi:

    Witam Cię serdecznie, GK :-)

    Znam kogoś, kto po-urazowo nie lubi poziomek ;-) Czyli jest Was dwóch (bo tam też w grę wchodzą te mini-pesteczki) :-)

  3. gk mówi:

    Poziomki są jeszcze gorsze :neutral:

  4. mru mówi:

    W czasach studenckich zrywałem truskawki w Norwegii, niezbyt długo, jakieś 3 tygodnie. Ale odtąd patrzyć na nie nie mogę.

  5. basia mówi:

    Mru, rozumiem Cię doskonale :-)

  6. Asia T mówi:

    Moja babcia powtarzała zawsze: byle do wiosny, byle do witamin, byle do truskawek. Wspomniałaś o dogadzaniu sobie – ja lubię ciasto kruche, truskawki (rabarbar) i na to piana ubita z cukrem (pod sam koniec pieczenia trzeba ja położyć). Pychota. I wiadomo, że zaczyna się lato:D

  7. basia mówi:

    Witam Cię serdecznie, Asiu T :-)
    Też mam jedno super-wspomnienie z plackiem truskawkowym z bezowym ‘zwieńczeniem’ w roli głównej:
    Upiekła go tuż przed moim pierwszym wyjazdem zagranicznym Ciocia, u której mieszkałam w okolicach szkoły średniej. Wyobraź sobie totalnego małolata (1984; oboje Rodzice musieli się stawić w sądzie krakowskim by scedować opiekę nade mną na szefa wyprawy), noc czerwcową(wyruszaliśmy chyba koło północy) i Ciocię oraz mnie siedzące w kuchni na 10 piętrze z widokiem na ogród parafii, z której duszpasterstwem akademickim miałam ruszyć do Austrii, w Alpy, do Italii, San Marino, na Capri, Wezuwiusz. Plus oczywistości turystyczne i mgliście się rysująca prywatna audiencja u Papieża (doszła do skutku).
    Siedemnaście bajkowych dni, niesamowity prezent od losu, zważywszy sytuację finansową mojej Rodziny… i ten placek truskawkowy na start!

  8. Moje - nie moje « zawsze tęskniłam do formy bardziej pojemnej mówi:

    [...] mi podczas ‘wakacji’ w moim Domu rodzinnym. Bardzo cudzysłowowych wakacji – bo połączonych z truskawkobraniem. Dla mnie – punktowanym dojazdami na próby do Krakowa przed wyjazdem artystycznym… po raz [...]

  9. Marek mówi:

    nie z truskawkami a z jagodami pierożki można u nas zjeść ;) w Misiu Boróweczki zjesz poprostu mrrrr
    zapraszamy i życzymy bezpiecznej drogi bez poślizgów :)

  10. basia mówi:

    Witam Cię serdecznie, Marku! :)

    Tak, ilekroć mijam Motel – w śniegu, o wschodzie słońca, deszczu czy upale – wspominam tamten incydencik (w czerwcu minie 20 lat!!!)

    Nigdy nie zatrzymałam się tam – wszak do domu już ‘blisko’ (Brzesko i…jeszcze ok. 20 km ;) ). Trzeba chyba nadrobić zaległości; może z gośćmi ‘z dalszych okolic’… :)

  11. Kraków-Rzym’84 (1) « przelotnie-pobieżnie-przejściowo mówi:

    [...] po przygotowaniach, wysiłkach i przebojach! (O niektórych wspomnę w kolejnych odcinkach cyklu). Jest noc 30 czerwca i siedzę sobie z Ciocią w kuchni na dziesiątym piętrze, pojadając ciasto tr… i patrząc na ogród parafialny, gdzie za chwilę zajedzie autokar, który trzeba zapakować… [...]

Dodaj komentarz